Bramka to taki duży prostokąt. Wystarczy w niego trafić... Lechia po meczu z Górnikiem [WNIOSKI]

Piłkarze Lechii byli bliscy sprawienia dużej niespodzianki i zwycięstwa w meczu z Górnikiem w Zabrzu. I to wysokiego zwycięstwa. Najwyraźniej zapomnieli jednak, że - aby je odnieść - trzeba zmieścić piłkę w takim dużym prostokącie z siatką.


Pudło, pudło, pudło

Pudła. To przez nie zginęła Hanka Mostowiak w "M jak miłość". I przez nie piłkarze Michała Probierza nie wygrali w Zabrzu z Górnikiem. Jeśli dobrze policzyć, to tylko w samej pierwszej połowie mieli trzy kapitalne sytuacje do tego, by zdobyć bramkę. Dwukrotnie z bliska w dogodnej sytuacji obok niej strzelił Piotr Wiśniewski, a wisienkę na torcie nieskuteczności postawił tuż przed przerwą Przemysław Frankowski. Od piłkarza ekstraklasy należy jednak wymagać oddania strzału w światło bramki, i to mimo faktu, że miał tuż obok siebie naciskającego go obrońcę. Tym bardziej że Frankowski był na wprost bramki w odległości dosłownie kilku metrów. Zamiast tego skrzydłowy Lechii posłał piłkę gdzieś w trybuny. Oby przedstawiciele VfL Wolfsburg, którzy ponoć wnikliwie obserwują Frankowskiego, mieli w tym momencie zamknięte oczy...

Matsui z turbodoładowaniem

Przed spotkaniem w Zabrzu zapowiadał, że chce Górnikowi strzelić bramkę, by nie pozostawiać wrażenia, że strzela z częstotliwością co 20 meczów. I to w dodatku najsłabszemu bramkarzowi ekstraklasy Ladislavowi Rybanskiemu albo z rzutów karnych. Biało-zielony samuraj grał tak, by ze złożonej deklaracji w pełni się wywiązać. Non stop pod grą, świetnie utrzymywał się przy piłce, niemal bezbłędnie wychodził spod pressingu, pomagał w defensywie, a gdy trzeba było - umiejętnie wymuszał faul rywala. A przede wszystkim rozgrywał i obsługiwał swoich kolegów prostopadłymi podaniami. Chociaż z jego akcji Lechia bramki nie zdobyła, to Japończyk - podobnie jak przeciwko Legii - zagrał świetne zawody. Co więcej, wytrzymał mecz kondycyjnie, co w jego przypadku nie jest taką oczywistością. A przecież na boisku w Zabrzu biegał za trzech, i to w zaskakująco wysokim tempie.

Cichy bohater Pazio

Obok aktywnego Matsui i wszędobylskiego w ofensywie Wiśniewskiego na słowa sporego uznania za mecz w Zabrzu zasłużył Adam Pazio. Z konieczności (za żółte kartki pauzował Piotr Grzelczak) Pazio zagrał na lewej stronie pomocy. I to było zdecydowanie najlepsze jego spotkanie, odkąd trafił do gdańskiej drużyny. Pazio pokazał, że nieobce są mu takie elementy piłkarskiego wyszkolenia jak płynne prowadzenie piłki blisko przy stopie, drybling, rozegranie piłki na jeden-dwa kontakty czy celne dośrodkowanie w pełnym biegu. W dodatku gracz Lechii nie zapominał o zadaniach defensywnych i skutecznie wspierał Christophera Oualembo w linii obrony. Może wiosną Pazio z raczej przeciętnego obrońcy stanie się w gdańskiej drużynie jej kluczowym pomocnikiem? Choć jeden mecz to zbyt mało, by wyciągnąć takie wnioski, to w długie zimowe wieczory trener Probierz powinien rozważyć i taką koncepcję. Tym bardziej że Pazio ma jeszcze jeden atut. Fizycznie wygląda bardzo dobrze i nawet w końcówce meczu potrafił wygrać biegowe pojedynki z rywalami.

Lechia powinna wygrać w Zabrzu? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »