Wraca stare w Lechii Gdańsk. Znów jest problem z napastnikami

Zaledwie dwa mecze Lechii Gdańsk w nowym sezonie ekstraklasy dają podstawy do tego, by odświeżyć tezę, że Lechia Gdańsk ma problem z napastnikami.
Dwa mecze to tylko 180 minut gry (plus to, co doliczali sędziowie), więc wysnuwanie daleko idących wniosków jest nieuprawnione. Ale już zobrazowanie pewnej niebezpiecznej w przypadku Lechii tendencji jak najbardziej. W tym bowiem czasie, w meczach z Podbeskidziem Bielsko-Biała i Ruchem Chorzów na boisku pojawili się trzej napastnicy - Adam Duda, Piotr Grzelczak, Damian Kugiel i Patryk Tuszyński. Czterech zawodników, którzy grali na pozycji środkowego napastnika i nie pokazali praktycznie nic. Spektakularne pudło Dudy z kilku metrów na wprost bramki w spotkaniu z Podbeskidziem, Grzelczak, marnujący w ostatniej minucie piłkę meczową w starciu z Ruchem, obijany przez obrońców Kugiel czy Tuszyński, próbujący w nieudolny sposób wymusić rzut karny podczas meczu w Chorzowie - to jedyne momenty, który wbiły się w pamięć po dwóch kolejkach ekstraklasy. Niestety, żaden z nich nie kojarzy się pozytywnie.

Lechia ma więc problem, bo już w dwóch meczach trener Michał Probierz wykorzystał prawie wszystkie opcje, jeśli chodzi o obsadę środka ataku. Prawie, bo w odwodzie jest jeszcze Paweł Buzała, który pauzował z powodu kontuzji. Czy jednak po jego powrocie do zdrowia i do gry Buzała będzie tym piłkarzem, który zbawi linię ataku Lechii? Można mieć co do tego uzasadnione wątpliwości. Szkoleniowiec biało-zielonych musi póki co wcielać się w króla Salomona i przelewać z pustego w próżne w nadziei, że akurat uda mu się wytypować do gry tego zawodnika, któremu szczęśliwie piłka najdzie na nogę bądź głowę i w ten sposób trafi do siatki rywali. Z tego grona raczej nie wykreuje się pewniaka, znanego chociażby z ligi NBA "go-to-guy", czyli piłkarza, do którego w decydującym momencie podaje się piłkę i który w kluczowej chwili nie zawiedzie. Tak, jak w meczu z Podbeskidziem zrobił to Daisuke Matsui. Jednak od Japończyka, który jest przecież tylko pomocnikiem i odpowiada za rozgrywanie piłki w środku pola trudno wymagać, że będzie dla gdańskiej drużyny strzelał bramkę za bramką. Niewykluczone, że uda mu się jeszcze kilkakrotnie zdobyć gola, ale czy przekroczy magiczną granicę dziesięciu bramek w sezonie?

A przecież biało-zieloni potrzebują właśnie takiego piłkarza - "żądła", które kłuć będzie regularnie i da gdańskiemu zespołowi dwucyfrową liczbę goli w rozgrywkach. Taki gracz jest niezbędny, jeśli Lechia zamierza wypełnić nakreślony przez zarząd i sponsora cel, jakim jest zajęcie co najmniej piątego miejsca w ekstraklasie. Ba, nawet wejście do ośmiozespołowej grupy mistrzowskiej wymaga od Lechii posiadania dobrej klasy napastnika.

Okienko transferowe jest jeszcze otwarte przez miesiąc. Warto, by Lechia dobrze spenetrowała rynek, w celu pozyskania gracza o wysokiej skuteczności. I nie bała się wysupłać trochę więcej grosza, by skusić go do podpisania kontraktu w gdańskim zespole. Inaczej, kibice wciąż zmuszeni będą do wspominania Piotra Cetnarowicza, jako ostatnią klasyczną "dziewiątkę", która wbijała rywalom gole nie tylko od przypadku do przypadku. Chyba najwyższy czas, by w Lechii znalazł się jego następca.

Jakiego napastnika powinna pozyskać Lechia? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »