Łukasz Kacprzycki, czyli "Mały" - cichy bohater Lechii Gdańsk w meczu z Koroną Kielce

Największy splendor po meczu Lechii Gdańsk z Koroną Kielce spadł na strzelców bramek dla biało-zielonych - Pawła Buzałę, Marcina Pietrowskiego i Adama Dudę. Nie wolno jednak zapominać o Łukaszu Kacprzyckim, który dołożył sporą cegiełkę do wygranej Lechii.
Wysoka forma Kacprzyckiego nie powinna jednak nikogo dziwić. 18-letni pomocnik biało-zielonych dobrą dyspozycję sygnalizował już w zimowych meczach sparingowych, w których udanie grał na prawym skrzydle, często przyćmiewając pewniaka na tę pozycję, Brazylijczyka Ricardinho.

Poziom, na który "Mały" wspiął się w zimowym okresie przygotowawczym, udaje mu się prezentować także w spotkaniach ligowych. Już w pierwszym meczu z Polonią Warszawa Kacprzycki wniósł sporo do ofensywy biało-zielonych, kiedy zastąpił na boisku bezbarwnego Mohammeda El Amine Rahoui. Podobnie było w spotkaniu z Koroną, w którym 18-latek pojawił się w drugiej połowie, zmieniając fatalnie grającego Mateusza Machaja. I od razu wniósł do poczynań ofensywnych Lechii dużo dynamiki i przebojowości. Bardzo dobrze radził sobie z lewym obrońcą Korony Tomaszem Lisowskim, który musiał uciekać się do nieczystych zagrań, by powstrzymać pomocnika gdańskiej drużyny.

Co więcej, to po akcji Kacprzyckiego i jego świetnym podaniu Pietrowski zdobył w 74. minucie dla gdańszczan bramkę na 2:1, która zmieniła obraz poniedziałkowego meczu. Oprócz asysty przy golu Pietrowskiego Kacprzycki powinien wywalczyć w 85. minucie rzut karny. Powinien, bo choć został ewidentnie sfaulowany w polu karnym przez Pavola Stano, to jednak arbiter spotkania, Hubert Siejewicz, nie zdecydował się na podyktowanie dla biało-zielonych "jedenastki".

- Wejście Łukasza ożywiło grę na prawym skrzydle. Można powiedzieć, że "Mały" rozruszał ten sektor boiska - przyznał po meczu Pietrowski. Swojego podopiecznego komplementował również szkoleniowiec biało-zielonych Bogusław Kaczmarek.

- "Mały" dał bardzo dobrą zmianę. Zrobił sporo wiatru na skrzydle. To na pewno duży pozytyw spotkania z Koroną - ocenił Bobo.

Sam cichy bohater poniedziałkowego spotkania bardzo spokojnie podchodzi do swojego występu przeciwko kieleckiej drużynie.

- Nie ja jestem od wystawiania ocen - mówił skromnie Kacprzycki. - Najlepiej mój występ niech odda to, co zrobiłem na boisku. Udało się pokazać kilka fajnych zagrań w ofensywie, do tego doszła asysta, więc chyba nie było najgorzej. Najważniejsze jednak, że wreszcie wygraliśmy na PGE Arenie i z tych trzech punktów trzeba się cieszyć. Martwi na pewno to, że popełniliśmy przy tym sporo błędów, szczególnie w pierwszej połowie spotkania. To dość dziwne, bo po strzeleniu bramki i czerwonej kartce dla Kamila Kuzery w naszą grę wkradła się jakaś dziwna nerwowość. Musimy nad tym popracować - dodał gracz Lechii.

Dzięki dobremu występowi przeciwko Koronie Kacprzycki ma szansę wybiec w pierwszym składzie w kolejnym meczu Lechii z Piastem w Gliwicach.

- Mecz z Koroną to mój najlepszy występ w ekstraklasie. Ale mam nadzieję, że nie ostatni - śmiał się Kacprzycki. - A o tym, czy zagram z Piastem, zadecyduje trener. Jakakolwiek będzie jego decyzja, to ja się jej podporządkuję - zakończył pomocnik biało-zielonych.

Jak rozwinie się talent Kacprzyckiego w Lechii? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »