Marcin Pietrowski: I bez pomocy Richarda Zajaca strzelilibyśmy gola Podbeskidziu

- W meczu z Podbeskidziem widać było, jak bardzo chcieliśmy wygrać i zdobyć bramkę, dlatego myślę, że i bez pomocy Richarda Zajaca udałoby nam się strzelić gola bielszczanom - przyznał po wygranej 1:0 nad ?Góralami? obrońca Lechii Marcin Pietrowski.


Lechia w meczu z Podbeskidziem była zdecydowanym faworytem i w pierwszej połowie z tej roli umiała się wywiązać. Ale tylko połowicznie, bo choć gdańszczanie stworzyli sobie wiele okazji do zdobycia bramki, to strzelili ją dopiero po koszmarnym błędzie Zajaca, który nabił piłką Macieja Makuszewskiego.

- W pierwszej połowie było widać, jak bardzo chcieliśmy wygrać i strzelić bramkę, dlatego myślę, że i bez pomocy bramkarza Podbeskidzia udałoby nam się ją w końcu strzelić - przyznał Pietrowski.

W drugiej połowie, choć Lechia grała z przewagą zawodnika po czerwonej kartce dla Marka Sokołowskiego, nie umiała powiększyć swojej przewagi.

- Musimy nad tym pracować, byśmy umieli w takich sytuacjach dobić przeciwnika, strzelając mu drugą, a potem trzecią i czwartą bramkę. W drugiej połowie były tylko symptomy takiej gry, ale rozgrywaliśmy piłkę zbyt wolno i Podbeskidzie groźnie nas kontrowało i mogło strzelić nam dwa gole. Myślę również, że gdzieś podświadomie uwierzyliśmy, że w drugiej części spotkania będzie nam już łatwiej. A wcale tak nie było, bo w końcówce musieliśmy bronić się bardzo głęboko - przekonywał obrońca biało-zielonych.

W drugiej połowie wyraźnie zauważalny był brak Pietrowskiego w akcjach ofensywnych. Większość ataków lechiści przeprowadzali lewym skrzydłem.

- O tym decyduje tzw. kierownica, czyli chłopacy ze środka pola. Niemniej jednak mieliśmy trochę pretensji, że większość akcji ofensywnych szła lewą stroną boiska, a my na prawej z Maćkiem Makuszewskim nie mieliśmy nic do roboty.

NOWE STROJE, NOWE NADZIEJE. PRZEDSEZONOWA PREZENTACJA LECHII NA ZDJĘCIACH