Sport.pl

Najwyższy czas dać szansę Pawłowi Stolarskiemu [OPINIA]

Od kilku kolejek Lechia Gdańsk ma problem z obsadzeniem prawej strony defensywy. Z powodu kontuzji do gry nie byli bowiem zdolni ani Deleu, ani Christopher Oualembo. Dlaczego zatem nie dać w końcu prawdziwej szansy Pawłowi Stolarskiemu, który od momentu przyjścia do gdańskiej drużyny ani razu nie zagrał w pierwszym zespole 90 minut?


Kłopoty biało-zielonych z defensywą trwają już od dłuższego czasu. W końcówce spotkania z Widzewem Łódź na PGE Arenie urazu doznał Deleu, a po kolejnych dwóch meczach z Lechem Poznań i Piastem Gliwice wykruszył się Oualembo.

Decyzją trenera Ricardo Moniza na prawego obrońcę w trybie awaryjnym przekwalifikowany został Marcin Pietrowski, za którego do środka pola wskoczył Maciej Kostrzewa (Paweł Dawidowicz póki co nie jest faworytem szkoleniowca biało-zielonych). Takie rozwiązanie przyniosło efekt w postaci wygranej z Zagłębiem Lubin, ale już w spotkaniach ze Śląskiem Wrocław i w niedzielę z Ruchem Chorzów gdańszczanie zdobyli tylko punkt. Jak zatem widać, roszady personalne przeprowadzone przez Moniza nie przyniosły spodziewanego efektu. We Wrocławiu lechiści przez cały mecz byli wyraźnie słabsi od Śląska, zaś w Chorzowie zdecydowaną przewagę nad Ruchem uzyskali dopiero w drugiej połowie. Czyli dokładnie wtedy, kiedy Pietrowski powrócił na swoją nominalną pozycję, czyli defensywnego pomocnika, a na boisku pojawił się nominalny prawy obrońca, czyli Stolarski.

18-latek w Chorzowie zagrał całkiem poprawnie. Oczywiście, można się przyczepić, że Stolarski nie miał aż tak wiele pracy, bo rywale częściej pod bramkę Lechii starali się przedostać swoim prawym skrzydłem, że złapał żółtą kartkę (dość dyskusyjną trzeba przyznać), albo że z rzadka podłączał się do akcji ofensywnych. Niemniej jednak jego wejście wcale nie zmniejszyło jakości gry drużyny w obronie. Zagrał tak, by nie narażać zespołu na cień niebezpieczeństwa - starał się odbierać piłkę w dostatecznej odległości od pola karnego, nie gubił krycia i nie bawił się w ryzykowne dryblingi. Czego można chcieć więcej?

Z kolei Pietrowski, przesunięty na pozycję Kostrzewy, mógł wykorzystać swoje umiejętności do przejęcia kontroli nad środkiem boiska - wspólnie ze Stojanem Vranjesem kompletnie nie dali pograć Łukaszowi Surmie i Filipowi Starzyńskiemu.

Dlatego w meczu z Legią Warszawa Stolarski powinien zagrać od początku i to najlepiej przez pełen dystans meczowy. Bo jak do tej pory nie otrzymał poważnej szansy do tego, by pokazać pełnię swoich umiejętności, a mecz z Ruchem pokazał, że nie odstaje nimi od innych piłkarzy biało-zielonych. Ci zaś, po znacznie mniej udanych spotkaniach dostawali kolejne okazji do gry, mimo iż nie zawsze na nie zasługiwali. Dlaczego zatem odmawiać ich Stolarskiemu?

Czy Paweł Stolarski powinien zagrać w pierwszym składzie przeciwko Legii?
Tak
68%
165 głosów
Nie
32%
76 głosów
Więcej o: