Sport.pl

Szalony mecz na PGE Arenie. Lechia Gdańsk w meczu z Ruchem Chorzów wróciła z zaświatów [RELACJA+ZDJĘCIA]

Kiedy w doliczonym czasie gry wydawało się, że piłkarze Lechii Gdańsk przegrają z Ruchem Chorzów 2:4, biało-zieloni w niewyobrażalny sposób odwrócili losy meczu i dzięki trafieniom Grzegorza Rasiaka i Adam Dudy doprowadzili do remisu 4:4.
Mimo fatalnego spotkania z Legią Warszawa sprzed tygodnia, które gdańszczanie w kiepskim stylu przegrali 0:1, trener biało-zielonych Bogusław Kaczmarek nie przeprowadził przed meczem z niebieskimi radykalnych ruchów kadrowych.

Nie licząc wymuszonej zmiany w defensywie, spowodowanej czwartą żółtą kartką Rafała Janickiego (w jego miejsce na środku obrony zagrał Krzysztof Bąk, a do wyjściowej jedenastki na lewą flankę wrócił Piotr Brożek), sztab szkoleniowy Lechii posłał na boisko tych samych piłkarzy, co w Warszawie. Jedyną modyfikacją było przesunięcie na środek ataku Pawła Buzały, a na lewe skrzydło Mateusza Machaja. Na pozycję ofensywnego pomocnika wrócił Piotr Wiśniewski. I te roszady dokonane na placu gry doskonale zdały egzamin w pierwszej połowie spotkania.

Choć biało-zieloni nie podyktowali jakiegoś szaleńczego tempa ani nie przeprowadzali jakichś huraganowych ataków na bramkę strzeżoną przez Krzysztofa Kamińskiego, to już po sześciu minutach mogli cieszyć się z prowadzenia. Fantastyczna akcja zakończona bramką dla biało-zielonych rozpoczęła się od celnego zagrania Łukasza Surmy do Ricardinho. Brazylijczyk sprytnie odegrał do swojego rodaka, Deleu na prawe skrzydło, ten zaś bez przyjęcia dośrodkował wprost na głowę Wiśniewskiego. Pomocnik Lechii wyskoczył wyżej od obu stoperów Ruchu i głową posłał piłkę do siatki.

Szczęśliwy strzelec nie zdążył odebrać gratulacji od wszystkich kolegów za swojego gola, a na PGE Arenie był już remis. Filip Starzyński posłał doskonałe prostopadłe podanie mijające całą linię defensywną gdańskiego zespołu. Piłka trafiła pod nogi Łukasza Janoszki, któremu nie pozostało nic innego, jak skierować ją do bramki Michała Buchalika. Janoszka sześć minut później mógł wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie, ale jego mierzone w długi róg uderzenie, końcami palców obronił bramkarz Lechii.

Od tego momentu do końca pierwszej połowy ton wydarzeniom na boisku nadawali już tylko i wyłącznie podopieczni Kaczmarka. I ponownie w głównej roli wystąpił Surma, przejmując zagrywaną przez chorzowian piłkę, co zapoczątkowało bolesny w skutkach dla "Niebieskich" kontratak. Tym razem rozprowadzającym był Wiśniewski, który dostrzegł na prawej flance Buzałę. Ten przytomnie odegrał na 18. metr do Ricardinho. Brazylijczyk zmrużył oko, przymierzył i wypalił z prawej nogi niczym Janek Kos z "Czterech pancernych" i dał Lechii zasłużone prowadzenie. Ricardinho był również bliski strzelenia bramki w 30. minucie, ale po jego strzale z bliska na wysokości zadania stanął Marek Zieńczuk, blokując piłkę. Co nie udało się Brazylijczykowi, powinno minutę później powieść się Machajowi. Po wrzutce Deleu, piłka odbiła się od nogi Piotra Stawarczyka i dotarła do gracza Lechii. Ten jednak z czterech metrów główkował ponad bramką.

W drugiej części meczu gdańszczanie zagrali jednak katastrofalnie. Mozolnie zbudowaną w pierwszej połowie przewagę, nie wiedzieć czemu, zaczęli rozbierać cegiełka po cegiełce. Zamiast podwyższyć prowadzenie w 51. minucie, kiedy to Buzała powinien wykorzystać sytuację sam na sam z Kamińskim, pozwolili zdobyć chorzowianom aż trzy gole. W 58. minucie przy biernej postawie Brożka piłkę w pole karne dośrodkował Zieńczuk, a tam walkę w powietrzu z Jarosławem Bieniukiem wygrał Pavel Sultes i umieścił piłkę w bramce. Beztroska gra w obronie Lechii zemściła się na gdańszczanach ponownie w 63. min. Czeski napastnik Ruchu był zupełnie niepilnowany przed bramką Buchalika. Błąd w ustawieniu gdańszczan świetnie wykorzystał Janoszka i dograł piłkę do Sultesa, który z bliska po raz drugi pokonał golkipera Lechii. Będących na kolanach gdańszczan w 78. min pogrążył Zieńczuk, który mierzonym strzałem "wkręcił" piłkę przy prawym słupku bramki biało-zielonych. To jednak nie dobiło graczy Lechii, którzy w 90. min zdążyli strzelić dwie bramki i dzięki Rasiakowi i Dudzie uratowali punkt na PGE Arenie.

Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów 4:4 (2:1)

Bramki: Wiśniewski (6.), Ricardinho (23.), Rasiak (90.), Duda (90.) - Janoszka (7.), Sultes (58., 63.), Zieńczuk (78.)

Lechia: Buchalik - Deleu, Bieniuk, Bąk, Brożek - Ricardinho Ż, Pietrowski (77. Rasiak), Surma, Wiśniewski (80. Frankowski Ż), Machaj (67. Duda) - Buzała Ż

Ruch: Kamiński - Konczkowski, Baszczyński (56. Panka), Stawarczyk Ż, Lewczuk Ż - Janoszka, Malinowski, Tymiński, Starzyński, Zieńczuk - Sultes (83. Kuświk).

Widzów: 11 342

Widzieliście kiedyś równie szalony mecz? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o:
Skomentuj:
Szalony mecz na PGE Arenie. Lechia Gdańsk w meczu z Ruchem Chorzów wróciła z zaświatów [RELACJA+ZDJĘCIA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX