Sport.pl

Duet z Tereka rozmontował Pogoń. Lechia wygrała w Szczecinie

Niewiele przemawiało za Lechią Gdańsk przed jej meczem z Pogonią w Szczecinie. A jednak lechiści wbrew przeciwnościom losu ograli portowców 2:0 dzięki bramkom sprowadzonych w zimie piłkarzy Tereka Grozny - Macieja Makuszewskiego i Zaura Sadajewa.


Pierwsze minuty należały do szczecinian, którzy mogli wykorzystać chwiejność grającej w eksperymentalnym składzie defensywy biało-zielonych. Lechia w Szczecinie grała bowiem bez pauzującego za cztery żółte kartki Rafała Janickiego, a także odsuniętego od pierwszego zespołu Sebastiana Madery. Przeciwko Pogoni na środek obrony wyszli Marcin Pietrowski i Krzysztof Bąk i już w pierwszych minutach ten drugi sprokurował groźną sytuację we własnym polu karnym. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego razem z Pawłem Dawidowiczem został wyblokowany przez Marcina Robaka, dzięki czemu piłka trafiła do niepilnowanego Macieja Dąbrowskiego. Ten złożył się efektownie, ale po jego strzale piłka odbiła się od słupka, pleców Mateusza Bąka i wyszła poza boisko. Chwilę później niezdecydowanie Bąka mógł wykorzystać Robak, ale w ostatniej chwili snajpera Pogoni ofiarną interwencją zatrzymał Pietrowski.

Przez długi czas lechiści nie mogli znaleźć odpowiedzi na bardzo dobrze grających w środku pola piłkarzy Pogoni i mieli bardzo duże kłopoty z utrzymaniem się przy piłce na połowie rywali. Aż nadeszła przełomowa dla losów meczu 33. minuta. Po długim podaniu od Piotra Wiśniewskiego piłkę na prawym skrzydle przejął Makuszewski, z łatwością ograł Dąbrowskiego i popędził sprintem w pole karne portowców. I kiedy wszyscy na Stadionie im. Floriana Krygiera podejrzewali, że Makuszewski będzie odgrywał do Sadajewa, skrzydłowy Lechii sprytnym strzałem po ziemi pod ręką Radosława Janukiewicza dał Lechii prowadzenie. To był pierwszy celny strzał Lechii w tym spotkaniu.

Po drugim celnym uderzeniu biało-zielonych było już 2:0. Pięć minut po golu Makuszewskiego biało-zieloni przeprowadzili niemal bliźniaczą akcję. Po wymianie podań między Dawidowiczem a Jarosławem Bieniukiem, który zmienił kontuzjowanego Krzysztofa Bąka, doświadczony stoper długim podaniem uruchomił na skrzydle Makuszewskiego. Ten ponownie ograł Dąbrowskiego, ale tym razem zdecydował się zagrać do Sadajewa. Rosjanin spokojnie "nawinął" Wojciecha Gollę, po czym z jeszcze większym spokojem wpakował piłkę do opuszczonej przez Janukiewicza bramki.

Po dwóch ciosach zaaplikowanych przez Lechię ekipa Dariusza Wdowczyka obudziła się dopiero w drugiej połowie. Już na samym jej początku swoje grzechy mógł odkupić Dąbrowski, ale po jego główce po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłkę z linii bramkowej instynktownie wybił Mateusz Bąk. Ta sytuacja lepiej wpłynęła jednak na piłkarzy Ricardo Moniza, którzy wykorzystując zaangażowanie szczecinian w ofensywie, kąsali ich groźnymi kontrami. Bohaterem drugiej połowy mógł zostać Sadajew. Najpierw w 69. minucie wsadził na karuzelę Adama Frączczaka i po zakręceniu obrońcą Pogoni wyłożył piłkę przed niemal pustą bramkę. Do futbolówki szybciej dobiegł jednak Dąbrowski, który uprzedził Stojana Vranjesa. 10 minut później Rosjanin mógł sam strzelić bramkę, kiedy wygarnął piłkę Golli i ruszył sam na sam na bramkarza Pogoni. Janukiewicz zdołał jednak wybiec przed Sadajewa, który próbował lobować golkipera portowców, ale uczynił to niecelnie.

W kolejnych minutach inicjatywę przejęli szczecinianie, ale defensywa Lechii spisywała się bez zarzutu, w czym duża zasługa tercetu Dawidowicz-Bieniuk-Pietrowski oraz bezbłędnego między słupkami bramki Lechii Mateusza Bąka.

Więcej o: