Sport.pl

Bogusław Kaczmarek i Tomasz Hajto, czyli "Colombo" kontra "truskawka na torcie"

Przebojowy światowiec w garniturze od Armaniego kontra doświadczony przedstawiciel tzw. polskiej myśli szkoleniowej w niedbale ubranej czapce. Tomasz Hajto kontra Bogusław Kaczmarek. Dzieli ich wiele, ale łączy jedno. Każdy z nich ma złote usta. W niedzielę starcie obu trenerów na PGE Arenie podczas meczu Lechii Gdańsk z Jagiellonią Białystok.
Spotkanie biało-zielonych z białostocką drużyną nie zapowiada się na hit Ekstraklasy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że będzie ono jednym z tych, o których zapomina się kilka godzin po ostatnim gwizdku sędziego.

Prawdziwym rarytasem może być jednak konferencja prasowa obu szkoleniowców po spotkaniu. Zarówno Kaczmarek, jak i Hajto należą bowiem do trenerów, którzy w polskiej ekstraklasie wypowiadają się najbarwniej. W ich pomeczowych komentarzach rzadko można usłyszeć typowe piłkarskie banały, w stylu: "Chciałbym podziękować chłopakom za walkę, bo dali z siebie wszystko", bądź "To zwycięstwo dało mojej drużynie jakże cenne trzy punkty". Co to, to nie. Zarówno "Bobo", jak i "Gianni" niemal na każdym kroku sypią cytatami, które później, nawet wyrwane z kontekstu, zaczynają żyć własnym życiem i zapadają w pamięć bardziej niż samo spotkanie.

Kaczmarek i Hajto, choć pod względem trenerskiego doświadczenia czy osiągnięć z czynnej kariery zawodniczej są na dwóch odległych od siebie biegunach, to w językowej gimnastyce lubią stosować podobne zabiegi.

Obaj szkoleniowcy lubują się m.in. w ekwilibrystycznym tłumaczeniu porażek Lechii i Jagiellonii.

Kaczmarek po przegranym przez gdańszczan 0:2 meczu w Zabrzu z Górnikiem narzekał na... pogodę: "Miałem w drużynie dwóch czarnoskórych zawodników. Ricardinho i Traore. Ricardinho zamarzł na boisku i musimy go w drodze powrotnej do Gdańska wsadzić do mikrofalówki, żeby odtajał. A Traore boi się zimna i najchętniej zagrałby w futrze - wyjaśniał Kaczmarek.

Z kolei Hajto po meczu ubiegłego sezonu w Bełchatowie (Jagiellonia przegrała 0:2) zagłębił się w kwestie... swojego ubioru. Hajto na poprzednie mecze ubierał garnitur i wówczas Jagiellonia przegrywała. W Bełchatowie dla odmiany wystąpił w klubowym dresie.

"Wszyscy błagali mnie, żebym założył dres, mimo że w samochodzie miałem ze cztery garnitury. Jak widać, to nie ubranie wygrywa, tylko zawodnicy" - przekonywał szkoleniowiec białostoczan.

Gdy trzeba "Bobo" i "Gianni" potrafią rzucić ostrzejszym komentarzem.

"Gdyby mierzyć poziom piłkarskiej głupoty, to my byliśmy poza skalą - cedził wściekle Kaczmarek po meczu z Pogonią Szczecin na PGE Arenie, w którym jego piłkarze stracili gola po rzucie karnym w ostatniej akcji meczu i zremisowali 1:1.

"Nie ma się co oszukiwać, daliśmy d..." - nie patyczkował się Hajto po meczu Jagiellonii z Wisłą Kraków w Pucharze Polski, który "Jaga" przegrała 2:4. Zresztą ta wypowiedź i tak jest delikatna. Do legendy przeszła bowiem inna wypowiedź Hajty, tym razem jeszcze jako piłkarza, z września 2009 r. o Adamie Czerkasie: "Sprężałem się kiedyś w Lidze Mistrzów na Henry'ego, Ljungberga czy Ibrahimovicia. A Czerkas? Nie porównujmy g... z czekoladą" - "błysnął" Hajto.

Cechą wspólną obu szkoleniowców są także... lapsusy językowe. "Bobo" ma trudności szczególnie z nazwiskami obcokrajowców. Christopher Oualembo to u Kaczmarka "Colombo", a imię i nazwisko Mohammeda El Amine Rahoui trener biało-zielonych za każdym razem wymawia inaczej. Hajto z kolei zapamiętany jest z "flustracji", "łapania baktyla" czy "truskawki na torcie".

Kaczmarek i Hajto mają również swoje słowa klucze, którymi otwierają wszystkie drzwi - u "Boba" jest to "materiał ludzki", zaś u Hajty "detale".

Szkoleniowiec Lechii i trener Jagiellonii często odwołują się do swoich kontaktów zagranicznych. Kaczmarek w wielu wypowiedziach zahacza o tematy holenderskie. "Bobo" w przeszłości jeździł bowiem na trenerskie staże do ojczyzny Johanna Cruyffa i był asystentem holenderskiego selekcjonera reprezentacji Polski Leo Beenhakkera.

"Sytuację w Lechii porównałbym do Feyenoordu Rotterdam sprzed kilku lat. Z tego zespołu, podobnie jak z Lechii przed tym sezonem, odeszło kilku ważnych zawodników. Tam wówczas postawiono na młodzież i teraz zawodnicy Feyenoordu grają w reprezentacji kraju. W Gdańsku chcemy iść podobną ścieżką" - lubi mawiać Kaczmarek.

Hajto z kolei powołuje się na swoje doświadczenia z lat gry w niemieckiej Bundeslidze.

"W siedmiu nie wygram nawet z trzecioligowcem. W Niemczech chyba tylko raz tak wysoko przegrałem, w Hamburgu - przyznał Hajto w rozmowie z Przeglądem Sportowym".

Kto jest lepszym trenerem? Kaczmarek czy Hajto? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: