Sport.pl

30. rocznica zdobycia Pucharu Polski przez Lechię Gdańsk. Co robią chłopcy z tamtych lat?

Dokładnie 30 lat temu piłkarze Lechii Gdańsk po finałowym zwycięstwie z Piastem Gliwice wywalczyli Puchar Polski. Nie licząc zdobytego miesiąc później Superpucharu, to jedyne trofeum w 68-letniej historii klubu. Przypomnijmy sobie bohaterów tamtego wyjątkowego meczu.
Finałowe spotkanie odbyło się 22 czerwca 1983 roku w Piotrkowie Trybunalskim. Lechia po bramkach Krzysztofa Górskiego oraz Marka Kowalczyka wygrała 2:1 (jak wyglądała droga biało-zielonych do finału, zobacz TUTAJ). Przypominamy bohaterów tamtego spotkania, sprawdziliśmy również, czym zajmują się 30 lat później.

W bramce biało-zielonych stał Tadeusz Fajfer (w momencie zdobycia Pucharu Polski 24 lata). Specjalista od bronienia rzutów karnych, bardzo dobry na przedpolu, żyjący w bramce. Po zakończeniu kariery wiele lat pracował w Dyskobolii Grodzisk Wlkp., potem w Polonii Warszawa, był również dyrektorem sportowym Warty Poznań. Obecnie trochę dalej od piłki, ale jak zapewnia, chce do niej wrócić.

Na prawej obronie występował Andrzej Marchel (19 lat). Piłkarz usposobiony bardzo ofensywnie. Uwielbiał biegać do przodu, pomagać kolegom w atakach i strzelać bramki. Przez niemal całą karierę - zakończoną przedwcześnie (w wieku 28 lat) - był wierny biało-zielonym barwom. Lechię opuścił tylko na czas odbywania służby wojskowej, którą spędził w Olimpii Poznań. Obecnie handluje autami.

Na pozycji stopera występował Lech Kulwicki (32 lata). Najstarszy i najbardziej doświadczony zawodnik (rówieśnik... trenera Jerzego Jastrzębowskiego), lider zespołu na boisku i poza nim. Był niekwestionowanym autorytetem i piłkarzem szanowanym także przez rywali. Na boisku elegancki, ale przy tym skuteczny. Po zakończeniu kariery wyjechał do Australii, gdzie przez sześć lat grał w zespole Polonii Sydney. Potem zajął się trenerką, obecnie jest szkoleniowcem V-ligowej Motławy Suchy Dąb.

Przed Kulwickim jako forstoper (wówczas środkowi obrońcy nie grali obok siebie, ale byli ustawieni pionowo) grał Andrzej Salach (24 lata). Przeciwieństwo swojego bardziej doświadczonego kolegi. Grający niezwykle twardo, wręcz ostro. Bardzo dobry w grze powietrznej. "Czyścił" teren przed Kulwickim. W drodze po puchar zdobył jedną bramkę - w 1/8 finału ze Śląskiem Wrocław (z rzutu karnego). Jednak w samym finale karnego przestrzelił. Zmarł w 2009 r. w wieku 50 lat.

W meczu finałowym na lewej obronie zagrał Dariusz Raczyński (21 lat). Miał niesamowity "młotek" w lewej nodze, potrafił strzelać przepiękne bramki strzałami z daleka. W meczu finałowym asystował przy golu Górskiego. Po odejściu z Lechii grał w Igloopolu Dębica, a swoją piłkarską karierę zakończył w Arce Gdynia. Obecnie wraz z żoną prowadzi sklep spożywczy w Nowym Porcie.

Z prawej strony linii pomocy ustawiony był jeden z najmłodszych piłkarzy zespołu Jacek Grembocki (18 lat). Zawodnik o niespożytej energii, bardzo zadziorny, ze znakomitą wydolnością. Nie do zabiegania. Rozpierała go młodzieńcza werwa, na boisku chciał robić wszystko, przez co czasami w jego grze było trochę bałaganu. Ale kiedy już dostał jakieś konkretne zadanie, wypełniał je sumiennie. Bardzo pożyteczny dla zespołu. To po jego akcji Lechia miała rzut karny, którego nie wykorzystał Salach. Po odejściu z Lechii swoje najlepsze lata spędził w Górniku Zabrze, grał również w reprezentacji Polski. Po zakończeniu bogatej kariery (grał m.in. w... wenezuelskim FC Caracas) został trenerem. Prowadził m.in. Polonię Warszawa (w ekstraklasie), Znicza Pruszków oraz Bałtyk Gdynia, a obecnie jest szkoleniowcem Amatora Kiełpino, z którym właśnie wywalczył awans do IV ligi.

Defensywnym pomocnikiem był Zbigniew Kowalski (25 lat). Piłkarz niezwykle rzetelny, sumienny, niezastąpiony w destrukcji. Typowy specjalista od "czarnej roboty". Uniwersalny, potrafił grać na wszystkich pozycjach w pomocy, a także na bokach obrony. Po zakończeniu kariery (podobnie jak Marchel opuścił Lechię tylko na czas wojska - odsłużył je w Gryfie Słupsk) przez lata związany z Gedanią. Obecnie jest trenerem A-klasowego KP Sopot.

Reżyserem gry Lechii był Marek Kowalczyk (22 lata). Król środka pola, często grał tuż za napastnikami. Agresywny, silny fizycznie. Potrafił się świetnie zastawiać, kiedy koledzy z zespołu nie wiedzieli, co zrobić z piłką, podawali właśnie do niego, bo byli pewni, że ten na pewno jej nie straci. W drodze po puchar zdobył trzy bramki (jedną z nich w finale), przy kilku kolejnych miał asysty. Bardzo ważna postać zespołu. Obecnie mieszka w Niemczech i nie ma nic wspólnego z piłką.

Drugim ważnym ogniwem w środku pola był najmłodszy piłkarz w drużynie Dariusz Wójtowicz (18 lat). Jeśli Kowalczyk był mózgiem zespołu, to Wójtowicza można nazwać jego móżdżkiem. Odstawał od kolegów pod względem przygotowania fizycznego, ale miał zmysł do gry kombinacyjnej, był boiskowym wizjonerem. Rok po zdobyciu Pucharu Polski wywalczył z reprezentacją Polski do lat 18 brązowy medal mistrzostw Europy.

Jego smykałkę zauważono w Wiśle Kraków, w której po odejściu z Lechii spędził siedem sezonów. Po zakończeniu kariery został trenerem. Był szkoleniowcem m.in. ŁKS Łódź, Kmity Zabierzów, Kolejarza Stróże, Sandecji Nowy Sącz, a obecnie prowadzi Puszczę Niepołomice, z którą właśnie wywalczył awans do I ligi.

W ataku brylowali Krzysztof Górski (25 lat) oraz Ryszard Polak (24 lata). Ten pierwszy był piłkarzem kompletnie nieobliczalnym. Szybki, świetny technicznie, nieszablonowy, niekonwencjonalny. Potrafił spartolić najłatwiejszą sytuację do zdobycia bramki, aby za chwilę popisać się zagraniem absolutnie niezwykłym. Strzelec pierwszego gola w finale. Wiadomo, że karierę kończył w Starcie Łódź, ale potem kontakt z nim się urwał.

Równie groźnym napastnikiem był Polak. Szybki, bardzo skuteczny w pojedynkach, nie było obrońcy, którego nie potrafiłby ograć. W kampanii pucharowej strzelił tylko jedną bramkę, ale miał za to sporo asyst. Obecnie mieszka w Niemczech, w okolicach Kiel, gdzie prowadzi amatorski zespół.

Na zmiany wchodzili w meczu finałowym Roman Józefowicz (25 lat) oraz Jarosław Klinger (23 lata). Józefowicz grał zarówno w pomocy, jak i ataku. Niezły technicznie, lubił grać z "klepki", miał nosa do strzelania goli. W tej chwili jest pracownikiem firmy Red Box. Klinger to kolejny spec od "czarnej roboty", idealny "plaster". Koledzy śmiali się, że jeśli piłkarz, którego ma pilnować, musiał się załatwić, on razem z nim maszerował do ubikacji. Obecnie jest nauczycielem WF w Świeciu.

Oprócz piłkarzy, którzy wystąpili w finale, w drodze po puchar barw Lechii bronili: Piotr Podolczak, Marek Woźniak, Walenty Omeljaniuk, Bolesław Błaszczyk, Edward Jabłoński, Bogdan Kazojć oraz Andrzej Wydrowski.

Nie można również zapomnieć o trenerach Jerzym Jastrzębowskim (32 lata) oraz jego asystencie Józefie Gładyszu (30 lat). To ci ludzie są autorami największego sukcesu w historii Lechii.

Którego piłkarza tej drużyny wspominasz najcieplej? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: