Piotr Wiśniewski wreszcie "odpali" w Lechii Gdańsk? Ma ostatnią szansę [OPINIA]

Olbrzymi talent, który w Lechii Gdańsk kiełkował od lat, ale póki co nie wydał z siebie owocu. Piotr Wiśniewski, bo o nim mowa, ma wiosną chyba już ostatnią szansę, by pokazać, że jest wartościowym piłkarzem na miarę polskiej ekstraklasy.
Wiśniewski ma wszystko, co w arsenale piłkarskich środków powinien posiadać zawodnik klubu czołówki polskiej ekstraklasy. Ma dobrą kiwkę, potrafi celnie dośrodkować zarówno prawą, jak i lewą nogą, dobrze wykonuje stałe fragmenty gry, wreszcie ma dobre uderzenie z dystansu, a także umie grać w powietrzu. Problem w tym, że żaden z tych elementów nie jest znakiem firmowym Wiśniewskiego - czymś, z czego mógłby zrobić swój największy atut, dzięki któremu miałby stałe miejsce w składzie Lechii na stałej pozycji na boisku. A przede wszystkim, dzięki któremu zdobywałby bramki. Bo z tego przecież rozlicza się graczy ofensywnych.

Bo cóż z tego, że pomocnik (a czasem napastnik) Lechii przedrybluje cały blok obronny rywala, jeśli później, będąc sam na sam z bramkarzem, huknie w trybuny. Albo będzie nieudolnie próbował wymusić rzut karny. Albo zamiast podać do lepiej ustawionego kolegi, będzie na siłę starał się samemu zakończyć akcję celnym strzałem. A póki co tylko z takich "popisów" zapamiętują Wiśniewskiego gdańscy kibice. Ale gdy wydaje się, że Wiśniewski popełnił już tyle błędów, że w kolejnym meczu już na pewno usiądzie na ławce rezerwowych, ten strzela gola i wytrąca z rąk krytyków większość argumentów.

Nadchodzi jednak najwyższy czas, by "Wiśnia" zamiast pojedynczych przebłysków wreszcie pokazał, że dobre mecze w Lechii nie zdarzają mu się wyłącznie od czasu do czasu. Choć przed każdą rundą nazwisko właśnie tego piłkarza wymieniane jest jako czarnego konia gdańskiej drużyny, a po rundzie te optymistyczne zapowiedzi w jego przypadku się nie sprawdzają, to również przed wiosną 2013 Wiśniewski ponownie aspiruje do miana zawodnika, na którego Bogusław Kaczmarek liczyć może najbardziej.

Sam piłkarz przed rozpoczęciem przygotowań przyznawał, iż obietnic, że "teraz to już na pewno strzeli dużo goli", z jego ust padło wiele, to jego piłkarskie credo spełnić się może właśnie w tym sezonie.

Skąd ten optymizm? Przede wszystkim stąd, że Wiśniewski ma świadomość, że "jeśli nie teraz, to kiedy" i że tylko dzięki dość znacznej poprawie w grze może jeszcze zaistnieć w polskiej ekstraklasie. W końcu 31-letni piłkarz powinien raz na zawsze zerwać z przyklejoną przed laty opinią o tkwiącym w nim, acz jeszcze nieodkrytym talencie. Do tego dochodzi fakt, że będzie mógł wyjść z cienia rzucanego do tej pory przez Abdou Razacka Traore i z roli boiskowego pomagiera stać się kierownikiem ofensywy Lechii. Bo czego jak czego, ale charakteru przywódcy Wiśniewskiemu nie brakuje.

Poza tym renesansowi "Wiśni" przysłużyć się może nowa-stara taktyka Lechii - czyli gry z trzema mobilnymi napastnikami z przodu, którzy w zależności od sytuacji na boisku ze skrzydłowego mogą w klika sekund przeobrazić się w klasyczną "dziewiątkę". Wiśniewski ze swoimi umiejętnościami powinien się wreszcie odnaleźć w nowym rysunku taktycznym biało-zielonych, bo gra tylko na szpicy lub wyłącznie na skrzydle temu piłkarzowi akurat nie służy.

Za Wiśniewskim przemawiają wreszcie symptomy wysokiej formy w meczach sparingowych (asysta przy golu Adama Dudy ze Stomilem Olsztyn, bramka w meczu z Polonią Warszawa czy pozytywny występ w spotkaniu przeciwko Worsklej Połtawa). Jeśli będą go omijać kontuzje, na które Wiśniewski jest, niestety, podatny, to nic nie stoi na przeszkodzie, by to on wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie biało-zielonych.

Choć "Wiśnia" poprzednimi występami utwierdzał, że jest kolejnym z niespełnionych talentów Lechii, to warto, by w rundzie wiosennej dostał kolejną, ale tym razem już ostatnią czystą kartę. Pytanie tylko, czy z tej szansy będzie w stanie skorzystać.

Czy wiosną nastąpi eksplozja talentu Wiśniewskiego?Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »