Sport.pl

Fatalna seria Lechii może okazać się zbawienna dla klubu [OPINIA]

Fatalna seria w ostatnich meczach, a zwłaszcza dwie wysokie porażki z Widzewem Łódź i Lechem Poznań, to paradoksalnie najlepsza rzecz, jaka mogła przydarzyć się w tym momencie Lechii. Może ludzie odpowiedzialni za kluczowe decyzje w klubie wreszcie przejrzą na oczy. Jeśli nie teraz, to raczej już nigdy - pisze Tomasz Osowski z trojmiasto.sport.pl.
Kiedy po poprzednim sezonie klub zwolnił ze stanowiska trenera Bogusława Kaczmarka, napisałem, że to nie osoba szkoleniowca była największym problemem zespołu. Podobnie jak trwająca obecnie seria siedmiu meczów bez zwycięstwa nie jest tylko i wyłącznie winą trenera Michała Probierza. Owszem, można stawiać mu zarzuty, że momentami zbyt mocno miesza w składzie, ale raz - w dużej mierze jest to wymuszone kontuzjami i kartkami, a dwa - gdyby po kilku meczach bez zwycięstwa wciąż stawiał na tych samych ludzi, dopiero podniosłyby się głosy oburzenia, dlaczego nic nie zmienia, skoro jest tak źle. Być może kilka razy się pomylił, ale kiedy patrzyło się w sobotę na postawę niektórych zawodników, na szkolne błędy, jakie popełniali, nie sposób nie postawić dość oczywistej tezy: w pewnych sytuacjach nie pomoże nawet najlepszy trener świata.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Probierz miota się, bo ma do dyspozycji zbyt małą liczbę wartościowych zawodników. W dniu zatrudnienia go na stanowisku trenera zwróciłem uwagę, że od samego mieszania herbata nie zrobi się słodsza. Andrzej Kuchar i kierownictwo klubu namiętnie wymieniają łyżeczki (pięciu trenerów w ciągu dwóch lat), ale zapominają o dosypaniu cukru. Rozumiem, że klub tnie koszty, że nieźle wypada w rankingach piłkarskiego biznesu, ale równie dobrze prezentuje się w tych excelowskich tabelkach np. Piast Gliwice. Przy całym szacunku dla klubu z Gliwic, nie ten rozmiar kapelusza i nie te aspiracje. Lechia z pięknym i dużym stadionem, rzeszą wiernych kibiców, dużym zainteresowaniem medialnym, musi równać do klubów nieco większych. Zresztą, a propos cięcia kosztów - zwolnienie kilkunastu darmozjadów z zagranicy, którzy w większości kopali się w czoło, nie jest jakimś bardzo wymyślnym biznesplanem i nie trzeba być Billem Gatesem, żeby na taki pomysł wpaść.

Lechia po powrocie do ekstraklasy początkowo zrobiła duży krok do przodu, ale od co najmniej trzech sezonów stoi w miejscu. Czyli się cofa. Pomysł na poprawienie wyników od dawna jest tylko jeden: zmieńmy trenera, może się uda. Otóż niestety, nie uda się. Bardzo popieram ideę promowania własnych wychowanków i zawodników z regionu, serce rośnie, kiedy widzi się w akcji np. Pawła Dawidowicza. Problem jest tylko jeden: ci młodzi nie mają w zespole - poza nielicznymi wyjątkami - od kogo się uczyć, podpatrywać, czerpać przykład. Owszem, jest kilku doświadczonych zawodników, którzy, jak to się ładnie mówi, z niejednego pieca chleb jedli. Ale przy całym szacunku to w zdecydowanej większości ligowi rzemieślnicy, przeciętniacy, którzy od czasu do czasu mają pojedyncze wystrzały. Tak było chociażby na początku sezonu, kiedy zarówno zespół jako całość, jak i sami piłkarze z osobna tak naprawdę grali lepiej niż potrafili. Było pięknie, był lider, ale to była fatamorgana. A poważny klub potrzebuje konkretów.

Konkretnych działań niestety nie podejmuje Andrzej Kuchar, który na dodatek swoimi wizjami na przyszłość klubu (pewnie takie są, ale na razie ich nie poznaliśmy) bardzo rzadko dzieli się z dziennikarzami. A już z tymi trójmiejskimi na ten temat rozmawiać w ogóle nie chce, bo czuje się urażony niektórymi artykułami. Jako człowiek sportu na pewno doskonale zdaje sobie sprawę, że odmawiając wywiadu dziennikarzowi, lekceważy tysiące kibiców Lechii, którzy od dłuższego czasu dość mają polityki zaciskania pasa i zespołu pogrążającego się w marazmie. I chcą dowiedzieć się - mają do tego pełne prawo, bo w dużej mierze to oni utrzymują klub - jaki jest jego pomysł na kolejne miesiące, lata. O ile oczywiście nie sprowadza się on do jak najkorzystniejszego sprzedania większościowego pakietu akcji. Niech powie to otwarcie i wątpliwość mamy rozwianą. Wówczas pozostanie cierpliwie czekać, aż znajdzie się kupiec.

Jednak jeśli plany Kuchara są inne, to po ostatnich meczach muszą mu się otworzyć oczy. W końcu najlepszego trenera w Polsce już ma (tak określił Probierza w jednym z nielicznych wywiadów). Co zatem jest nie tak? Odpowiedź powyżej.

Co jest największym problemem Lechii? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o:
Komentarze (2)
Fatalna seria Lechii może okazać się zbawienna dla klubu [OPINIA]
Zaloguj się
  • nyrewes3012

    Oceniono 17 razy 17

    Zgadzam się z panem całkowicie, nawet najlepszy trener świata nic nie da jeśli nie będzie wzmocnień.

  • greengo74

    Oceniono 7 razy 5

    Jednym z fatalnych posunięć przed nowym sezonem bylo nie podpisanie nowego kontraktu z Surmą i Rasiakiem. Wiek w tym przypadku był raczej plusem niż minusem a wychowankowie Lechii muszą mieć od kogo się uczyć. U kilku widać spory potencjał (Dawidowicz, Frankowski) ale potrzebuja również doswiadczonych kolegów. Proporcja pomiedzy potencjałem Lechii (stadion, miasto, kibice) a transferami przeprowadzonymi przed sezonem jest zatrważająca. Lechia to nie samograj i chcociaż rzeczywiście fajnie ogląda sie wychowanków to jednak na dłuższą metę cudu z tego nie będzie. Panie Kuchar a może by tak sięgnąć do kieszeni? Wszak żeby wyciągnąć trzeba najpierw włożyć ... Lechia Gdańsk!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX