Paweł Dawidowicz: Nie mam słów na to co zrobiłem, nie można się tak zachować w polu karnym

Pomocnik Lechii Paweł Dawidowicz po zremisowanym 2:2 meczu z Koroną Kielce miał łzy w oczach. To on zagrał piłkę ręką w polu karnym przez co biało-zieloni stracili drugiego gola. - Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego, nie wiem jak to się mogło stać - żałował po meczu piłkarz.
Dawidowicz jeszcze w pierwszej połowie zdołał się choć trochę zrehabilitować, zdobywając gola na 2:2 po wrzutce Piotra Grzelczaka.

- Po tym golu poczułem małą ulgę, ale pełna rehabilitacja byłby tylko wówczas, gdybyśmy wygrali mecz. Takie spotkanie na własnym boisku po prostu trzeba wygrywać. Po tej drugiej bramce poczuliśmy krew, aż szkoda, że za chwilkę skończyła się pierwsza połowa. Ale po przerwie też mieliśmy sytuację, żeby zdobyć zwycięską bramkę, szkoda, że się nie udało - mówił Dawidowicz.

18-latek na początku sezonu był bardzo chwalony, został nawet uznany za największe odkrycie pierwszych tygodni w T-Mobile Ekstraklasy.

- Chwalony, chwalony... Po tym co zrobiłem w polu karnym, dotykając piłkę ręką, wylałem sobie na głowę kubeł zimnej wody, tak się nie można zachować, nie mam słów na to co zrobiłem. Koledzy nie mieli do mnie pretensji, gdybyśmy wygrali spotkanie wszystko poszłoby w zapomnienie. Na dodatek Janota nie strzela rzutu karnego, a sędzia daje mu drugą szansę... Jeszcze nigdy nie grałem w meczu, w którym jeden zespół traci dwa gole z rzutów karnych za zagranie piłki ręką. Czujemy presję związana z faktem, że nie wygraliśmy od pięciu meczów. Teraz jedziemy na Widzew i musimy ich tam zagryźć - podkreśla piłkarz o przydomku - nomen omen - "Hiena".