Marcin Pietrowski: Nie ma co zwalać winy na sędziego. Sami musimy uderzyć się w pierś

Po remisie 2:2 z Wisłą Kraków Lechia Gdańsk straciła szanse na europejskie puchary. - Przez większość spotkania waliliśmy głową w mur. Nie mamy też co zwalać winy na sędziego, tylko sami musimy uderzyć się w pierś - przyznał po spotkaniu pomocnik Lechii Marcin Pietrowski.


- Walczyliśmy do końca, żeby ten mecz wygrać i zbliżyć się do upragnionego trzeciego miejsca w ekstraklasie. Nie mieliśmy jednak sposobu na Wisłę, która mądrze się cofnęła, wychodziła z kontrami i po jednej z nich strzeliła nam bramkę. My z kolei waliliśmy głową w mur, nie potrafiliśmy stworzyć sobie dogodnej sytuacji. Niby kontrolowaliśmy przebieg meczu, ale nic z tego nie wynikało oprócz kilku strzałów z dystansu, uderzeń po rykoszetach i dużej liczby dośrodkowań - podkreślił Pietrowski.

W meczu Lechii z Wisłą nie obyło się bez sędziowskich kontrowersji. Arbiter Szymon Marciniak pod koniec spotkania podyktował dwa rzuty karne, za zagrania ręką Rafała Janickiego i Michała Czekaja. Co do słuszności decyzji sędziego zdania są podzielone.

- Nie ma co zwalać winy na sędziego. To my musimy mocno uderzyć się w pierś i walczyć w Zabrzu o to czwarte miejsce, skoro jest ono w naszym zasięgu - skomentował pomocnik Lechii.

TO CI SAMI PIŁKARZE CO WCZEŚNIEJ? KOGO ODMIENIŁ RICARDO MONIZ?