Maciej Makuszewski: W końcówce złapałem trochę luzu, fajna asysta dodaje pewności siebie

Maciej Makuszewski w meczu z Widzewem Łódź długimi minutami spisywał się bardzo przeciętnie, ale był w swoich poczynaniach konkretny. Miał bardzo duży udział w obu golach dla Lechii, a w końcówce rozkręcił się na dobre.


Mecz zakończył się jednak dla niego pechowo, gdyż z powodu kontuzji musiał zejść z boiska. - Trafiłem nogą w stopę rywala, we wkręty i mam mocno stłuczoną kość. Ale to nic groźnego, do następnego meczu z Lechem wszystko powinno być OK - podkreśla pomocnik wypożyczony z Tereka Grozny.

Makuszewski w pierwszej połowie zaliczył asystę drugiego stopnia przy golu Vranjesa, przy drugiej bramce Bośniaka już sam popisał się kluczowym podaniem.

- W tej sytuacji długo czekałem, żeby znaleźć miejsce między obrońcami Widzewa, kiedy w końcu podałem, od razu spojrzałem na sędziego liniowego, czy nie ma spalonego. Na szczęście chorągiewka nie poszła w górę, a Stojan spokojnie wykończył akcję. Po tej sytuacji złapałem trochę luzu w grze, każde kluczowe podanie, każda fajna asysta dodaje pewności siebie i ze mną też tak było. Cieszę się z mojego pierwszego zwycięstwa na PGE Arenie i z tego, że przerwaliśmy tą minipassę bez zwycięstwa [trzy mecze]. Szkoda tylko, że w drugiej połowie dołożyliśmy tylko jednego gola, bo okazji było sporo. Nowa murawa jest trochę lepsza niż poprzednia i to też na pewno nam pomogło - podkreśla Makuszewski, który dodaje, że Widzew był wymagającym rywalem.

- Tabela nie mówi wszystkiego, ostatnio odebrali punkty Lechowi, więc byliśmy ostrożni i uczuleni na to, że Widzew gra do końca. Przez pierwsze 20 minut próbowali narzucić swoje warunki, potem to my doszliśmy do głosu, a w drugiej połowie mieliśmy już pełną kontrolę nad spotkaniem - podsumował skrzydłowy Lechii.

Czy Makuszewski powinien zostać w Lechii na kolejne sezony? Podyskutuj na Facebooku Trojmiasto.Sport.pl! »