Świetne widowisko w Gdańsku. Lechia wygrała z Zagłębiem i wciąż jest w grze o pierwszą "8"

Świetne widowisko zafundowali kibicom na PGE Arenie piłkarze Lechii i Zagłębia. Po bardzo szybkim, obfitującym w wiele sytuacji podbramkowych meczu biało-zieloni wygrali 2:1 i wciąż mają szanse na pierwszą "8".


Trener Lechii Ricardo Moniz przed meczem bardzo musiał się głowić nad ustawieniem defensywy. W tygodniu praktycznie nie trenowali bowiem dwaj podstawowi obecnie boczni obrońcy - Christopher Oualembo oraz Nikola Leković. Ten drugi ostatecznie zagrał, natomiast Kongijczyka zastąpił nominalny środkowy pomocnik, choć z przeszłością na prawej obronie, Marcin Pietrowski. Jakby problemów było mało, tuż przed meczem problem zgłosił Sebastian Madera. W jego miejsce na środek obrony przesunięty został defensywny pomocnik Maciej Kostrzewa, w miejsce którego wskoczył z kolei z ławki rezerwowych Paweł Dawidowicz.

Lechia, jak na warunki polskiej ekstraklasy, zaczęła mecz w zawrotnym wręcz tempie. Od pierwszych sekund na bramkę Zagłębia sunął atak za atakiem, a gdy przytrafiła się strata, cały zespół natychmiast ruszał do pressingu. To szybciutko przyniosło efekt. W 3. min piłkę odzyskał Piotr Grzelczak, Piotr Wiśniewski zagrał na skrzydło do Macieja Makuszewskiego, który wrzucił w pole karne. Tam dośrodkowanie głową przedłużył Wiśniewski, a całą akcję - oczywiście strzałem z woleja - zakończył Grzelczak.

Chwilę później po wrzutce bardzo dobrze grającego Pietrowskiego groźnie głową strzelał Patryk Tuszyński. W 11. min powinno być 2:0. Kolejne dośrodkowanie Pietrowskiego - tym razem z rzutu wolnego - idealnie przedłużył głową Tuszyński, a w idealnej sytuacji znalazł się Wiśniewski. Jednak pomocnik Lechii w sytuacji sam na sam fatalnie przestrzelił.

Dwie minuty później fatalny błąd popełnił Dawidowicz, który w niegroźnej sytuacji zagrał głową w stronę swojej bramki, wprost pod nogi Aleksandra Kwieka. Zaskoczony pomocnik Zagłębia zachował zimną krew i spokojnie przerzucił piłkę nad Mateuszem Bąkiem.

Tuż po wznowieniu gry w polu karnym Zagłębia faulowany był Maciej Makuszewski, ale sędzia Paweł Gil nie zareagował. Potem swoje pięć minut miał Stojan Vranjes, który najpierw potężnie uderzył z 25 metrów, a chwilę później po efektownej wymianie piłki z Grzelczakiem kąśliwie uderzył z ostrego kąta. W obu sytuacjach świetnymi interwencjami popisał się Silvio Rodić.

Po bardzo szybkich pierwszych 30 minutach gra nieco się uspokoiła i na boisku nie działo się zbyt wiele ciekawego. Chyba zauważyli to trenerzy obu zespołów, gdyż w przerwie przeprowadzili aż cztery zmiany - po dwie w każdej drużynie.

Druga połowa znów zaczęła się od ataków, tym razem nie tylko w wykonaniu Lechii. Na początek po jednej świetnej interwencji zaliczyli Bąk oraz Rodić (znów strzał Vranjesa z daleka). Za chwilę kapitalną sytuację na zdobycie gola miał Arkadiusz Piech, który po błędzie piłkarzy Lechii w środka pola, od połowy boiska biegł sam naprzeciwko Bąka. Napastnik Zagłębia miał tyle czasu i swobody, że z tego nadmiaru szczęścia chyba... zgłupiał. Strzelił bowiem beznadziejnie, wprost w bramkarza gospodarzy.

Lechia też nie pozostawała dłużna, biało-zieloni od 56. minuty przypuścili błyskawiczny trzy strzałowy szturm. Najpierw obronę Zagłębia dwukrotnie rozmontował duet Grzelczak - Przemysław Frankowski. Ten pierwszy idealnie podawał, drugi bardzo niebezpiecznie uderzał. Pierwszy strzał obronił Rodić, drugi - głową - wylądował na poprzeczce. Kilkadziesiąt sekund później po ładnej indywidualnej akcji mocno uderzał Vranjes, ale piłka po interwencji Rodicia znów odbiła się od poprzeczki! Piłkarze Zagłębia przez te kilka minut czuli się jak na karuzeli, ale szczęśliwie udało im się uniknąć straty gola.

Kiedy wydawało się, że lada moment musi paść bramka, gra znów się uspokoiła, choć oba zespoły cały czas dążyły do zdobycia zwycięskiego gola. Cofnięte Zagłębie groźnie kontrowało, Lechia zmuszona była do ataku pozycyjnego. W ostatnich minutach przewagę zaczęli uzyskiwać goście, ale zabójczą kontrę wyprowadzili biało-zieloni. Środkiem boiska pognał Tuszyński, zagrał do Frankowskiego, który z kolei przekazał piłkę Makuszewskiemu. Skrzydłowy Lechii popisał się fantastycznym strzałem zza pola karnego, przy którym Rodić nie miał żadnych szans.

To nie był jednak koniec emocji. Już w doliczonym czasie gry po podaniu Kwieka sam na sam z Bąkiem znalazł się Dawid Abwo, ale podobnie jak kilkadziesiąt minut wcześniej Piech uderzył fatalnie. Słabo i prosto w bramkarza Lechii. Zwycięstwo gdańszczan, po świetnym meczu, stało się więc faktem.