Czy Grzegorz Rasiak powinien zostać w Lechii Gdańsk? [SONDAŻ]

Czy Lechia Gdańsk powinna przedłużyć kontrakt z Grzegorzem Rasiakiem? Gdyby zadać to pytanie jeszcze kilka tygodni temu, to odpowiedź byłaby oczywista. Teraz już tak oczywista nie jest, bo napastnik biało-zielonych dał powody do tego, by z gdańskiego klubu się go jednak nie pozbywać.
Przed meczem z Ruchem Chorzów, który odbył się 12 maja, Rasiak w Lechii funkcjonował w tym roku na zupełnym marginesie pierwszego zespołu. Choć trenował razem z kolegami, to był przez trenera Bogusława Kaczmarka konsekwentnie pomijany przy ustalaniu nie tylko wyjściowego składu na spotkania ekstraklasy, ale również meczowej osiemnastki. Substytutem konfrontacji na najwyższym polskim ligowym poziomie były dla Rasiaka mecze w III lidze, gdzie były reprezentant Polski musiał mierzyć się z takimi drużynami jak Chemik Police, Cartusia, Polonia Gdańsk czy rezerwy Pogoni Szczecin. Doliczając do tego jedno spotkanie w Młodej Ekstraklasie z Koroną Kielce - te pięć meczów było jedynymi spotkaniami, jakie doświadczony napastnik rozegrał w biało-zielonej koszulce. Mogło to oznaczać ni mniej, ni więcej, że Rasiak jest na najlepszej drodze do tego, by po zakończeniu umowy z Lechią (30 czerwca 2013 roku) opuścić gdański klub. Bo po co trzymać w zespole zawodnika, którego utrzymanie kosztuje niemałe pieniądze, a wydatki na jego pensję są niewspółmierne do zysków, jakie ma Lechia z gry piłkarza? Oczywiście, że takie działanie jest pozbawione logiki i mogłoby zostać określone tylko w jeden sposób: jako wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Sytuacja o 180 stopni zmieniła się w meczu z Ruchem Chorzów. Trener Kaczmarek dokooptował Rasiaka do kadry meczowej w trybie awaryjnym (za kartki pauzował bowiem Rafał Janicki), zaś jego wprowadzenie na boisko było ruchem tonącego, który chwyta się każdej, nawet absurdalnej szansy, by utrzymać się na powierzchni. Kiedy Rasiak wchodził do gry, biało-zieloni przegrywali 2:3, a minutę po jego wejściu zrobiło się nawet 2:4. Wbrew oczekiwaniom znakomitej większości kibiców Rasiak nie był tylko alibi trenera Lechii pt. "przegrywamy, więc wpuszczę napastnika i może coś zrobi z przodu, a przynajmniej nikt nie zarzuci mi, że nie próbowałem zmienić wyniku". Wręcz przeciwnie, wniósł do drużyny jakość i miał niebagatelny udział w tym, że Lechia zremisowała to spotkanie 4:4 (m.in. strzelił gola na 3:4, zobacz TUTAJ). - Mam nadzieję, że trener Kaczmarek nie żałuje, że wpuścił mnie na boisko - mówił skromnie po meczu Rasiak, który mimo swoich zasług pozostał w cieniu innego bohatera Lechii - Adama Dudy.

Swoją nagrodę Rasiak jednak odebrał, bo znalazł się w pierwszym składzie Lechii na kolejny mecz z Widzewem w Łodzi. I ponownie spisał się bez zarzutu. Grał przez 89 minut i w tym czasie zrobił wiele pożytecznego dla drużyny. Choć gola nie strzelił, to jednak zaliczył kapitalną asystę przy bramce Dudy (zobacz TUTAJ), poza tym był pierwszym graczem w pressingu Lechii i bardzo agresywnie atakował obronę rywala (a gdy było trzeba, to ciął równo z trawą). Wysoki, twardo grający napastnik umiejący także dodać nieco finezji - tak można określić grę Rasiaka w meczu z Widzewem i takiego napastnika kibice Lechii chcieliby oglądać zawsze.

Po takich dwóch występach można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że i w sobotnim meczu z GKS Bełchatów (początek o 13.30, relacja na trojmiasto.sport.pl), a także w spotkaniach z Zagłębiem Lubin i Górnikiem Zabrze Rasiak dostanie swoje minuty na boisku. Po pierwsze dlatego, że złapał formę (tu być może zadziałał efekt "świeżości", bo w ostatnim czasie Rasiak z powodu infekcji trenował niewiele) i jest dla Lechii przydatny, po drugie dlatego, by ostatecznie zweryfikować zasadność ewentualnego przedłużenia z nim umowy.

Z jednej strony Rasiak w obecnej dyspozycji przydałby się Lechii także w kolejnych rozgrywkach, bo widać wyraźnie, że świetnie rozumie się na boisku z Dudą i być może to właśnie para tych dwóch wysokich napastników jest dla biało-zielonych dobrym pomysłem na ofensywę. Z drugiej nie można całkowicie zapominać o tym, że większość sezonu Rasiak jednak zawodził - do meczu 26. kolejki z Ruchem miał w swoim dorobku tylko jedną bramkę i jedną asystę, co dla gracza o takim doświadczeniu jest wynikiem wręcz żenującym. Na grę Rasiaka jesienią warto jednak spojrzeć i pod innym kątem. Kiedy w gdańskim zespole błyszczał Abdou Razack Traore i gra ofensywna Lechii była układana właśnie pod tego piłkarza, Rasiak na boisku był niczym ciało obce i kompletnie nie mógł się w tym rysunku taktycznym odnaleźć. A jeśli już, to najczęściej jako szare tło. Warto zatem, by ostatnie mecze wiosny, kiedy utrzymanie w ekstraklasie jest już pewne, Lechia "grała na Rasiaka". Tak jak było to za czasów jego gry w ligach angielskich, gdzie były gracz reprezentacji miał apogeum swojej formy. Jeśli ten model się sprawdzi i Rasiak z ustawionej taktyki pod niego skorzysta, wówczas można poważnie rozważyć prolongatę jego umowy. Jeśli nie, to trzeba będzie zastanowić się w klubie nad poszukaniem gracza, który zaproponuje Lechii coś więcej.

Czy Rasiak powinien zostać w Lechii? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Czy Lechia Gdańsk powinna przedłużyć kontrakt z Grzegorzem Rasiakiem?