Paweł Dawidowicz cichym bohaterem Lechii Gdańsk

- Widać, że Dawidowicz to uzdolniony chłopak, pokazał się z dobrej strony. Warto się jemu dalej przyglądać - ocenił młodego pomocnika Lechii Gdańsk trener Podbeskidzia Bielsko-Biała Czesław Michniewicz. Czy 18-latek z gdańskiej drużyny to kandydat na objawienie ekstraklasy?
Dawidowicz w ubiegłym sezonie zadebiutował w ekstraklasie u trenera Bogusława Kaczmarka. Do gry w pierwszym zespole Lechii wszedł w końcówce sezonu - w meczach 29. i 30. kolejki z Zagłębiem Lubin i Górnikiem Zabrze. W pierwszym z tych spotkań wszedł na boisko w drugiej połowie, kiedy losy meczu były już rozstrzygnięte (do przerwy gdańszczanie prowadzili 3:0), z kolei przeciwko Górnikowi zagrał tylko dlatego, że kontuzji doznał Krzysztof Bąk. W rankingu nastolatków Lechii u Kaczmarka pozycja Dawidowicza była dość niska. Przede wszystkim dlatego, że pozycja środkowego defensywnego pomocnika "zabetonowana" była przez Marcina Pietrowskiego i Łukasza Surmę. A gdy były już szkoleniowiec Lechii miał okazję puścić w ligowy bój któregoś z młodszych graczy, to wolał stawiać na nieco starszego od Dawidowicza Wojciecha Zyskę.

Na Dawidowicza od początku pracy w Lechii zdecydował się za to nowy trener gdańskiego zespołu Michał Probierz. To on w krótkim czasie (okres przygotowawczy Lechii do ligi trwał niewiele ponad miesiąc) na tyle ukształtował młodego zawodnika, że Probierz mógł go bez przeszkód wystawić w pierwszym składzie spotkania z Podbeskidziem.

Dawidowicz zaufania, jakim obdarzył go szkoleniowiec Lechii, na pewno nie zawiódł. Co więcej, dał dużo powodów ku temu, by postawić na niego także w konfrontacji z Ruchem Chorzów. 18-latek uzupełniał się z Pietrowskim - gdy tylko jego bardziej doświadczony kolega podłączał się do ataku, Dawidowicz umiejętnie ustawiał się w asekuracji. Gdy trzeba było przychodził, z pomocą bocznym obrońcom: Deleu i Christopherowi Oualembo, często też pokazywał się do gry stoperom: Jarosławowi Bieniukowi i Sebastianowi Maderze, by ci nie musieli być zmuszeni do rozpoczynania akcji długim podaniem do przodu. Dawidowicz kilka razy pokazał się także w ofensywie, ale nad tym elementem musi jeszcze popracować, bo w niektórych przypadkach zbyt długo holował piłkę - zamiast rozegrać klepkę z kolegą - czy też podawał do najbliższego partnera, nieco zwalniając akcję. Gdy trzeba było szybko przeciąć akcję rywali, decydował się na faul, ale w takiej strefie boiska, z której nie sposób było posłać w pole karne biało-zielonych groźnego dośrodkowania.

Trochę pecha miał w ostatniej akcji spotkania, kiedy piłka prześlizgnęła się po jego czuprynie i trafiła do Błażeja Telichowskiego, który w końcowych sekundach meczu pozbawił Lechię trzech punktów. Gdyby tego nie zrobił, wówczas gracz Podbeskidzia byłby na spalonym. Ale o uznaniu 18-latka za winnego utraty przez gdański zespół bramki absolutnie mowy być nie może.

Debiut Dawidowicza w pierwszym składzie ekstraklasowej Lechii wypadł jak najbardziej na plus, czego nie omieszkał zauważyć trener Michniewicz. - Nie znałem go wcześniej, więc jego gra była dla mnie sporą niewiadomą i zaskoczeniem - przyznał szczerze.

W kolejnych spotkaniach Dawidowicz będzie miał już poprzeczkę zawieszoną wyżej, bo jego dobra postawa dla nikogo już niespodzianką nie będzie.

Dawidowicz będzie objawieniem ekstraklasy? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »