Czesław Michniewicz: Lechia musi "skostnieć"

- Teraz w Lechii wszyscy grają samolubnie, a gdyby w kilku sytuacjach oddawali piłkę, drużyna z Bielska nie miałaby najmniejszych szans. Zespół musi "skostnieć" i złapać wspólny język - twierdzi w rozmowie z trojmiasto.sport.pl trener Czesław Michniewicz.


Kacper Suchecki: Dwie kolejki za nami. Lechia zasłużyła na plusa czy raczej minusa?

Czesław Michniewicz: Póki co jest to ocena zrównoważona. Od początku mówiłem, że przy takim projekcie potrzeba czasu. Ilość zmian jest olbrzymia. Przyszło wielu piłkarzy i na początku każdy chce się pokazać, aby udowodnić, że słusznie wydano na niego takie pieniądze. Drużyna musi "skostnieć" i złapać wspólny język. Te dwa mecze Lechii mogły się zupełnie inaczej potoczyć. Z Podbeskidziem mogli nawet przegrać. Nie dziwi mnie to. Teraz wszyscy grają samolubnie, a gdyby w kilku sytuacjach oddawali piłkę, drużyna z Bielska nie miałaby najmniejszych szans. Lechia sprowadziła wielu dobrych piłkarzy i każdy z nich chce za wszelką cenę szybko udowodnić swoją wartość i stąd niedostrzeganie kolegów. Powtórzę, że póki co potrzeba czasu.

W kuluarach słyszy się narzekania piłkarzy na Joaquima Machado. Mówi się, że nie jest to trener z krwi i kości.

- Nie znam tego szkoleniowca tak dobrze, jak chociażby Ricardo Moniza, którego miałem okazję oglądać w czasie jego pracy w Tottenhamie. Nie widziałem treningów prowadzonych przez Machado, więc ciężko ocenić jego pracę. Jest to nowy trener, warto dać mu rok czasu na popracowanie i pokazanie swoich umiejętności. Wtedy zobaczymy i wystawimy odpowiednią notę. W dotychczasowych meczach Lechii odpowiednio reagował na sytuacje boiskowe. A co do narzekań piłkarzy, to akurat oni bardzo szybko potrafią wyczuć danego szkoleniowca, jednak póki co muszą zająć się swoją grą i pracą na boiskach, bo o losie trenera decydują jego szefowie.

Adam Buksa przychodzi jako wielki talent, ale w debiucie w barwach Lechii z Podbeskidziem nie zachwycił. Póki co przypomina Adama Dudę, a to chyba komplement nie jest.

- Miałem okazję oglądać jego występy w meczach reprezentacji Polski U-18 z Finlandią. Młody, szybki, z łatwością biegania. Przypomina mi nawet Stefana Kiesslinga. Jednak w pierwszym meczu nie pokazał się tak dobrze, ale uważam, że jest to wielki talent i Lechia wykonała świetny ruch, zatrudniając go u siebie. Teraz jednak jego problemy są takie same jak całego zespołu. Jeszcze nie są zgrani, ale jak odpalą, to będą mieli z nich w Gdańsku pożytek.

Choć w meczu z Podbeskidziem Dariusz Trela wypadł dużo lepiej niż w poprzednich meczach, to wciąż jego brak pewności niepokoi. Trybuny drżą przy każdej jego interwencji.

- Jest mocno elektryczny. Widoczny jest także brak pewności. Nie jest to ten sam Trela, którego pamiętamy z Piasta. Tam rządził w bramce i kierował defensywą gliwickiego zespołu. Jest wciąż zestresowany i często najłatwiejsze interwencje powodują u niego problemy. Czuję, że w Lechii może być podobna sytuacja co w Lechu. Do Poznania raz po raz przychodzą świetni bramkarze, a ostatecznie i tak broni "Kotor" [Krzysztof Kotorowski - red.]. Tutaj widzę w tej roli Mateusza Bąka, który z Lechią przeszedł trudną drogę, grając nawet w A klasie. Zna reakcje kibiców, przeżył gwizdy, wyzwiska, ale i chwile chwały. Trela musi złapać pewność, bo jest naprawdę dobrym bramkarzem. Może uda się już w piątek w meczu z Piastem, z którego przeszedł właśnie do Lechii.