Sport.pl

Wynik meczu 4:4? Dla Lechii Gdańsk to nie pierwszyzna, to już czwarte takie spotkanie w historii

Wynik 4:4 w piłce nożnej zdarza się niezwykle rzadko, ale dla piłkarzy Lechii Gdańsk wcale nie jest taki niezwykły. Niedzielny mecz z Ruchem Chorzów był już czwartym w historii klubu, który zakończył się takim właśnie rezultatem.
Zakończone remisem 4:4 spotkanie Lechii z Ruchem Chorzów (relacja - TUTAJ, skrót powyżej), było widowiskiem absolutnie szalonym, ale w historii gdańskiego klubu zdarzyło się już po raz czwarty. Co ciekawe za każdym razem biało-zieloni musieli gonić wynik.

Po raz pierwszy miało to miejsce w czasach wręcz starożytnych, w 1949 roku. W meczu ekstraklasy Lechia zremisowała na wyjeździe z Legią Warszawa, choć do przerwy przegrywała już 0:4 (jednego z goli dla gospodarzy zdobył Kazimierz Górski). W drugiej połowie gole zdobywali już tylko goście - dwie Roman Rogocz i po jednej Tadeusz Skowroński oraz Alfred Kokot. Remis 4:4 stał się faktem.

Po raz drugi mecz Lechii zakończył się takim wynikiem w sezonie 1985/86 (ekstraklasa). Rywalem biało-zielonych był Śląsk Wrocław. Gospodarze po golach Mirosława Pękali i Janusza Możejki już po 20 minutach prowadzili 2:0. Jednak między 36. a 53. min nastąpiła mała katastrofa, gdyż goście zdobyli w tym okresie aż cztery gole - dwukrotnie trafił Janusz Góra, a po razie Ryszard Tarasiewicz i Dariusz Marciniak. Jednak lechiści się nie poddali i najpierw Andrzej Salach, a potem znów Pękala (w 85. min) doprowadzili do wyrównania.

Jednak prawdziwy cud na Traugutta miał miejsce w sezonie 1992/93, kiedy Lechia występowała w II lidze. Nad morze przyjechał zespół Stilonu Gorzów i już po 26 minutach prowadził 4:0! Dwa gole Mariusza Osieckiego oraz trafienia Wiesława Osieckiego i Piotra Janczylika sprawiły, że kibice na stadionie przy Traugutta przeżyli ciężki szok. Co działo się w przerwie tego spotkania, pozostanie tajemnicą jego uczestników, fakty są takie, że w drugiej połowie oba zespoły przeszły niesamowitą metamorfozę. Lechia pierwszy cios wyprowadziła w 59. min (Karol Sobczak), a dosłownie kilkadziesiąt sekund później golem na 2:4 poprawił Mirosław Giruć. Kontaktową bramkę w 72. minucie zdobył Tomasz Unton z rzutu karnego, a w 87. min do remisu strzałem głową doprowadził Radosław Błondek. To do dziś najbardziej nieprawdopodobny powrót Lechii w historii klubu, chociaż niedzielne spotkanie z Ruchem stanowi z pewnością mocną konkurencję. Niby biało-zieloni odrabiali "tylko" dwubramkową stratę, ale uczynili to w doliczonym czasie gry. Nie ma wątpliwości, że to spotkanie również pozostanie w pamięci kibiców na długie lata.

Który z wymienionych meczów był najbardziej dramatyczny? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: