Friesenbichler i Colak w Lechii jak Podolski i Klose w reprezentacji Niemiec?

- Dlaczego tak dobrze gra mi się z Antonio? Pewnie dlatego, że poza boiskiem jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, a na boisku możemy mówić po niemiecku - mówi napastnik Lechii Gdańsk Kevin Friesenbichler. Czy Austriak i Chorwat stworzą w Lechii atak jak swego czasu Miroslav Klose i Lukas Podolski w reprezentacji Niemiec?


Friesenbichler to młodzieżowy reprezentant Austrii, który do Lechii trafił pod koniec letniego okienka transferowego. Wcześniej grał w młodzieżowych drużynach Bayernu Monachium i w rezerwach tego klubu, skąd trafił do Benfiki Lizbona. Tam nie dostał jednak szans na grę i został wypożyczony do Lechii. Czy dla 20-latka przyjście do klubu polskiej ekstraklasy nie jest krokiem w tył w jego karierze?

- Na papierze może to tak wyglądać, ale ja tak tego nie odbieram - mówi Friesenbichler w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Powiedziałbym nawet, że to dla mnie krok w przód, bo tak naprawdę to dopiero w Lechii podpisałem swój pierwszy w pełni profesjonalny kontrakt. Uważam, że polska liga jest dobra dla młodych graczy, żeby się tutaj pokazać i potem znaleźć zatrudnienie w lepszych klubach - dodaje napastnik biało-zielonych.

Friesenbichler z przytupem wszedł do polskiej ekstraklasy. W meczu Lechii z Ruchem Chorzów wszedł na boisko w 46. minucie i w krótkim czasie zdążył pokazać, że drzemią w nim spore umiejętności. Dowodem tego był gol, strzelony na 3:3 w 90. minucie, a także spory udział w akcji, która zakończyła się zdobyciem przez Lechię bramki na 2:2 przez Antonio Colaka. Widać zresztą, że obaj nowi napastnicy biało-zielonych na boisku świetnie się rozumieją.

- To dlatego, że poza boiskiem jesteśmy bliskimi przyjaciółmi, spotykamy się często i wychodzimy razem coś zjeść na mieście - wyjaśnia Friesenbichler. Ich współpracę ułatwia też to, że obaj mogą na boisku porozumiewać się po niemiecku (Colak urodził się w niemieckim Ludwigsburgu i oprócz obywatelstwa chorwackiego ma również niemieckie). Czy zatem obaj lechiści stworzą w ataku gdańszczan duet podobny do Miroslava Klose i Lukasa Podolskiego, którzy w meczach reprezentacji Niemiec na boisku mówili do siebie po polsku?

- Zobaczymy, jak to się rozwinie - śmieje się Friesenbichler. - Na pewno jednak fakt, że obaj porozumiewamy się po niemiecku, dużo nam ułatwia. Poza tym obrońcy rywali mają utrudnione zadanie, żeby zrozumieć, jaką akcję właśnie zamierzamy przeprowadzić - dodaje Austriak.

O tym, czy Colakowi i Friesenbichlerowi uda się wyprowadzić w pole obronę przeciwnika, będzie można przekonać się w niedzielę podczas meczu Lechii z GKS Bełchatów.

- Pytanie, czy dostanę w nim szansę gry. Jeśli jednak trener na mnie postawi, to ja jestem gotowy do gry przez 90 minut. W Gniewinie wykonaliśmy sporą pracę na płaszczyźnie kondycyjnej i siłowej i każdy z nas czuje się dużo mocniejszy. To ważne, bo w Polsce przygotowanie fizyczne ma duże znaczenie i ten czynnik może zdecydować o naszej wygranej w Bełchatowie. Poza tym dużo pracowaliśmy nad obroną, więc powinna ona wyglądać dużo lepiej niż w spotkaniu z Ruchem - kończy Friesenbichler.

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO