Sport.pl

Od Andrzeja Kuchara po zsyłkę do rezerw. Alfabet Lechii A.D. 2013

Rok 2013 w Lechii Gdańsk to rok rozczarowań. Zamiast wyraźnego skoku jakościowego po dość przeciętnym 2012 roku, biało-zielona drużyna w dalszym ciągu jest tylko średniakiem ekstraklasy. Po bardzo kiepskiej pierwszej połowie roku w letnich miesiącach nastąpił chwilowy zryw, kiedy gdańszczanie ruszyli z kopyta, ale sprinterskiego tempa wystarczyło im do pokonania zaledwie kilku kroków. W kolejnych miesiącach sił lechistom starczyło tylko na truchcik, którym trudno było dogonić coraz bardziej uciekających rywali. W dodatku zamiast skupić się tylko na ligowej walce w Lechii muszą zmierzyć się z kwestiami właścicielsko-finansowymi, które nie rysują się przed gdańskim klubem w świetlanych barwach.


A jak Andrzej Kuchar

Właściciel? Główny akcjonariusz? Inwestor? Pożyczkodawca? Mąż swojej żony? Tak naprawdę chyba nikt nie wie, jaki jest właściwie status Andrzeja Kuchara w Lechii. Jakikolwiek by on jednak nie był, dla kibiców biało-zielonych Kuchar jest w Lechii persona non grata. Ich zdaniem, za wszystkimi kłopotami, z jakimi boryka się gdański klub stoi właśnie biznesmen z Wrocławia. Zamiast złotych gór i 60-milionowego budżetu, Lechia musi borykać się z długami i po raz kolejny w swojej strategii rozwoju musiała wdrażać warianty oszczędnościowe. Wydaje się jednak, że 2013 rok był ostatnim etapem romansu Kuchara z Lechią, a w 2014 roku ma nią rządzić już nowy właściciel. Czy z lepszym skutkiem?

B jak Barcelona

Piłkarskie wydarzenie 2013 roku na PGE Arenie. Choć spotkanie Lechii z Barceloną było tylko marketingowym show, obliczonym na ściągnięcie na gdański stadion tłumów kibiców, pragnących na żywo obejrzeć Leo Messiego, to jednak biało-zieloni w tym medialnym granatowo-bordowym sosie nie byli jedynie nic nie znaczącym dodatkiem. Zamiast wcielić się w rolę chłopców do bicia, gdańszczanie sprawili Katalończykom psikusa i po fantastycznej grze, zremisowali z nimi 2:2. Fala entuzjazmu, jaka zalała po tym meczu graczy Lechii, wyniosła ich potem, co prawda na krótko, nawet na fotel lidera ekstraklasy. To, że szybko z niego spadli, to już inna historia, niemniej jednak wspomnienia ze zwycięskiego, bo tak go można chyba nazwać, remisu pozostaną w głowach piłkarzy niedługo. Mecz z Barceloną oprócz Messiego miał także innych bohaterów - Neymara, który w barwach "Dumy Katalonii" zadebiutował właśnie w meczu przeciwko Lechii oraz Piotra Grzelczaka, który rozegrał absolutnie kosmiczny mecz. Tak kosmiczny, że po spotkaniu gracze Barcelony chcieli wymienić się z nim koszulką.

C jak Cel

W poprzednim sezonie Lechii udało się zrealizować cel minimum, czyli zająć ósme miejsce w tabeli ekstraklasy. W tym poprzeczka dla lechistów poszła mocno w górę, bo na zakończenie rozgrywek biało-zieloni mają zameldować się co najmniej na piątym miejscu. Póki co są w połowie drogi, bo rok 2103 zamykają na miejscu 10.

D jak Dymisja

O ile dymisji Jacka Zielińskiego, Tomasza Kafarskiego, Rafała Ulatowskiego czy Pawła Janasa można było się bardziej lub mniej spodziewać, o tyle zakończenie przez Lechię współpracy z Bogusławem Kaczmarkiem było dla wszystkich totalnym zaskoczeniem. "Boba" w fotelu pierwszego trenera zastąpił Michał Probierz. Czy ta roszada okazała się słuszna, na razie nie sposób ocenić. My jednak tęsknimy za Kaczmarkiem i jego piłkarskimi złotymi myślami, którymi przy okazji każdego wywiadu czy konferencji prasował sypał jak z rogu obfitości. Na tym polu trener Probierz jest daleko w tyle za "Bobem". Choć tak naprawdę trudno mówić o zakończeniu współpracy klubu z Kaczmarkiem, skoro jej były trener wciąż pobiera z Lechii wynagrodzenie.

E jak Ekspresja

To z kolei domena Probierza. Kaczmarek bardziej przypominał nam Napoleona - tkwiącego w bezruchu, z założonymi do tyłu rękami i marsowym obliczem. Probierz to zaś wulkan energii. Krzyki, gwizdy, oklaski, teatralne gesty - w tym "polski Guardiola" jest niedościgniony w całej ekstraklasie. Jesteśmy ciekawi ile kilometrów przebiegł już Probierz non stop poruszając się w swojej strefie przed ławką trenerską. A także poza strefą, bo spacer do sędziego technicznego to dla trenera Lechii nieodłączny element futbolowego spektaklu

F jak Frekwencja

Właściwie to ewenement. Lechia nie osiąga nadzwyczajnych wyników, nie powala atrakcyjnością gry, a jednak wciąż są kibice, którzy chcą oglądać gdański zespół z trybun PGE Areny. Choć nie da się ukryć, że liczba tych fanów systematycznie na gdańskim stadionie maleje.

G jak Gwiazda

Od momentu odejścia Abdou Razacka Traore w Lechii wciąż nie dorobili się piłkarza, którego można z czystym sumieniem określić mianem gwiazdy. Póki co w 2013 roku w biało-zielonych barwach grały gwiazdy już spadające z fubolowego firmamentu (Grzegorz Rasiak, Daisuke Matsui), albo dopiero do tego tytułu kandydujące (Paweł Dawidowicz). Dużo było za to piłkarskich czarnych dziur w rodzaju Mohammeda El Amine Rahoui. Czy ktoś jeszcze pamięta, że taki pseudopiłkarz był w kadrze Lechii w 2013 roku?

H jak Historia

Do niej często lubią odwoływać się fani biało-zielonych. Najczęściej lubują się w lustrowaniu najnowszej historii Polski i rozliczaniu czasów PRL. Być może na jednej z trybun PGE Areny powstanie kiedyś niewielki lokalny oddział IPN?

I jak International level

W 2012 roku na poziom międzynarodowy udało się w Lechii doskoczyć Piotrowi Brożkowi, który otrzymał powołanie na towarzyski mecz z Urugwajem w Gdańsku. W 2013 roku nikt w Lechii nie może czuć się "international level", choć w trojmiasto.sport.pl podsyłaliśmy selekcjonerom różne kandydatury. A to Sebastiana Madery, a to Dawidowicza. Z naszych wskazówek Waldemar Fornalik, a potem Adam Nawałka nie skorzystali. Ale będziemy próbować dalej.

J jak Japonia

Za sprawą japońskiego Beckhama, czyli Daisuke Matsui zainteresowanie Lechią (o ile kiedykolwiek jakiekolwiek było) w Kraju Kwitnącej Wiśni wzrosło o tysiąckroć. Albo i więcej. Na PGE Arenie w dość licznej grupie zaczęli pojawiać się japońscy kibice i dziennikarze, a oficjalny serwis internetowy Lechii został zbombardowany odwiedzinami internautów z kraju samurajów. I choć Matsui w Lechii w 2014 roku grać już nie będzie, to poziom "japońskości" Lechii nie zmaleje, bo od nowego roku w gdańskiej drużynie grać będzie Tsubasa Nishi. A może nie tylko on? Wszak na testy do Gdańska wybiera się Minori Sato.

K jak Kopnięcie z woleja

Może nie jest demonem szybkości, może nie jest brylantowym technikiem, może nie jest geniuszem taktyki. Ale z woleja uderzyć potrafi. Piotr Grzelczak, bo o nim mowa, wyspecjalizował się w gdańskiej drużynie w uderzeniach bez przyjęcia. Z prawej, z lewej, z daleka, z bliska, z ostrego kąta, czy na wprost bramki. Nieważne. "Grzelu" bez zastanowienia "wali na bramę" i często z doskonałym skutkiem. Często trenerzy przeciwnych drużyn uczulają swoich obrońców na napastników rywala w stylu "tylko nie dajcie mu przyjąć". W przypadku Grzelczaka muszą zmodyfikować swoją wskazówkę na "tylko dajcie mu przyjąć". Bo Grzelczak w kontakcie z piłką dłuższym niż kilka sekund jest zdecydowanie mniej groźny.

L jak Legia

Dwa momenty chwały biało-zielonych w drugiej połowie 2013 roku. Ograć dwukrotnie mistrzów Polski i to do zera? W 2013 roku udało się to tylko Trabzonsporowi i Lazio Rzym w Lidze Europy. Czyli jednak Lechia to potęga?

Ł jak Łódź

Łódź i stadion Widzewa to dla Lechii miejsce wstydu. Jak można było przegrać z łódzkim zespołem aż 1:4? I to prowadząc przecież 1:0 i mając mecz pod kontrolą. Dla nas to wciąż pozostaje nieodgadnioną tajemnicą. Podobną do tej, gdzie jest piłka po słynnym strzale z rzutu karnego Sergio Ramosa?

M jak Murawa PGE Areny

Zespół powiązanych ze sobą systemem korzeniowym traw pospolitych, strzyżony systematycznie na niewielkiej wysokości w celu wytworzenia maksymalnej jednorodności i uniknięcia wytworzenia się kwiatostanów. Tak brzmi definicja murawy według wikipedii. Czy to "coś", co pokrywa PGE Arenę można nazwać murawą? Na upartego tak, choć bardziej przypomina nam to pierwotną definicję "boiska", czyli płaskiej przestrzeni, gdzie młóciło się zboże, inaczej klepisko. Ewentualnie leśną polanę na mokradłach. Bo z maksymalną jednorodnością trawnik na gdańskim stadionie nic wspólnego nie ma.

N jak Nowy właściciel

Po spotkaniu z Ruchem Chorzów, na którym fani biało-zielonych w mało wybrednej apostrofie zwrócili się do Andrzeja Kuchara, cytat: "Kuchar oszuście, kiedy spełnisz swoje obietnice?", żona pana Andrzeja oznajmił, że dłużej nie da szargać nazwiska i zdecydowała, podobno bez wcześniejszego powiadomienia małżonka, że zabiera swoje zabawki i wszczęła procedurę mającą zakończyć współpracę z klubem. Mówiąc wprost, małżeństwo Kucharów ma zamiar sprzedać Lechię nowemu właścicielowi, po drodze odzyskując jeszcze pożyczone pieniądze Lechii w formie nowych akcji spółki (słowo klucz: konwersja). Kto będzie następcą państwa Kucharów? Wedle słów wrocławskiego biznesmena ma to być przedsiębiorca z Pomorza lub przedsiębiorca z Portugalii. Ufff, już baliśmy się, że do gry o Lechię mógłby włączyć się przedsiębiorca z Katowic, niejaki pan Ireneusz, który kilka miesięcy temu z wdziękiem zrujnował Polonię Warszawa.

O jak Obrona

Luki, błędy, niedoskonałości, pomyłki, niedociągnięcia, dziury... W 2013 roku najczęściej te określenia występowały w kontekście linii defensywnej Lechii. Znacznie rzadziej pisaliśmy o szczelności, dokładnym kryciu, antycypacji, umiejętnej współpracy, nadążaniu itp. W 2013 roku w ekstraklasie Lechia straciła aż 53 gole. Gorsze są tylko Widzew Łódź (62), Jagiellonia Białystok (56) i Ruch Chorzów (55). Szału w obronie zatem nie ma.

P jak Powrót Bąka

Wielki come back do Lechii jej ikony, czyli Mateusza Bąka, można uznać za najlepszy transfer biało-zielonych w 2013 roku. Doświadczony już bramkarz dał drużynie to, czego ostatnio bardzo jej brakowało, czyli spokój między słupkami, pewność w grze, boiskową i nie tylko inteligencję oraz poświęcenie i zaangażowanie.

R jak Rosa Kato

Japońska megagwiazda szklanych ekranów (swoją drogą ciekawe, czy w Japonii używają jeszcze kineskopowych telewizorów) i wybiegów dla modelek. Prywatnie żona Daisuke Matsui. Już ostrzyliśmy sobie zęby na te ekskluzywne galerie zdjęć "japońskich Beckhamów" spacerujących sobie nad Motławą albo na sopockim molo. Oczami wyobraźni już widzieliśmy jak pani Rosa wraz z partnerką Jarosława Bieniuka - Anną Przybylską - wybierają się wspólnie na zakupy do najmodniejszych butików w Trójmieście. Japońskiej piękności spieszno było jednak wrócić do ojczyzny, by wśród swoich mogła urodzić swojego potomka. Capnęła przy tym małżonka, który posłusznie spakował walizki i wiosną ma zagrać w rodzimej lidze. Czyżby państwo Matsui nie mieli zaufania do polskiej służby zdrowia?

S jak Stały fragment

Trener Kaczmarek powtarzał, że Lechia jest przygotowana do obrony stałych fragmentów w 100 procentach i żaden, nawet najbardziej ekstrawagancki sposób rozegrania rzutu wolnego czy rożnego jej niestraszny, bo wszystko jest rozpisane na sześciu arkuszach formatu A4. A jak przychodziło co do czego, to rywale strzelali Lechii bramki po rogach i wolnych łatwiej niż na treningu. Może wystarczyłaby jednak tylko jedna kartka?

T jak Tabela

A właściwie kreska w tabeli. Wyrysowana za ósmym miejscem. Cienka czerwona linia, nad którą dostać chcą się wszystkie zespoły ekstraklasy, bo awans do górnej ósemki daje pewne utrzymanie, a i daje szansę powalczyć o miejsce pucharowe. Dolna połówka to strach, groza, ciemność, zniszczenie i zagłada... Nie no, tak strasznie nie jest, ale nie życzymy Lechii by zaplątała się wiosną w walkę o zachowanie statusu ekstraklasowca. Gra choćby ze scyzorykiem na gardle zazwyczaj Lechii nie służy.

W jak Wojewoda

Wojewoda pomorski Ryszard Stachurski to drugi, obok Andrzeja Kuchara, "ulubieniec" kibiców Lechii. Wojewoda za cel postawił sobie wychowanie fanów biało-zielonych, by ci nie odpalali rac na stadionie, nie wywieszali obrazoburczych transparentów i w ogóle byli grzeczni i cacy. Na razie jego starania przypominają walkę z wiatrakami, bo nawet zamykanie trybun PGE Areny i kary finansowe nakładane na klub żadnej zmiany nie przyniosły. Może w przyszłym roku uda się wojewodzie postawić na swoim?

Z jak Zsyłka do rezerw

Jedna z metod motywujących stosowana przez trenera Probierza. O jej pozytywnym działaniu przekonali się na własnej skórze Mateusz Machaj i Piotr Wiśniewski, którzy swoje boiskowe grzechy musieli odpokutować grając i trenując w III-ligowej Lechii II. Pomogło, bo do pierwszego zespołu wrócili odmienieni, chętni do pracy i bardziej skoncentrowani. Nie chcemy jednak, by w 2014 roku szkoleniowiec Lechii zbyt często musiał uciekać się do tego rozwiązania. Żeby po prostu nie było takiej potrzeby, bo wszyscy jego gracze będą odpowiednio zaangażowanie i właściwie realizować będą założenia taktyczne. A Lechia będzie wygrywać mecz za meczem, sięgnie po Puchar i mistrzostwo Polski, awansuje do Ligi Mistrzów, a trybuny PGE Areny będą pękać w szwach. Czego biało-zielonym z całego serca w nadchodzącym Nowym Roku życzymy.

Rok 2013 był udany dla Lechii? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »




Więcej o: