5 na 5, czyli pięciu ekspertów odpowiada na pięć pytań o Lechię przed rundą wiosenną

Piłkarze Lechii Gdańsk w swoim pierwszym tegorocznym meczu ligowym zmierzą się w sobotę z Pogonią Szczecin. Na pięć pytań o ?nową? Lechię, jej szanse w tym sezonie i najbliższą przyszłość odpowiadają: Maciej Murawski (były reprezentant Polski, ekspert Canal+), Jacek Grembocki (były reprezentant Polski, wychowanek Lechii), Szymon Borczuch (dziennikarz TVP), Sławomir Wojciechowski (były reprezentant Polski i piłkarz m.in. Bayernu Monachium) oraz Konrad Marciński (dziennikarz trojmiasto.sport.pl).


1. Czy po zmianie właściciela Lechia stanie się w najbliższym czasie zespołem, który walczyć będzie o mistrzostwo Polski?

Murawski: Gdyby to była siatkówka, koszykówka czy piłka ręczna, nie miałbym wątpliwości, że tak będzie. Jednak w piłce nożnej najtrudniej o szybki sukces, nawet przy odpowiednio wysokich środkach finansowych. Lechię wyróżnia to, że ma bardzo solidne filary, na których można oprzeć rozwój klubu - wspaniały stadion, rzeszę wiernych i oddanych kibiców oraz bardzo dobrą pracę z młodzieżą. Ten klub, miasto ma ogromny potencjał, jeśli nowi właściciele będą potrafili go wykorzystać, może w Gdańsku powstać zespół, który na stałe wejdzie do czołówki ekstraklasy i regularnie grać będzie w europejskich pucharach.

Grembocki: Dobre pytanie, ale przepraszam bardzo: kto jest właścicielem klubu? Tak nie może funkcjonować normalny klub, to jest jakaś paranoja. Najpierw był facet, który miał mieć pieniądze, ale nie dawał ich na zespół, teraz jest właściciel, który nie chce się ujawnić. To jest brak szacunku dla wszystkich kibiców Lechii i ludzi, którym leży na sercu dobro klubu. Ciężko dyskutować o przyszłości, skoro nie wiemy, kim jest właściciel i jakie tak naprawdę ma plany.

Borczuch: Jestem bardzo ostrożny ze stawianiem takiej tezy, choć - jako dla człowieka pochodzącego z Gdańska - jest to ostrożność z nutką nadziei. Kibice Lechii od lat czekają na to, żeby ich klub zrobił krok do przodu, pytanie, czy nieco wymuszona zmiana właściciela rzeczywiście do tego doprowadzi. Być może tak się stanie, nie rozumiem tylko, dlaczego nowy właściciel do dziś oficjalnie się nie ujawnił. Według mnie powinien to zrobić przed startem rundy wiosennej.

Wojciechowski: Jestem przekonany, że tak się stanie.

Marciński: Na pewno przyjście nowego właściciela otwiera przed Lechią perspektywy rozwoju. Nie da się ukryć, że pod rządami Andrzeja Kuchara gdański zespół znaczących postępów już by nie zrobił - zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym. Ten układ się po prostu zużył i wypalił. Ruchy, jakie poczynił na samym starcie swojej działalności nowy właściciel, każą podejrzewać, że tym razem w Gdańsku tworzy się profesjonalny piłkarski projekt, oparty o solidne fundamenty finansowe. A doświadczenia poprzednich sezonów pokazują, że naprawdę nie trzeba posiadać wybitnego zespołu, by z powodzeniem bić się o mistrzostwo Polski. Pokazał to chociażby złoty medalista z 2012 roku, czyli Śląsk Wrocław, który wywalczył tytuł, nie mając w drużynie wielkich gwiazd. Dlatego przy sukcesywnym przemyślanym wzmacnianiu drużyny, czyli niekoniecznie hurtowym ściąganiu piłkarzy, Lechię stać na to, by w perspektywie 2-3 lat zdobyć pierwsze miejsce w ekstraklasie.

2. Jak ocenia pan dotychczasowe transfery Lechii, kto z nowych piłkarzy może być największym objawieniem?

Murawski: Stolarski i Jagiełło to wyróżniający się zawodnicy młodego pokolenia. Ten pierwszy to duży talent, sam go polecałem do obserwacji zagranicznym klubom, ale w Lechii może być mu ciężko przebić się do składu. W Wiśle przegrywał rywalizację na prawej obronie z Burligą, a to według mnie słabszy piłkarz niż Deleu. Poza tym fakt, że tak łatwo zrezygnował z walki o miejsce w składzie Wisły, nie jest dobrym sygnałem. U trenera Smudy młodzi zawsze mieli ciężko, nawet Mirek Szymkowiak w Widzewie czy Robert Lewandowski w Lechu. Trzeba po prostu walczyć o swoje.

Jagiełło to bardzo zdolny, szybki zawodnik, bardzo się dziwię, że Legia nie chciała go zatrzymać. Podobnie Makuszewski, który w Lechii powinien przypomnieć sobie swoje najlepsze chwile z Jagiellonii. Sadajew i Leković to niewiadome, ale z tego, co słyszałem, to ciekawi zawodnicy.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na spore osłabienie zespołu, czyli odejście Daisuke Matsui. Piłkarza o takiej charakterystyce może w Lechii bardzo brakować.

Grembocki: Wszystko zależy, jak ci nowi piłkarze potraktują pobyt w Lechii. Dla większości zawodników, szczególnie tych z zagranicy, gdański klub miał być tylko przystankiem w drodze do innego klubu. Poza Deleu, którego bardzo szanuję i którego postawa mi imponuje. Proszę zwrócić uwagę, że zimą do Lechii przyszli zawodnicy, którzy w swoich poprzednich zespołach nie byli piłkarzami wiodącymi, więc jakim cudem mają być wiodącymi postaciami tutaj? Zdecydowanie nie są to topowe nazwiska. Jeżeli oni mają się tu ogrywać, to dziękuję bardzo, bo takich młodych, zdolnych jest w Lechii wystarczająco dużo. Nie wiem czemu nie wzięto dwóch-trzech piłkarzy, którzy z miejsca staliby się wiodącymi zawodnikami.

Borczuch: Oceniam je więcej niż dobrze, poza Lekoviciem, o którym nie mogę się wypowiedzieć, gdyż go nie znam. Pozostali rokują nadzieje. Makuszewski i Jagiełło, który ma za sobą naprawdę bardzo dobrą rundę, mogą wnieść do gry Lechii dużo pozytywów. Sadajew niby jest dużą niewiadomą, ale w przypadku Lechii każdy zawodnik, który wzmocni konkurencję w ataku, jest pożądany. Stolarski na razie nie miał zbyt wielu okazji, aby się pokazać, ale sam fakt, że Lechia wyciągnęła piłkarza z Wisły, wygrywając przy tym wyścig z Legią, jest znaczący i może być ważnym sygnałem na przyszłość.

Wojciechowski: Z nowych piłkarzy tak naprawdę znam tylko Makuszewskiego i nie ma przypadku w tym, że przyszedł on do Lechii, bo takiego zawodnika brakowało w zespole. O reszcie zawodników ciężko mi się wypowiadać.

Marciński: Patrząc po nazwiskach, to Lechia sprowadziła ciekawych piłkarzy. Z drugiej strony Paweł Stolarski i Aleksander Jagiełło to wciąż nieograni młodzicy. Z kolei Maciej Makuszewski i Zaur Sadajew większość meczów Tereka Grozny oglądali z perspektywy ławki rezerwowych lub trybun i od dłuższego czasu regularnie nie grali. A Nikola Leković to kompletna niewiadoma. Niby grał w dobrym zespole ligi serbskiej, ale czy lewy obrońca Vojvodiny Nowy Sad sprawdzi się w ekstraklasie? W dodatku bez przepracowanego z zespołem okresu przygotowawczego? Można mieć co do tego wątpliwości.

Dla mnie kandydatem na objawienie może być Makuszewski. Przed wyjazdem z Polski to był kawał solidnego zawodnika w Jagiellonii i z przyjemnością patrzyło się na jego grę. Myślę, że szybko powinien ten sam poziom pokazać także w Lechii.

3. Czy już w tym sezonie Lechia może zamieszać w czołówce albo zdobyć Puchar Polski?

Murawski: W Pucharze Polski nie ma już Legii, Lecha, Wisły, a trener Probierz wie, jak wygrywa się to trofeum [zdobył je z Jagiellonią]. Lechia ma więc duże szanse, aby wywalczyć Puchar Polski. Ale przede wszystkim musi się skupić na lidze, bo najgorsze, co mogłoby się jej przytrafić, to brak awansu do grupy mistrzowskiej. Po podzieleniu punktów na pół w grupie spadkowej będzie niezwykle ciasno, zrobi się nerwówka, a Lechia to przecież bardzo młody zespół.

Grembocki: Pytanie, jaki tak naprawdę cel przyświeca nowym właścicielom. A może oni chcą tu prostu ogrywać "swoich" zawodników i dalej sprzedawać z zyskiem, a wynik tak naprawdę nie jest dla nich najważniejszy? Ale oczywiście życzę Lechii jak najlepiej, żeby po ponad 30 latach w końcu udało się awansować do europejskich pucharów. Ten klub i ci kibice na to zasługują.

Borczuch: Puchar Polski to w dużym stopniu loteria, więc nawet bez wzmocnień byłaby duża szansa, żeby go zdobyć. Co do ligi myślę, że Lechia powinna spokojnie zapewnić sobie miejsce w "8", a potem trochę zamieszać w grupie mistrzowskiej. Tym bardziej że w wielu innych zespołach zamiast ewolucji, mamy destrukcję.

Wojciechowski: W tym sezonie wytworzyła się taka sytuacja, że Lechia ma realne szanse na zdobycie Pucharu Polski. W lidze najważniejszy jest awans do pierwszej "8".

Marciński: Wątpię, by już w tym sezonie biało-zieloni doskoczyli do czołówki tabeli, bo ich strata do trzeciej Wisły Kraków wynosi już 10 punktów. Z drugiej strony po podziale tabeli i punktów po zasadniczej części sezonu ten dystans nie wygląda już tak znacznie. Moim zdaniem Lechia jest w stanie zająć w tym sezonie piąte miejsce - czyli osiągnąć zakładany przed sezonem cel. Jeśli chodzi o Puchar Polski, to przed Lechią naprawdę duża szansa na wywalczenie tego trofeum - rywale są jak najbardziej w jej zasięgu.

4. Jak ocenia pan zatrudnienie Andrzeja Juskowiaka na stanowisko dyrektora sportowego?

Murawski: Był bardzo dobrym zawodnikiem, jest inteligentny, zna języki, ma kontakty, posiada dużą wiedzę o piłce. Wydaje się więc, że ma wszelkie dane, aby być dobrym dyrektorem sportowym. Dziwię się, że Andrzej nie został wykorzystany w Lechu, z którym był przecież związany przez wiele lat. Nie chcę wchodzić w szczegóły, dlaczego tak się stało, skorzystała na tym Lechia i myślę, że to był bardzo dobry ruch. Ale tu też trzeba się uzbroić w cierpliwość. Andrzej jest w piłce od lat, jednak takiej funkcji jeszcze nie pełnił. Na pewno potrzebuje trochę czasu, żeby wejść w nową rolę.

Grembocki: Andrzeja pamiętam jeszcze z boiska, to wspaniały, bardzo inteligentny człowiek. Bardzo się cieszę, że został zatrudniony w Lechii, to prawdziwy strzał w "10". Trzeba jednak pamiętać, że tak naprawdę uzależniony jest od nowych właścicieli, od tego, jakie środki przekażą oni na funkcjonowanie zespołu.

Borczuch: Biorąc pod uwagę, jak mało wiemy o nowych właścicielach Lechii, osoba Andrzeja Juskowiaka jest dla mnie taką polisą na przyszłość. Sygnałem, że w tej całej otoczce tajemniczości, rzeczywiście jest plan, aby powstał w Gdańsku poważny zespół. Bo Juskowiak to człowiek godny zaufania, obyty w świecie, który jeśli się w coś angażuje, robi to na maksa.

Wojciechowski: Dawno nie było w Lechii człowieka, który ma za sobą tak udaną karierę i który tak dobrze grał kiedyś w piłkę. To człowiek z szerokimi kontaktami i na dodatek naprawdę znający się na piłce. Myślę, że to bardzo dobry wybór.

Marciński: Marketingowo i medialnie to na pewno dobry ruch - znana twarz jednoznacznie kojarząca się z sukcesami sportowymi. Czy przełoży się to także na osiągnięcia w dziedzinie zarządzania drużyną? Jak do tej pory byli piłkarze radzili sobie z tym średnio - w tej roli nieszczególnie wiodło się i Grzegorzowi Mielcarskiemu i Mirosławowi Trzeciakowi czy Markowi Jóźwiakowi. Juskowiak ma więc szansę przełamać ten schemat i pokazać, że był nie tylko świetnym piłkarzem, ale potrafi się odnaleźć także w roli dyrektora sportowego. Na pewno ma ku temu wszelkie potrzebne narzędzia - szerokie kontakty, znajomość języków i rozpoznawalne w kraju i za granicą nazwisko. A czy ma dryg do załatwiania transferów? To się wkrótce okaże.

5. Czy trener Michał Probierz wytrzyma presję, jaka na nim teraz ciąży i czy zespół pod jego wodzą grać będzie na miarę oczekiwań?

Murawski: Trener przede wszystkim musi czuć wsparcie właścicieli, jeśli tego nie ma, ciężko o komfort pracy. Uważam, że Michał to zdolny szkoleniowiec, oddany swojej pracy. Jednak na wiosnę oczekuję, że Lechia wykona krok do przodu pod względem jakości gry. Żeby nauczyła się grać w roli faworyta, żeby potrafiła zepchnąć rywala do obrony, żeby próbowała sama kreować grę, żeby budowała akcje od tyłu. Lechii łatwiej gra się na wyjeździe, w meczach, w których nie musi atakować. Gorzej, gdy taką taktykę przyjmie rywal, a tak robi większość zespołów przyjeżdżających na PGE Arenę. Wówczas Lechia ma problem i dlatego stadion w Gdańsku ciężko nazwać twierdzą.

Grembocki: A czemu miałby sobie nie poradzić, przecież z tego, co słyszałem przed sezonem, zespół miał grać o puchary. Potem słyszę, że niełatwo o dobre wyniki, bo trener ogrywa młodzież. To może teraz zacznie ogrywać 16-latków? Przecież ten zespół w pewnym momencie był liderem tabeli, mówiło się o nowej sile w polskiej lidze, a zaraz się okaże, że sukcesem będzie utrzymanie. Niech Lechia awansuje do "8" i wówczas okaże się, na co naprawdę stać ten zespół.

Borczuch: O trenerze Probierzu można powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to, że wystraszy się presji. Tym bardziej, że nikt nie wymaga od niego, żeby Lechia od razu walczyła o mistrza. Bardziej tego, żeby zespół pod jego wodzą grał troszkę odważniej, starał się kreować grę, miał z niej radość. To wciąż młody rozwijający się trener i wydaje mi się dobrze pasujący do koncepcji "nowej" Lechii. Nowi właściciele absolutnie nie powinni zatem rozglądać się za nowym szkoleniowcem.

Wojciechowski: Trener Probierz mimo młodego wieku ma już spore doświadczenie, ponadto to naprawdę twardy charakter. Myślę, że sobie poradzi.

Marciński: Z zewnątrz trener Probierz sprawia wrażenie twardziela, któremu żadna presja nie jest straszna. Ale w ostatnich latach to raczej on był tym, który w gorących momentach zwijał żagle i ruszał do innego portu - tak było chociażby w Wiśle Kraków czy GKS Bełchatów. W Gdańsku cieszy się jednak dużym zaufaniem, także ze strony kibiców, a i piłkarze deklarują wobec niego pełną lojalność. Dla trenera gdańszczan runda wiosenna to będzie prawdziwy - nomen omen - "probierz" jego trenerskiego warsztatu - dostał do drużyny piłkarzy takich jakich chciał i teraz tylko od niego zależy, jak poukłada te klocki. A na pewno potrafi to robić, o czym przekonał początek tego sezonu, kiedy Lechia pod względem taktycznym grała bez zarzutu. Myślę, że przynajmniej do końca tego sezonu Probierz powinien zachować swoje stanowisko.