Sport.pl

Piotr Wiśniewski: Czułem się, jakbym dostał kijem bejsbolowym. Graliśmy strasznie

Jednym z bohaterów Lechii w pierwszym meczu sezonu z Jagiellonią Białystok był Piotr Wiśniewski. To jego gol w końcówce pierwszej połowy natchnął zespół wiarą w odrobienie strat. - Kiedy przegrywaliśmy 0:2, czułem się, jakbym dostał uderzenie kijem bejsbolowym. Graliśmy strasznie - przyznaje ?Wiśnia?


Lechia w pierwszej połowie meczu z Jagiellonią prezentowała się słabiutko, a kiedy przy wyniku 0:2 zaczynał się doliczony czas pierwszej połowy, wydawało się, że losy spotkania są już przesądzone. Wtedy jednak piękną indywidualną akcją popisał się właśnie Wiśniewski, który zdobył kontaktową bramkę i sprawił, że zespół uwierzył w odrobienie strat. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 2:2.

- Patrząc na to, jak prezentowaliśmy się w pierwszej połowie, ten wynik trzeba uszanować. Kiedy przegrywaliśmy 0:2, czułem się tak, jakbym dostał uderzenie kijem bejsbolowym, nasza gra wyglądała strasznie - mówi Wiśniewski. - Szok był tym większy, że po niezłych sparingach, po wysoko wygranym meczu z Panathinaikosem, liczyłem na to, że po ciężkim meczu, ale jednak w Białymstoku wygramy. Stało się inaczej, ale ten remis też trzeba docenić - podkreśla pomocnik Lechii.

Podobnie jak wszyscy jego koledzy z zespołu oraz trenerzy również Wiśniewski zastanawia się, jak to się stało, że pierwsze 45 minut w wykonaniu biało-zielonych było tak beznadziejne.

- Myślę, że chyba chcieliśmy zagrać to spotkanie za bardzo po piłkarsku, bez walki. A w polskiej lidze tak się wygrać meczu nie da. Zresztą to pokazują też mecze naszych zespołów w europejskich pucharach. Teoretycznie jesteśmy lepsi od rywali, ale oni zaangażowaniem, ambicją potrafią zniwelować różnicę w umiejętnościach. To jest też nauczka dla nas. Bez względu na klasę rywala trzeba po prostu wyjść na boisko i zapieprzać. Jak to mówił jeden z naszych poprzednich trenerów Bobo Kaczmarek - kołek w zęby, tempo cztery - tłumaczy piłkarz Lechii.

Sytuacją, która mogła mieć kluczowy wpływ na przebieg meczu, była odważna decyzja trenera Lechii Joaquima Machado. Już w 40. minucie zdjął on z boiska Bartłomieja Pawłowskiego (wszedł za niego Piotr Grzelczak).

- To miał być impuls dla całego zespołu, tak jak powiedział po meczu Bartek, taka swoista terapia szokowa. Dla wszystkich było to spore zaskoczenie, ale trener wytłumaczył nam, że taka sytuacja to coś normalnego. Mówił, że to nie była żadna "wędka", po prostu jeśli komuś nie idzie, ma słabszy dzień, to woli zareagować odpowiednio szybko, z pożytkiem dla zespołu. I to się opłaciło. Prawdę mówiąc, kiedy widzieliśmy, że szykuje się zmiana, chyba każdy z nas z niepokojem spojrzał w kierunku ławki rezerwowych, ja również. Praktycznie nikt nie grał dobrze, więc serce na pewno mocniej zabiło wszystkim. Bo zmiana w pierwszej połowie to naprawdę nic miłego - podkreśla "Wiśnia". I dodaje:

- Dostaliśmy nauczkę. Teraz każdy musi spojrzeć w lustro i wziąć się w garść, bo tak jak mówiłem, w polskiej lidze trzeba zasuwać. Bez tego o zwycięstwach nie ma mowy - zaznacza najstarszy piłkarz Lechii w obecnej kadrze (11 sierpnia skończy 32 lata), który w tym sezonie znalazł się oczywiście w radzie drużyny. W jej skład weszli ponadto Rafał Janicki (kapitan), Mateusz Bąk i Stojan Vranjes (zastępcy kapitana) oraz Ariel Borysiuk.

Dla Wiśniewskiego gol zdobyty z Jagiellonią nie był pierwszym strzelonym na inaugurację ligi. W sezonie 2012/13 wbił on bramkę Polonii Warszawa. Tamte rozgrywki zakończył z sześcioma trafieniami, co jest jego indywidualnym rekordem. Czy myśli o poprawieniu tego wyniku w obecnych rozgrywkach?

- Nie mam pojęcia, nie myślę o tym. Podobnie jak o tym, które miejsce zajmuję w klasyfikacji najlepszych strzelców wszech czasów Lechii w ekstraklasie [z 22 bramkami jest 6., prowadzi Bogdan Adamczyk - 36 goli]. Może zajrzę do niej jak już przestanę grać. Póki co cieszę, że zacząłem sezon jako podstawowy piłkarz i mam nadzieję, że jeszcze w paru meczach wystąpię. W końcu o miejsce w składzie walczy dwudziestu kilku piłkarzy i każdy chce grać - przyznaje Wiśniewski.

W piątek piłkarze Lechii po raz pierwszy w sezonie zaprezentują się swoim kibicom. Na PGE Arenie podejmą Podbeskidzie Bielsko-Biała (początek meczu o godz. 20.30). Z tym zespołem jeszcze nigdy nie udało im się wygrać w ekstraklasie na swoim stadionie (dwie porażki i remis).

- Najwyższy czas to zmienić! Oni też będą zdeterminowani, bo w 1. kolejce przegrali u siebie [z Pogonią Szczecin 2:3]. Na pewno zaczną agresywnie, bo to zespół, który bazuje na walce. Musimy się na to nastawić i być na to przygotowanym - podsumowuje Wiśniewski.

NAJWIĘKSZE SĘDZIOWSKIE POMYŁKI NA NIEKORZYŚĆ LECHII [WIDEO]


Więcej o:
Komentarze (1)
Piotr Wiśniewski: Czułem się, jakbym dostał kijem bejsbolowym. Graliśmy strasznie
Zaloguj się
  • ramzes1987

    Oceniono 20 razy 18

    Nie oczekuję od Was, że będziecie od 1 kolejki wszystkim miażdżyć. Nie oczekuje także, że będziecie majstrem po tym sezonie. Ale skoro nie idzie jak w 1 połowie z Jagą to chcę tylko walki do upadłego!!! Pressingu na rywalu aby to on się Was bał a nie Wy jego. Zgranie przyjdzie z czasem. Nie raz będziemy (my kibice jak i Wy piłkarze) cieszyć się ze zwycięstwa i nie raz będziemy smutni po porażce. Ale przegrana ma być w ładnym stylu a nie człapanie po boisku i liczenie na to, że się uda.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX