Sport.pl

Trener Lechii Gdańsk Bogusław Kaczmarek o pozytywach meczu z Lechem Poznań: Wilki chciały rozszarpać resztki jelenia, ale się nie daliśmy

- Co ja miałem powiedzieć tym chłopakom w szatni, jak schodziliśmy w przerwie z trójką w plecy? Na szczęście w krótkim czasie udało się na tyle wpłynąć na morale zespołu, że choć wilki czekały na rozszarpanie resztek leżącego jelenia, to im się to nie udało - mówi trener Lechii Gdańsk Bogusław Kaczmarek po porażce w Poznaniu z Lechem 2:4.
Po pierwszej połowie wydawało się, że będzie dużo gorzej, gdyż Lech prowadził aż 3:0 (relację czytaj TUTAJ). Jednak po przerwie piłkarze Lechii wzięli się w garść i uniknęli pogromu, a nawet zmniejszyli rozmiary porażki. Czy szkoleniowiec biało-zielonych znalazł po tym meczu jakieś pozytywy?

- Podstawowy jest taki, że w przerwie, w ciągu kilku minut, udało się na tyle dźwignąć morale zespołu, że choć wilki czekały już tylko na rozszarpanie resztek leżącego jelenia, to jakoś udało nam się tego uniknąć - mówi trener Kaczmarek w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Nie pamiętam z mojej trenerskiej kariery, żeby mój zespół przegrywał do przerwy 0:3, jeśli coś takiego miało kiedyś miejsce, to musiało być dawno temu. Z reguły jeśli po pierwszych 45 minutach ktoś prowadzi różnicą trzech goli, to w drugiej połówce dokłada dwie-trzy brameczki i jest pogrom. Takie mecze jak Liverpool - Milan w finale Ligi Mistrzów [Milan do przerwy prowadził 3:0, ale Liverpool wyrównał i wygrał po serii rzutów karnych], czy z czasów przedpotopowych Korea Północna - Portugalia [podczas mistrzostw świata w 1966 roku Koreańczycy po kilkunastu minutach prowadzili 3:0, by przegrać 3:5], to tylko wyjątki potwierdzające regułę. Dlatego fakt, że udało nam się podnieść i w drugiej połowie nie byliśmy łatwym celem na strzelnicy jest dla mnie bardzo ważny. Tym bardziej że mam w drużynie wielu młodych zawodników - podkreśla szkoleniowiec, który dostrzega również inne plusy.

- Cieszy mnie fakt, że byliśmy lepsi od Lecha pod względem przygotowania fizycznego, w drugiej połowie i w końcówce wyglądaliśmy na tle rywala naprawdę dobrze. Niewiele brakowało, aby mecz miał w końcówce niesamowitą dramaturgię [przy stanie 1:3 świetnych sytuacji na zdobycie kontaktowej bramki nie wykorzystali Rafał Janicki oraz Adam Duda], ale nie ma co gdybać. Zadowolony jestem również z postawy Wojtka Zyska [po raz pierwszy grał w meczu ekstraklasy od 1. minuty] oraz Maćka Kostrzewy [debiut w ekstraklasie]. Obaj zagrali bardzo poprawnie i na pewno w następnych meczach dostaną kolejne szanse. Może to źle zabrzmi, ale dla nas to jest runda przejściowa, w której chcę przetestować jak najwięcej młodych zawodników. Całą ewentualną krytykę wobec tych chłopców biorę na siebie. Taką wybraliśmy drogę i konsekwentnie nasz plan realizujemy, nawet jeśli miałoby się to dla mnie zakończyć utratą pracy, choć ja i tak do końca swojej aktywności zawodowej zostanę w Lechii. Kiedyś będący w podobnej sytuacji Feyenoord przegrał z PSV Eindhoven 0:10. Taka firma! Musieli to jakoś w Rotterdamie przeżyć, a dziś zbierają owoce. Zdaję sobie sprawę, że w naszej grze brakuje jakości i dojrzałości, ale takie są realia i w tej chwili nic na to nie poradzimy - podsumowuje trener Kaczmarek.

Więcej o: