Sport.pl

Piotr Wiśniewski gotowy do gry. Czy mecz z Wisłą zacznie w pierwszym składzie?

Piotr Wiśniewski świetnie zaczął nowy sezon, ale w ostatnim meczu z Lechem Poznań nie wystąpił z powodu kontuzji. Na niedzielne spotkanie z Wisłą Kraków jest już gotowy do gry, pytanie tylko czy wystąpi od 1. minuty. Tym bardziej, że na jego pozycji dobrze spisał się Stojan Vranjes.


Wiśniewski w pierwszych trzech meczach zdobył trzy bramki i na początku sezonu był obok Ariela Borysiuka najbardziej chwalonym piłkarzem Lechii. W spotkaniu z Lechem zabrakło go w składzie, a na pozycji ofensywnego pomocnika bardzo dobrze wypadł Vranjes. W czwartek Wiśniewski po raz pierwszy trenował z całym zespołem i może wystąpić w niedzielnym meczu w Krakowie (początek o godz. 18). Ale czy zagra od początku?

- Ja jestem gotowy do gry od 1. minuty, nic mnie boli i czuję się dobrze. Co prawda dopiero w czwartek po raz pierwszy trenowałem z całym zespołem, ale te kilka dni wystarczy, żeby wrócić do pełnej dyspozycji. Jednak czy zagram z Wisłą i ewentualnie na jakiej pozycji, tego nie wiem - podkreśla piłkarz w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

Po zawieszeniu za czerwoną kartkę Zaura Sadajewa (nie wystąpi w dwóch najbliższych meczach), pojawił się problem kto zagra jako środkowy napastnik. Wiśniewski przez wiele lat grał na szpicy, m.in. w jedynym wygranym przez Lechię meczu z Wisłą od momentu powrotu do ekstraklasy (na trzynaście spotkań!). To był mecz w Krakowie w sezonie 2011/12, a biało-zieloni wygrali 1:0 właśnie po golu "Wiśni".

- Kiedyś często grałem jako wysunięty napastnik, tamten mecz też dobrze pamiętam. Strzeliłem gola po podaniu Lukjanovsa. Oczywiście mogę zagrać na tej pozycji, chociaż ostatnio mocno przestawiłem się na "10", lubię wychodzić po piłkę w głąb pola, lubię włączyć się do rozgrywania. Człowiek ma już pewne nawyki, ćwiczy w określony sposób na treningach i potem w trakcie meczu nie jest łatwo się przestawić. Ale moglibyśmy np. ze Stojanem grać na zmianę takiego "fałszywego" napastnika, zobaczymy jaki wariant zastosuje trener - zaznacza Wiśniewski.

Według niego Lechia zagrała z Lechem świetną pierwszą połowę.

- Niestety po czerwonej kartce wszystko się posypało, Lech wpuścił zawodnika, który jest wysoki [Łukasz Teodorczyk] i potrafi wykorzystać dośrodkowania, a my trochę przyspaliśmy przy tych dwóch bramkach. Szkoda bo ten mecz można było jeśli nie wygrać, to chociaż zremisować - mówi piłkarz Lechii.

Wspomnianą czerwoną kartkę zobaczył za bezsensowny faul Zaur Sadajew, który nie po raz pierwszy osłabił drużynę w ważnym momencie. W konsekwencji Rosjanin został przeniesiony do zespołu rezerw i ukarany finansowo. Ale czy tego piłkarza da się jeszcze zreformować?

- Rozmawialiśmy dużo na ten temat w zespole. Już w meczu z Podbeskidziem, gdybym go nie odciągnął od sędziego, mógł wylecieć z boiska [Sadajew odepchnął wówczas Wiśniewskiego, za co po raz pierwszy został ukarany przez klub finansowo] - podkreśla Wiśniewski. - On musi sam wiedzieć, czy chce tutaj grać i pomagać nam na boisku czy nie. Bo tak dalej być nie może. Zanosiło się na tę czerwoną kartkę od dłuższego czasu, szkoda, że stało się to w takim meczu, kiedy na PGE Arenę przyszło tak dużo ludzi. Chcieliśmy wygrać, żeby zatrzymać ich na trybunach na dłużej, mam nadzieję, że mimo porażki jednak się nie zrazili. Zaur jest dosyć narwanym chłopakiem, ale musi jak najszybciej pójść po rozum do głowy i zastanowić się czy chce grać w Lechii czy chce wrócić do Czeczeni. Wszystko zależy od niego - uważa Wiśniewski.

Przed meczem w Krakowie pomocnik Lechii jest dobrej myśli. - Prawdziwą drużynę poznaje się nie po tym jak zachowuje się po zwycięstwie, tylko jak reaguje na porażkę. Wisła to idealny rywal na przełamanie. To dobry zespół, co pokazał chociażby w meczu z Lechem [wygrana w Poznaniu 3:2]. Ma wiele indywidualności, doświadczonych zawodników, na dodatek nam z Wisłą w lidze wyjątkowo nie szło. Ale musimy się podnieść po porażce z Lechem, żeby nie stracić kontaktu z czołówką - podsumowuje Wiśniewski.

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO


Więcej o: