Koszmar trwa. Lechia przegrywa z Pogonią [RELACJA+ZDJĘCIA]

Trwa fatalna passa piłkarzy Lechii Gdańsk. Po dwóch cudem uratowanych remisach, biało-zieloni w fatalnym stylu przegrali na własnym boisku z Pogonią Szczecin 0:1. Los trenera Joaquima Machado wydaje się więc przesądzony.


Portugalski szkoleniowiec Lechii tym razem nie przeprowadził rewolucji w składzie, bo w porównaniu z poprzednim meczem z GKS Bełchatów dokonał tylko dwóch zmian. Ale jedna z nich była bardzo znacząca. Stojan Vranjes, od kiedy podpisał kontrakt z Lechią, wybiegał w podstawowej "jedenastce" we wszystkich 24 meczach (liga + Puchar Polski), mało tego, tylko dwa razy był zmieniany. Tym razem zaczął mecz na ławce rezerwowych, a po raz pierwszy wspólnie zaczęli spotkanie dwaj byli piłkarze Legii Warszawa - Ariel Borysiuk oraz Daniel Łukasik.

Do pierwszego składu wrócił również Piotr Wiśniewski, i to właśnie on był motorem napędowym większości akcji gospodarzy. Mecz zaczęli oni dość żwawo, początkowo w zespole widać było wreszcie trochę więcej życia oraz agresji. Można to było zauważyć chociażby po reakcji na ostry faul Macieja Dąbrowskiego na Wiśniewskim, po którym do piłkarza Pogoni rzuciło się pół drużyny Lechii.

Biało-zieloni mieli w pierwszych minutach kilka okazji do strzelenia gola, a najlepszą zmarnował Maciej Makuszewski, który ładnie zszedł do środka ze skrzydła (tym razem lewego), jednak zamiast podawać do świetnie ustawionego Kevina Friesenbichlera, zdecydował się na strzał. Słaby i prosto w Radosława Janukiewicza. Swoje szanse miała też Pogoń, która po początkowej drzemce zaczęła grać coraz odważniej i powoli zaczęła przejmować inicjatywę. Świetną okazję zmarnował Rafał Murawski, który po ładnym podaniu Shohei Okuno fatalnie przestrzelił z kilku metrów (całą sytuację sprokurował Antonio Colak, który stracił piłkę na swojej połowie).

Po półgodzinie do głosu znów doszli lechiści, którym brakowało jednak rzeczy bardzo w piłce ważnej - ostatniego podania. W ten sposób dobre akcje zespołu zmarnowali Wiśniewski oraz Marcin Pietrowski. Ten pierwszy mógł się zrehabilitować w 33. min. Po ładnym podaniu Makuszewskiego "Wiśnia" położył na murawie dwóch obrońców Pogoni, ale jego nieco zbyt lekki strzał w długi róg końcami palców na róg wybił Janukiewicz.

Kiedy wydawało się, że to Lechia jest bliżej zdobycia bramki, skuteczny cios wyprowadziła Pogoń. Po szybkiej wymianie podań na prawej stronie, przed Marcinem Robakiem nagle otworzyła się autostrada do bramki Dariusza Treli. Król strzelców poprzedniego sezonu podciągnął w pole karne i z ostrego kąta pokonał bramkarza Lechii. 1:0 dla Pogoni i ten wynik, mimo naporu gospodarzy w końcowych minutach, utrzymał się do końca pierwszej połowy.

Drugą połowę Lechia zaczęła ze sporym animuszem, chcąc jak najszybciej odrobić straty. Dużo ochoty do gry przejawiał Bruno Nazario, który zmienił niewidocznego Friesenbichlera. W 53. min właśnie po podaniu Brazylijczyka w dobrej sytuacji znalazł się Colak, ale napastnik Lechii strzelił wysoko nad poprzeczką. Chwilę później Chorwat znów mógł zdobyć gola, jednak po płaskim dośrodkowaniu Makuszewskiego nie trafił czysto w piłkę.

Pogoń cofnęła się dość głęboko pod swoją bramkę, rzadko kontrowała (chociaż po jednym z szybkich ataków dobrą szansę miał Dominik Kun), ale Lechia jakoś nie potrafiła przycisnąć gości do muru. Atakowała w jednostajnym tempie, jej akcje były do bólu przewidywalne, dominował chaos. Dopiero w ostatnich 20 minutach pod bramką Janukiewicza kilka razy zrobiło się naprawdę gorąco. Groźny, choć wciąż nieskuteczny był Colak. W 73. min jego strzał głową efektownie obronił Janukiewicz, za chwilę Chorwat próbował przewrotki, ale bez skutku. Swoje szanse mieli też Bruno Nazario oraz wprowadzony w drugiej połowie Piotr Grzelczak. Wszystko na nic.

Końcówka to już "obrona Częstochowy" Pogoni i nieporadne próby ataków Lechii, która mogła nawet stracić drugą bramkę (m.in. sytuacji sam na sam z Trelą nie wykorzystał Jakub Bąk). Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie, a to oznacza, że los trenera Machado wydaje się przesądzony.



FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO