Marcin Pietrowski: Nie winiłbym Bartka Pawłowskiego, pierwszą połowę zawalił cały zespół

Lechia Gdańsk na inaugurację sezonu zremisowała z Jagiellonią 2:2, choć po 30 minutach przegrywała już 0:2 i niemal przez całą pierwszą połowę spisywała się fatalnie. - Byliśmy na dnie, ale dzięki bramce ?Wiśni? uwierzyliśmy, że mecz nie jest jeszcze przegrany, a po ostrej wymianie zdań w przerwie drugie 45 minut zagraliśmy dużo lepiej - mówił po spotkaniu obrońca biało-zielonych Marcin Pietrowski.


Lechia w pierwszej połowie zagrała wolno, bez pomysłu i bez agresji, co spowodowało, że została kompletnie zdominowana przez zespół Michała Probierza.

- Jagiellonia podchodziła bardzo wysoko i agresywnie pod naszą obronę, od początku zaryzykowała i to jej się opłaciło. Grała przy tym bardzo prosto, ale my nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić - przyznaje Pietrowski w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Gospodarze wrzucali piłkę na naszą połowę, gdzie walczył o nią Patryk Tuszyński. Robił to na tyle skutecznie, że ciężko nam było zebrać drugą piłkę i dlatego Jagiellonia mogła kontynuować akcję już w pobliżu naszego pola karnego. Konsekwencją tego było, że Quintana z Dzalamidze rozegrali kilka kombinacyjnych akcji, no i straciliśmy dwie bramki. Na szczęście w ostatnich sekundach pierwszej połowy udało nam się odbić od dna, na którym byliśmy, gol "Wiśni" [Piotra Wiśniewskiego - red.] dał nam nadzieję, że mecz można odwrócić. W drugiej połowie to my dominowaliśmy, mieliśmy mnóstwo stałych fragmentów, stworzyliśmy sytuacje do zdobycia goli, szkoda tylko, że nie udało nam zdobyć więcej bramek i wygrać meczu - podkreślił obrońca Lechii.

Pietrowski skomentował również decyzję trenera Joaquima Machado o zdjęciu już w pierwszej połowie Bartłomieja Pawłowskiego i uchylił rąbka tajemnicy, co działo się w przerwie w szatni Lechii.

- Czy to miał to być dla nas impuls, aby wreszcie zacząć grać agresywniej i po prostu lepiej? Nie wiem, ja nie doszukiwałbym się winy Bartka w tym, jak prezentowaliśmy się do przerwy, cała drużyna zagrała słabo. W przerwie powiedzieliśmy sobie kilka naprawdę ostrych słów, bo dalej nasza gra tak wyglądać nie mogła. Czy spokojny zazwyczaj trener Machado podniósł głos? Powiem tak: przemówił do nas w ten sposób, że jego uwagi do nas dotarły, przede wszystkim, żebyśmy zagrali bardziej agresywnie. W drugiej połowie było już dużo lepiej, to był taki mały zalążek tego, jak możemy i powinniśmy grać w dalszej części sezonu - podsumował Pietrowski.

WIELKIE WIETRZENIE SZATNI LECHII. ODCHODZI 13 PIŁKARZY!