Paweł Dawidowicz: Pucharowej drabinki na razie nie analizuję, najpierw trzeba wyeliminować Jagiellonię

W środę piłkarze Lechii Gdańsk zmierzą się w Białymstoku z Jagiellonią w meczu 1/4 finału Pucharu Polski. - Ja traktuję to starcie jako kolejny ligowy mecz, mogę nawet z przymrużeniem oka powiedzieć, że jedziemy tam po trzy punkty - mówi pomocnik Lechii Paweł Dawidowicz. Początek spotkania o godz. 18.30, transmisja w Orange Sport.


Dawidowicz to, podobnie jak w rundzie jesiennej, jedyny pewniak trenera Michał Probierza na pozycji środkowego pomocnika. Wiosną obok niego grali już Wojciech Zyska, Marcin Pietrowski oraz Stojan Vranjes. Sam Dawidowicz nie jest w tym roku w tak wysokiej formie jak jesienią, ale on sam ma na tę sprawę trochę inne spojrzenie.

- Wiadomo, że gdybyśmy wygrywali, to wszyscy dookoła mówiliby, jak to super wyglądamy, teraz przytrafiły nam się słabsze mecze i od razu podnoszą się głosy, że jesteśmy w gorszej formie - tłumaczy Dawidowicz w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Myślę, że pierwsze pół godziny ostatniego meczu z Koroną było w naszym wykonaniu bardzo dobre, potem coś się zacięło. Gra straciła na płynności, toczyła się od stałego fragmentu do stałego fragmentu, w rytmie parę podań i faul, parę podań i faul. Taka angielska "przebijanka". Do tego straciliśmy gola po strzale, jaki rzadko zdarza się w polskiej lidze - podkreśla pomocnik Lechii.

W meczu z Jagiellonią biało-zieloni muszą zagrać lepiej niż w drugiej połowie meczu z Koroną. Tym bardziej że Puchar Polski to jeden z priorytetów Lechii w tym sezonie.

- Ja traktuję to starcie jako kolejny ligowy mecz, mogę nawet z przymrużeniem oka powiedzieć, że jedziemy tam po trzy punkty. Na razie nie analizuję też pucharowej drabinki, z kim ewentualnie możemy się spotkać w półfinale czy finale, najpierw trzeba wyeliminować Jagiellonię - podsumowuje 18-letni Dawidowicz, który w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach rozegrał 22 mecze. Więcej ma tylko czterech zawodników: Piotr Grzelczak (25) oraz Sebastian Madera, Deleu i Przemysław Frankowski (po 24).

Czy Dawidowicz powinien cały czas grac w pierwszym składzie? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »