Ricardo Moniz: To bzdura, nie odszedłem z powodu konfliktu z działaczami Lechii

- Owszem, były dyskusje, na przykład na temat Deleu, ale nie było przeginania. Wszyscy chcieliśmy ciągnąć wózek w jedną stronę. Lechii nigdy nie zapomnę, jestem dumny, że mogłem tu pracować. Choć boli mnie, że nie udało się wywalczyć trzeciego miejsca - mówi Ricardo Moniz, który w środę postanowił zrezygnować z funkcji szkoleniowca biało-zielonych, mimo, że drużyna pod jego wodzą zajęła najlepsze miejsce w ekstraklasie od 56 lat.
Holender swoją decyzję argumentuje względami osobistymi.

- Czasem nie sam człowiek decyduje o swoim życiu, o tym, gdzie jest czy będzie w danym czasie. Nie chcę rozmawiać o prywatnych sprawach, ale są na tyle poważne, że najlepszym wyjściem dla mnie będzie pozostawać bliżej domu - tłumaczy Moniz w rozmowie z "Super Expressem".

Nie brak głosów, że 49-letni szkoleniowiec zachował się nie fair wobec Lechii, którą pozostawił na rzecz TSV 1860 Monachium.

- Gdybym nie musiał, nie wyjeżdżałbym z Polski. Monachium jest o wiele bliżej mojego domu niż Gdańsk. Z Monachium mam do siebie tylko kilka godzin samochodem. W obecnej sytuacji to dla mnie ważne - podkreśla Moniz, który zdecydowanie zaprzecza informacjom jakoby odszedł z powodu konfliktu z działaczami. Mówi się o tym, że nie miał do końca autonomii w prowadzeniu drużyny.

- Bzdura, nie dlatego odszedłem. Owszem, były dyskusje, na przykład na temat Deleu, ale nie było przeginania. Wszyscy chcieliśmy ciągnąć wózek w jedną stronę. Lechii nigdy nie zapomnę, jestem dumny, że mogłem tu pracować. Choć boli mnie, że nie udało się wywalczyć trzeciego miejsca. Z drugiej strony czwarta pozycja jest najlepszą, jaką ten klub zajął w Ekstraklasie od lat - zaznacza Holender.

TRANSFEROWA KARUZELA WOKÓŁ LECHII. ZOBACZ KTO SIĘ NA NIEJ KRĘCI