Lechia wygrywa z Podbeskidziem, ale ledwo, ledwo...

Piłkarze Lechii Gdańsk wymęczyli zwycięstwo z Podbeskidziem Bielsko-Biała, ale styl gry znów pozostawił bardzo wiele do życzenia. Biało-zieloni po kuriozalnym golu Macieja Makuszewskiego wygrali 1:0. Więcej bramek już nie strzelili, choć od 38. min grali z przewagą jednego zawodnika. Mało tego, w końcówce rozpaczliwie bronili się przed atakami gości.


Przed meczem gdański klub oficjalnie pożegnał Jarosława Bieniuka, który po sezonie 2013/14 zakończył karierę. Wychowanek Ogniwa Sopot seniorską karierę zaczynał w Lechii i w niej ją zakończył. W sumie w ekstraklasie rozegrał 237 meczów (z czego 49 w zespole biało-zielonych).

Trener Lechii Joaquim Machado wystawił identyczny skład jak w inaugurującym sezon meczu z Jagiellonią Białystok. Wówczas jego zespół zaczął spotkanie wręcz koszmarnie, teraz było inaczej. Inna sprawa, że Podbeskidzie od początku okopało się na własnej połowie i ani myślało zaatakować Lechię tak wysokim pressingiem jak zespół Michała Probierza.

Gospodarze grali dość pomysłowo w ataku, choć w ofensywie praktycznie nie uczestniczył wyjątkowo mizerny na początku sezonu Stojan Vranjes. Na konkrety pod bramką Podbeskidzia trzeba było poczekać do 12. min. Z lewego skrzydła ładnie dośrodkował bardzo aktywny od początku Bartłomiej Pawłowski, Maciej Makuszewski mógł strzelać, ale odegrał do Zaura Sadajewa, a ten z bliska strzelił minimalnie obok słupka. Chwilę później w roli głównej znów wystąpili skrzydłowi Lechii. Makuszewski z łatwością obiegł Bartłomieja Koniecznego i wycofał piłkę do Pawłowskiego, który jednak w nią nie trafił. Blondwłosy zawodnik Lechii jeszcze lepszą sytuację miał w 18. min. Sadajew w swoim stylu poczarował na skrzydle, zbiegł do środka i idealnie zagrał do Pawłowskiego. Ten położył Richarda Zajaca, ale bramkarz Podbeskidzia końcami palców musnął piłkę i wybił ją w bok.

Goście atakowali bardzo rzadko, ale też mieli swoją sytuację do zdobycia gola. W 23. min Sylwester Patejuk ograł Rafała Janickiego, jednak w sytuacji sam na sam nie dał rady Dariuszowi Treli. W odpowiedzi po wrzutce Nikoli Lekovicia wręcz komicznie "obcięło" się dwóch obrońców gości, ale Makuszewski strzelił wprost w Zajaca.

Ta sama para wystąpiła w roli głównej w 29. min. I znów mieliśmy scenę rodem z niezłej slapstickowej komedii. Bramkarz Podbeskidzia po podaniu od własnego obrońcy tak długo zwlekał z wybiciem piłki, że kiedy już ją kopnął, trafił wprost w twarz nadbiegającego Makuszewskiego. Odbicie było na tyle szczęśliwe dla pomocnika Lechii, że piłka za chwilę wturlała się do bramki obok załamanego Zajaca. Przedziwny gol, ale prowadzenie Lechii jak najbardziej zasłużone.

W 36. min powinno być 2:0 dla gospodarzy, jednak Piotr Wiśniewski po ośmieszeniu Koniecznego w sytuacji sam na sam nie trafił w bramkę. Za chwilę ten sam Wiśniewski został ostro sfaulowany wyprostowaną nogą przez Marka Sokołowskiego, a sędzia Paweł Gil pokazał pomocnikowi Podbeskidzia czerwoną kartkę. W końcówce pierwszej połowy gola mógł jeszcze strzelić Tiago Valente, ale po dośrodkowaniu Wiśniewskiego z rzutu rożnego i uderzeniu głową Portugalczyka piłka zatrzymała się na poprzeczce.

Po przerwie gospodarze wyszli na boisko dopiero w... 53. minucie. Przez pierwsze osiem minut piłkarze Lechii wyglądali bowiem, jakby nie zorientowali się, że sędzia Gil już gwizdnął na rozpoczęcie drugiej połowy. Podbeskidzie niemal cały czas przebywało w polu karnym rywala, ale groźnej sytuacji stworzyć nie potrafiło. Z letargu wyrwał biało-zielonych dopiero stały fragment gry. Wiśniewski świetnie dośrodkował z rzutu wolnego, a Vranjes, główkując z dwóch metrów, trafił wprost w Zajaca.

W 56. minucie miała miejsce bardzo kontrowersyjna sytuacja. Ariel Borysiuk zdobył gola ładnym strzałem zza pola karnego, ale sędzia uznał, że będący na spalonym i równocześnie na linii strzału Vranjes na tyle absorbował Zajaca, że przeszkodził mu w skutecznej interwencji.

Lechia wciąż jednak nie mogła postawić kropki nad "i", grała nieprzekonująco. Nie potrafiła zdobyć drugiej bramki, która przesądziłaby sprawę, mało tego, to Podbeskidzie mogło, a nawet powinno wyrównać. Dwie świetne sytuacje zaprzepaścił bowiem rezerwowy Adam Pazio, który jeszcze w poprzednim sezonie był piłkarzem biało-zielonych. W 69. min wyprzedził on ociężałego Valente i znalazł się sam przed Trelą, ale ten znów był górą. W 81. min Trela przy strzale Pazio nie miał już nic do powiedzenia, jednak na szczęście dla niego i całego zespołu Lechii piłka trafiła w słupek.

W ostatnich minutach gospodarze starali się podwyższyć prowadzenie, trener Machado robił zmiany (Daniel Łukasik za Vranjesa, Adam Buksa za Sadajewa), ale efektów nie było. Lechia na własne życzenie doprowadziła do dramatycznej końcówki, w której Podbeskidzie przy odrobinie szczęścia mogło wyrównać. Ostatecznie jednak wynik do końca nie uległ już zmianie.

WIELKA KONKURENCJA W LECHII. CO NAJMNIEJ 2 ZAWODNIKÓW NA KAŻDĄ POZYCJĘ