Sport.pl

Lechia Gdańsk - infrastruktura światowa, organizacja taka jak zawsze [OKIEM KIBICA]

Trojmiasto.sport.pl rozpoczęło serię artykułów ?Okiem kibica?. W każdy piątek nasz dziennikarz jako zwykły kibic opisze subiektywne wrażenia z meczów trójmiejskich drużyn, zwracając uwagi na niedociągnięcia, wytykając błędy oraz chwaląc ciekawe rozwiązania. Tym razem odwiedziliśmy PGE Arenę i mecz ekstraklasowej Lechii Gdańsk.
LECHIA EXTRA - ZAMÓW NEWSLETTER O DRUŻYNIE Z PGE ARENY

Ciężko oceniać organizację meczów trójmiejskich klubów po meczu Atomu Trefla w Ergo Arenie (Jak oceniliśmy organizację meczu przez klub z Sopotu przeczytaj TUTAJ). Spotkanie mistrza Polski okazało się wydarzeniem zorganizowanym w bardzo fajny i ciekawy sposób, kibic mógł czuć się docenionym. Po wizycie na takim meczu poprzeczka została podniesiona wyjątkowo wysoko.

Piękny "bursztyn"

Kolejnym obiektem sportowym, który odwiedziłem była PGE Arena w Gdańsku. Obiektu nikomu przedstawiać chyba nie trzeba. Przepiękny stadion przypominający bursztyn zachwyca prawie każdego, ostatnio nawet otrzymał brąz za najlepszy obiekt sportowy i rekreacyjny (w kategorii stadion) oraz nagrodę za obiekt przyjazny osobom niepełnosprawnym podczas 23. Kongresu IAKS International w Kolonii w Niemczech. Jednak jako kibic nie oceniałem stadionu samego w sobie. Na PGE Arenę wybrałem się na wydarzenie, jakim był mecz Lechii Gdańsk - klubu, który gra na tym stadionie na co dzień, oraz Lecha Poznań, jednej z bardziej znanych drużyn w kraju.

Promocja? Nie u nas!

Nim jeszcze dotarłem na mecz, zwróciłem uwagę na promocję tego wydarzenia. Było to jedno z ważniejszych, a przynajmniej najbardziej popularnych spotkań z dobrym przeciwnikiem w rundzie jesiennej polskiej ekstraklasy w Gdańsku. Liczyć można było na porządną frekwencję, nawet na pobicie rekordu sezonu na PGE Arenie (30 sierpnia podczas meczu z Górnikiem Zabrze zasiadło 24 276 kibiców). Niestety, o meczu mało kto wiedział, na wyspach Lechii w centrach handlowych marnie promowano to spotkanie. Przyznam, że słyszałem w jednej z pomorskich rozgłośni radiowych zapowiedź tego spotkania, nie była to jednak reklama zachęcająca do przyjścia w zimny jesienny wieczór na stadion, w opozycji do siedzenia w domu przed telewizorem. Ja jednak wchłonąłem "zachodni" styl wychodzenia z domu i korzystania z wielu rozrywek, atrakcji, wydarzeń sportowych czy kulturowych "na mieście" i na mecz z Lechem się wybrałem. Na stadionie byłem już wielokrotnie, czy to w pracy, czy jako kibic, więc obiekt znam bardzo dobrze. Aby móc ocenić niektóre elementy do których już przywykłem zabrałem na mecz znajomych (w tym kobietę), którzy PGE Arenę odwiedzili pierwszy raz.

Dojazd nie stanowi problemu

Na mecz udałem się ponownie samochodem. Warto jednak wspomnieć, że do stadionu dotrzemy szybko, wygodnie i co najważniejsze - za darmo - koleją SKM jadącą z Dworca Głównego w Gdańsku. Sporym minusem tego środka transportu jest końcowy peron przy stadionie, który przez małą powierzchnię oraz wąskie gardło na wejściu, powoduje wiele groźnych sytuacji wynikających z piętrzenia się tłumu, a przy takiej masie ludzi, kibiców wypełnionych emocjami o punkt zapalny łatwo.

Autem z centrum dojechałem bez problemu w kilka minut, za parking zapłaciłem 10 zł. Śmieszy archaiczny sposób dokonywania zapłaty za wjazd u "parkingowego". Od początku funkcjonowania stadionu z parkingami jest olbrzymi problem. Co jakiś czas awarii ulega system wjazdu i wyjazdu, przez co konieczna jest praca ludzka i dokonywanie opłat "do ręki", a nie w maszynie. Wrażenie robi z pewnością podświetlenie zewnętrznej bryły stadionu. Z zapierającym dech w piersiach widokiem udaliśmy się do bram wejściowych.

Pijany (nie) wejdziesz!



Pod stadionem tłum gęstniał z minuty na minutę, co chwilę dało się słyszeć wulgarne okrzyki (kibice obu zespołów nie darzą się zbyt dużą sympatią), jednak ani ja, ani znajomi nie poczuli się zagrożeni. Trzeba dodać, że kibic podobny jest w całej Europie, wszędzie zachowuje się we wręcz identyczny sposób - różni tylko język. Warto zaznaczyć, że na polskich stadionach poważniejszych incydentów nie widziano od dobrych kilku lat.

Przy bramie wejściowej nastąpiła pierwsza selekcja. Każdy wchodzący na teren obiektu musiał przejść wśród kilkudziesięciu ochroniarzy, którzy oceniali każdego z osobna, jednak bez tzw. trzepania. Wspomniane przeszukanie nastąpiło już na kołowrocie przy wejściu na swój sektor, do którego dotarliśmy bez najmniejszego problemu - prowadziła koleżanka, opierając się na znakomitym oznakowaniu. Jedni ochroniarze sprawdzają wchodzących dokładnie, inni poklepują po kieszeniach i puszczają bez mrugnięcia okiem. Co najbardziej szokuje, to wpuszczanie kompletnie pijanych ludzi. Nikt nie mówi, żeby zabraniać wejścia komuś, kto przed meczem w pubie wypił piwo lub dwa, mowa jednak o osobach ledwo trzymających się na nogach, których prowadzić muszą koledzy, a przy wejściu nie przewracają się tylko dlatego, że kołowrot utrzymuje ich w pionie. Tak walczymy o bezpieczeństwo, zabraniamy na stadionie prawie wszystkiego, a półprzytomni kibice bez problemu mogą wchodzić na trybuny - szokujące!

Wrażenia? Szczęka opada, choć są minusy



Po przejściu przez "kontrolę" weszliśmy na promenadę wewnętrzną, gdzie zlokalizowane są toalety, punkty gastronomiczne oraz sklepiki Lechii Gdańsk. Do "zakupów" powrócę w dalszej części. Kupiliśmy jedynie kawę za 5 zł (duża 7 zł). Swoje miejsce znaleźliśmy bez problemu, świetnie oznaczone sektory, rzędy czy miejsca. Usiedliśmy w X rzędzie na samym środku "prostej", więc widok na murawę i mecz mieliśmy fantastyczny. Wrażenie robi zapach świeżo skoszonej trawy i możliwość usłyszenia okrzyków piłkarzy - tj. coś czego w telewizji żaden kibic nie uraczy. Cztery ogromne telebimy dają każdemu na trybunach świetną widoczność wyświetlanych tam informacji. Zachwyca infrastruktura na światowym poziomie, jednak i na starym, polskim stadionie można zorganizować wydarzenie, gdzie kibic będzie zadowolony. Mimo kilku pozytywów takich jak system audiodeskrypcji - specjalny komentarz dla osób niewidomych i niedowidzących, konkursy w przerwie spotkania i profesjonalne przekazywanie ważnych informacji przez spikera Marcina Gałka, nic więcej nie zachwyciło. Fan na meczu Lechii może przyjść tylko na mecz i... nic więcej.

Mecz i... nic więcej!

Za bilet zapłaciliśmy po 55 zł. W cenie otrzymaliśmy miejsce na krzesełku i "spektakl" piłkarski (w poprzednim artykule ustaliliśmy, że nie poruszamy aspektu sportowego). Do momentu, w którym piłkarze wybiegli na boisko i spiker poinformował nas co to za mecz, postronny kibic mógł nie mieć pojęcia, że jest na "domowym" stadionie Lechii Gdańsk. Gdy byłem w Warszawie na Legii właśnie z biało-zielonymi, nawet w toalecie zewsząd atakowały mnie logotypy stołecznego klubu i herb wojskowych. Nie otrzymałem informatora meczowego, z którego poznałbym składy, ważne informacje o klubie, drużynie, obecnej sytuacji w lidze. Nie ma możliwości takiej publikacji nawet kupić, a wiem, że wiele osób na taki wydatek by się skusiło. Lechia na meczach ma także swoją maskotkę - lwa. Bardzo dobrze wykonany kostium, zwierz ma ogromny i komiczny brzuch. Niestety, maskotka jest mało "żywa" i nawet dzieci po chwili zainteresowania odpuszczały sobie pogoń wzrokiem za lwem. A propos dzieci. Na PGE Arenie podczas meczów gdańskiej drużyny wydzielono sektor rodzinny, gdzie młodzież otrzymuje balony, zapewnia się malowanie twarzy, po wydarzeniu publikowana jest obszerna galeria zdjęć z tego miejsca. Bardzo fajny pomysł, czemu jednak takie atrakcje otrzymują tylko osoby z sektora rodzinnego? Przecież nie każdy chce siedzieć w narożniku boiska w pobliżu sektora gości. Gdy rodzic chciałby zabrać dziecko na "prostą" o dodatkowych atrakcjach może zapomnieć, chyba że mówimy o emocjach związanych z zakupem jedzenia...

Kiełbasa sprzedana, woda zimna, papieru nie ma



Po 45 minutach gospodarze remisowali, humory nie dopisywały, źli, zmarznięci i głodni kibice ruszyli na promenadę. Część udała się do toalet, pozostali na papierosa i do kiosków gastronomicznych po ciepły napój czy posiłek. Zacznijmy od toalety. Do męskich ubikacji kolejki ogromne, głównie spowodowane niechęcią mężczyzn do korzystania z pisuarów bez miejsca odstępu pomiędzy sąsiadem oraz małą ich ilością - tu jednak nic nie poradzimy, taki projekt. Po zrealizowaniu swojego celu większość osób chce umyć ręce. Tutaj niespodzianka - tylko zimna woda (na dworze temperatura w okolicach 5 stopni). Człowiek wymarzł, liczył, że ogrzeje chociaż dłonie, nic z tego. Kolejny absurd brak papieru do rąk, toaletowego czy suszarki.

Po kolejnym przypływie agresji chciałem się najeść. Wbrew obiegowemu stwierdzeniu, które w żaden sposób mnie nie obraża, a mianowicie - piknik - postanowiłem zakupić kiełbasę. W kolejce wystałem ok. 10 minut, do drugiej połowy tylko chwila, ale przed powrotem piłkarzy na murawę zdążyłem do Pani sprzedawczyni. Ku mojemu zdziwieniu, a po chwili oburzeniu, pani oznajmiła mi, że kiełbas już! nie ma, a na pozostałe produkty czekać muszę ok. 4-7 minut. Jakim cudem jeden z podstawowych produktów, na jednym z ważniejszych wydarzeń podczas rundy kończy się jeszcze w czasie przerwy - sprawdziłem, w pozostałych kioskach gastronomicznych było tak samo. Parodia!

Aby ochłonąć i się ogrzać kolega postanowił zakupić czapkę Lechii w jednym ze straganów - przenośny namiot - sklepów gdańskiego klubu. Nie wymagam, aby biało-zieloni mieli na stadionie profesjonalny sklep z pamiątkami, koszulkami i gadżetami, ale taka forma sprzedaży przypomina bardziej czasy T29 niż PGE Areny. Jeśli chodzi o asortyment, to w każdym namiocie był inny. My kupiliśmy czapkę z napisem Lechia za 40 zł, widzieliśmy jeszcze szalik za 30 zł oraz replikę koszulki meczowej marki Adidas za 279 zł!

"Super emocje, fajnie pośpiewać, ale obsłużono mnie fatalnie"

Druga połowa to sportowy pogrom (Lechia przegrała z Lechem 1:4). Mimo mizernej frekwencji na poziomie 14 tysięcy i nienawiści kibiców obu drużyn, doping utrzymywany był na wysokim poziomie, a znajomi zachwyceni byli atmosferą. Największy minus to wciąż panujący w naszym kraju zwyczaj zmuszania ludzi do wstawania. Wystarczy, że "młyn" zaintonuje "wszyscy wstają i śpiewają", kibice jakby zahipnotyzowani, bezwiednie podnoszą się z miejsc, aby postać, nie próbując nawet krzyknąć "LECHIA". Po to wydaje większe pieniądze, aby mieć lepszy widok i wygodnie siedzieć w trakcie meczu. Trybuna zielona jest pojemna i każdy fan chcący poskakać może swobodnie tam usiąść. Nauczmy się szanować wszystkich na stadionie, a będzie nam z pewnością raźniej.

Koleżanka, która poszła pierwszy raz na mecz była zachwycona atmosferą, kibicami, nie czuła zagrożenia, mimo że wielokrotnie straszono ją w mediach chuliganami czy stadionowymi bandytami. Na kolejny mecz z chęcią się uda, ale zmieni nastawienie i następnym razem będzie wiedzieć, że na PGE Arenie podczas meczu Lechii kibic nie równa się klient.

PGE Arena to nie Lechia! Ale...!

Na sam koniec małe wyjaśnienie. Z pewnością wiele osób zarzuci, że przecież Lechia nie odpowiada za zimną wodę w toalecie, brak papieru i inne mankamenty leżące w gestii operatora stadionu, czy że obecnie kontakt między klubem a zarządcą PGE Areny jest mocno napięty, przez co wiele pomysłów biało-zielonych nie może być zrealizowanych. Tak, jest to po części prawda. Jednak to Lechia jest organizatorem meczu i ona wynajmuje stadion, więc to ona w pełni odpowiada przed kibicem (może kiedyś klientem) za zaproponowany produkt - usługę jaką jest zapewnienie miłego spędzenia czasu z rodziną, znajomymi podczas meczu piłkarskiego na PGE Arenie w Gdańsku - póki co tego jeszcze nie ma! Tłumaczenie, że stadion nie należy do nich jest po prostu dziecinne i tylko zainwestowanie i chęć działania przynieść może efekty.

Opisz swoje wrażenia z trójmiejskich aren sportowych. Czekamy na Twoje oceny na naszym Twitterze!@3miasto_sportpl !

Podyskutuj również z autorem tekstu na Twitterze!@ka_suchecki !

Jakie są Twoje wrażenia z meczów Lechii na PGE Arenie? Podyskutuj na Facebooku trojmiasto.sport.pl! »


Więcej o:
Komentarze (4)
Lechia Gdańsk - infrastruktura światowa, organizacja taka jak zawsze [OKIEM KIBICA]
Zaloguj się
  • kris_lechjia

    Oceniono 35 razy 31

    Zgadzam się. Obiekt mamy świetny, ale organizacja została na poziomie Traugutta!

  • napletgandalfa

    Oceniono 35 razy 9

    Zimna woda i brak papieru? A czy Wy nie wiecie że trzeba zbierać na listopadową ratę za "złoty nocnik"?

  • mihal501

    Oceniono 14 razy 2

    Nie wierzę normalnie co ten gość wypisuje. Panie redaktorze my w Łodzi za taki stadion oddalibyśmy Panu tira z papierem a wodę podali w termosie!!!!!!!!!!!!!! Parę lat temu nie mieliśmy żadnego takiego stadionu, niech Pan nie marudzi!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX