Radosław Michalski, prezes Pomorskiego Związku Piłki Nożnej: Czapki z głów przed Michałem Probierzem

Prezes Pomorskiego Związku Piłki Nożnej Radosław Michalski cieszy się, że zespoły z Pomorza zaczynają odnosić coraz lepsze rezultaty. - Lechia Gdańsk jest liderem, Arka Gdynia jest na trzecim miejscu w tabeli I ligi i kandydatem do awansu. To cieszy - mówi Michalski.
Były piłkarz, aktualnie prezes Pomorskiego ZPN, od ponad roku zarządza pomorską piłką nożną. Powody do dumy dają z pewnością Lechia, Arka czy Chojniczanka.

- Lechia jest liderem, Arka jest na trzecim miejscu w tabeli I ligi i kandydatem do awansu. Chojniczanka świetnie sobie radzi w I lidze. Trochę martwi mnie Gryf Wejherowo, ale w II lidze każdy mecz jest o życie i ciężko się utrzymać. Przed Gryfem trudne wyzwanie, przy tylu spadkach. Cieszę się, że w Bytovii jest trener Paweł Janas. To specjalista od awansu i wierzę, że w Bytowi będzie świętował kolejny awans - mówi w rozmowie z Dziennikiem Bałtyckim Michalski. - Trzeba przyznać, że od dwóch lat, kiedy mecze trudno było nazwać widowiskiem, teraz miło popatrzeć na grę Lechii. Były momenty męczące, stresujące, trochę walki o utrzymanie. Czapki z głów przed Probierzem. Nie ma za wielu nowych zawodników, ale ci, co są, uwierzyli w siebie i mogą walczyć o najwyższe cele i przez 90 minut. Poza wynikami patrzę na grę, bo jestem w stanie przymknąć oko na wynik, jak gra jest fajna. To idzie w parze. Przy takiej grze mam nadzieję, że PGE Arena zapełni się chociaż 30 tysiącami widzów.

Prezesa związku cieszy także stawianie na młodych piłkarzy.

- Patrząc na Lechię i Arkę, widać, że jest coraz więcej młodych zawodników w pierwszym zespole. Szkoda, że Arka zaniedbała moment i rozpuściła rocznik fajnych zawodników. Mogła być jeszcze mocniejsza. Lechia zaczyna wreszcie korzystać z Akademii Piłkarskiej. Do tego jest fajny program "Biało-zielona przyszłość z Lotosem". To pozwoli wynaleźć zawodników z obrzeży i biedniejszych środowisk. Nie jesteśmy narodem bez talentów. Za grę w piłkę trzeba w juniorach płacić. Rodzice nie mają pieniędzy, a do tego dochodzi zakup sprzętu. Jak sam grałem w piłkę, to nie pamiętam zawodników z bogatych rodzin. Zawsze z biednych albo średnich, ale w moich czasach sprzęt się dostawało. To była jedna z rozrywek. Czasy się zmieniły. Teraz chłopaków trzeba zachęcać do trenowania - martwi się Michalski.

Sam prezes nie chce oceniać swojej pracy. Uważa jednak, że związek bardziej wspiera kluby od najniższych klas rozgrywkowych.

- Za nami pierwszy rok. Patrzymy na budżet, zobaczymy, na ile nas stać, jak możemy pomóc. Nie chodzi o to, żeby pieniądze odkładać w związku na kupkę. Klubom ma żyć się lepiej, ale do tego potrzebne są fundusze - dodaje.

Cała rozmowa z Michalskim w Dzienniku Bałtyckim.

Czy Pomorze może stać się piłkarską potęgą? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »