Sport.pl

Przemysław Frankowski: Wisła była do ugryzienia

Lechia Gdańsk po brzydkim meczu z Wisłą Kraków na PGE Arenie tylko zremisowała. Choć ?biała gwiazda? jest wiceliderem T-Mobile Ekstraklasy, piłkarze z Trójmiasta czują spory niedosyt. - Niby remis z wiceliderem nie jest najgorszy, ale naszym celem jest pierwsza ósemka i każda strata punktu nam nie pomaga - mówi Przemysław Frankowski.


Biało-zieloni nie zdołali wygrać u siebie z Wisłą (licznik bije już od 29 lat), mimo że piłkarze z Krakowa nic szczególnego na PGE Arenie nie pokazali (relacja z meczu TUTAJ). Zawodnicy Lechii także nie mogą być zadowoleni z wyniku, bo po analizie spotkania można przyznać, że gospodarze w tym meczu stracili punkty.

- Wisła zdecydowanie była do ugryzienia tego dnia. Gdybyśmy wykorzystali świetne sytuacje, które mieliśmy, spokojnie moglibyśmy cieszyć się ze zwycięstwa. Może będę nudny, ale murawa z pewnością nie pomagała w grze. Wszyscy mieli takie same warunki, oba zespoły próbowały grać, ale płyta męczyła i powodowała, że nie można było być pewnym żadnego, nawet najprostszego zagrania. Przez to był to mecz walki z przeciwnikiem i o utrzymanie piłki przy nodze. Uważam, że my tą walkę pokazaliśmy, szkoda jednak, że wywalczyliśmy tylko punkt - mówi trojmiasto.sport.pl Frankowski. - Niby remis z wiceliderem nie jest najgorszy, ale naszym celem jest pierwsza ósemka i każda strata punktu utrudnia nam zrealizowanie założeń. W kolejnych będziemy musieli koniecznie wygrywać.

W pierwszej połowie gra obu zespołów była wręcz tragiczna, a o tym fragmencie spotkania powinno się jak najszybciej zapomnieć. Po meczu fala krytyki przetoczyła się nad przygotowaniem murawy, która tego dnia nie pasowała do pięknego stadionu PGE Arena.

- Mieliśmy dobre i złe momenty. Nie można wszystkiego zrzucać na boisko, bo to tylko marne alibi. Próbowaliśmy rozgrywać wyuczone akcje, ale okazało się, że jedynym możliwym rozwiązaniem na tej płycie było zagrywanie długich piłek. Takie podania miały dać nam zwycięstwo, ale uzyskaliśmy tylko remis. Szkoda - żałuje skrzydłowy Lechii.

W meczu po raz pierwszy w oficjalnym meczu Lechii wystąpił nowy nabytek z Bośni i Hercegowiny Stojan Vrancjes (więcej o piłkarzu TUTAJ, rozmowa z zawodnikiem po meczu TUTAJ).

- Pytałem się Vranjesa, jak się czuje po debiucie w naszym zespole i na PGE Arenie. Przyznał, że umiera - śmieje się Frankowski. - Był zdziwiony takimi trudnymi warunkami, ale widać, że jest zaangażowany w odnoszenie sukcesów. Na jego pozycji płyta była podwójnie uciążliwa. Jego zadaniem jest rozgrywanie piłek, ale wpierw musi ją przyjąć. Było to jednak niezwykle trudne, bo futbolówka często zaskakiwała. Tak samo, gdy graliśmy długie piłki, on często był pomijany. Musieliśmy się jednak dostosować do warunków. Vranjes z pewnością będzie po meczu czuł to spotkanie w nogach - kończy młody piłkarz Lechii.

Obserwuj autora na twitterze - @ka_suchecki

Zgadzasz się z Przemkiem Frankowskim? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »


Więcej o: