Kubicki: Kto najbardziej rozczarował? Moja Barcelona [OPINIA]

Gdańsk, Lechia i chwaleni przez gwiazdy hiszpańskiej drużyny kibice oraz stadion, to najwięksi wygrani Super Meczu. Najwięksi przegrani to ci, którzy mieli najbardziej błyszczeć. Moja Barcelona - pisze Grzegorz Kubicki z trojmiasto.sport.pl
Od lat kibicuję Barcelonie, wyłączony ze świata oglądam jej niemal wszystkie mecze, kilka razy byłem na Camp Nou, a moi królowie piłki to Koeman, Stoiczkow, Romario, Ronaldo, Ronaldinho czy teraz oczywiście Messi. Przyjazd mistrza Hiszpanii do Gdańska był więc dla mnie czymś wyjątkowym, wielkim darem, powodem do dumy. Ale we wtorek, celebracja i upajanie się bliskością gwiazd Dumy Katalonii mieszały się u mnie z dużym rozczarowaniem, irytacją, a momentami wręcz zażenowaniem.

Nie chcę wywracać światowych schematów, odbierać gwiazdom prawa do wielkości, ale jednocześnie nie godzę się na to, aby gwiazdy lekceważyły tych, bez których by tak nie świeciły - fanów. Nie będę obłudny - sam nie mogłem narzekać. Byłem pod szatnią, na murawie, przy ławce rezerwowych i rozgrzewających się piłkarzach Barcy. Ale jednocześnie wyobrażam sobie, jak mogły się poczuć setki kibiców na lotnisku czy przed hotelem, a potem dziesiątki tysięcy na stadionie, kiedy ich idole odwracali się do nich plecami. Czy naprawdę, przechodząc obok tłumu rozentuzjazmowanych fanów, ciężko choć podnieść głowę, uśmiechnąć się, pomachać? Albo przed hotelem wyjść na pół minuty do kibiców, rozdać kilka autografów, pozwolić zrobić sobie kilka zdjęć? A na stadionie symbolicznie podziękować za doping kibicom, którzy z uwielbieniem skandują twoje nazwisko lub nazwę twojego klubu? Koszt naprawdę niewielki, a radość ludzi, którzy wydali duże pieniądze na bilety, podróż do Trójmiasta, noclegi w hotelach i ślęczeli godzinami na lotnisku czy przed hotelem - bezcenna.

To oczywiste, że nie mogę się odwoływać do ludzkich reakcji gwiazd Barcelony, ale może następnym razem to organizatorzy powinni zadbać o to, aby atrakcją dla klienta był nie tylko mecz, ale też jego okolice. To organizatorzy zapłacili Barcelonie za przyjazd ok. 1,5 mln euro i może warto było zastrzec w umowie choć kilkuminutowe spotkanie z fanami, krótką sesję autografów, kilka zdjęć czy parę słów do kibiców przed samym meczem.

Zachęta od Neymara

Jednocześnie, czując lekki żal z powodu zachowania gwiazd, nie mam najmniejszych wątpliwości, że takie mecze warto organizować. Nie brakowało takich, nawet w naszej redakcji, którzy kręcili nosem - że to bez sensu, że za drogo, że to do siebie na pasuje, że to będzie cyrk, a nie sport. Ale wierzę, że kiedy siedzieli już we wtorek na trybunach PGE Areny, wątpliwości odeszły. Wieczór był magiczny, show przednie, a nawet mecz - choć zestaw Lechia i Barcelona rzeczywiście mało do siebie pasuje - okazał się być emocjonującym widowiskiem, w dodatku na poziomie.

W ogromnej mierze jest to zasługa Lechii, która wykorzystała swoje pięć minut, kiedy patrzył na nią cały świat, i zagrała najlepiej, jak potrafi. A może nawet jeszcze lepiej. Grzelczak jeszcze długo będzie się zastanawiał, jak on to zrobił, że kręcił tak piłkarzami Barcelony, Bieniuk z Maderą mogą opowiadać, że zatrzymali Messiego, a Pazio - Sancheza. Z odwagą i polotem grali też Deleu, Buzała czy młody Smuczyński. Wierzę, że to spotkanie, choć tylko towarzyskie, da Lechii wiele dobrego, a piłkarze z Gdańska - jak to zapowiadali zaraz po meczu - z identyczną werwą i fantazją wrócą teraz na stadiony ligowe, gdzie zamiast Barcelony ich rywalami będą za chwilę Jagiellonia czy Cracovia. Może Neymar trochę przesadził, mówiąc, że Lechia to "bardzo dobra drużyna, grająca świetny futbol", ale niech słowa genialnego Brazylijczyka będą zachętą na kolejne tygodnie i miesiące w ekstraklasie.

Kto teraz - Borussia, Juventus?

Liczę, że mecz z Barceloną to dopiero początek serii Super Meczów organizowanych w Gdańsku. Nie wiem, czy za rok znów zrobi to agencja PSP (przed Gdańskiem sondowała możliwość rozegrania meczu w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie), ale bez względu na organizatora - takie wydarzenia są nam potrzebne. Moment, kiedy w 79. minucie Neymar wchodził na boisko i tym samym debiutował w Barcelonie, pokazały telewizje na całym świecie. A działo się to w Gdańsku, na PGE Arenie, w meczu z Lechią.

Już teraz trzeba rozpocząć operację "Super Mecz 2014", zbudować grupę organizatorów, szukać sponsorów i atrakcyjnego rywala. Ciężko będzie przebić Barcelonę, ale dlaczego za rok w lipcu Lechia nie miałaby zagrać z Realem, Manchesterem, Bayernem czy Borussią. Albo np. z Juventusem, który w Gdańsku ma szczególne znaczenie (wiecznie żywe wspomnienie pucharowej przygody) i pojawia się zresztą w planach od kilku sezonów.

Gdańsk, Lechia oraz chwaleni przez Adriano czy Songa kibice oraz stadion, to najwięksi wygrani Super Meczu. Potwierdza to Andrzej Szpalerski, analityk rynku z Atmedia, który mówi: - Pod względem organizacyjnym, jak i promocyjnym, mecz był sukcesem. Cennikowo TVP zarobiła na meczu ponad milion złotych, a przy okazji wizerunkowo skorzystało na tym miasto Gdańsk, sponsorzy (jak Lotos) czy sama drużyna Lechii - tłumaczy. Najwięksi przegrani to z kolei ci, którzy mieli najbardziej błyszczeć. Moja Barcelona.