Sport.pl

Piotr Wiśniewski: Machado nawet się nie pożegnał z zespołem. Może był na nas obrażony?

- Trener Machado po zwolnieniu nawet się z nami nie pożegnał, to też o czymś świadczy. Nie wiem, może był na nas obrażony? Trzeba zapomnieć o tym, co było - mówi piłkarz Lechii Piotr Wiśniewski.


Zespół Lechii znajduje się w kryzysie, na dodatek wciąż nie wiadomo, kto zastąpi zwolnionego w niedzielę Joaquima Machado. Portugalczyk był już siódmym trenerem Lechii od momentu przenosin na PGE Arenę, czyli w ciągu nieco ponad trzech lat. Gubią się w tym nawet sami piłkarze.

- Ilu było trenerów? O kurde... - zafrasował się zapytany przez nas Wiśniewski. - Najpierw Kafarski, potem Janas, Probierz, Bobo Kaczmarek, Machado, Moniz, wszyscy? Aha, jeszcze Ulatowski. No, sporo ich było, nie wiem dlaczego tak się dzieje. Na pewno głównym powodem są nasze słabe wyniki, mało meczów wygrywamy na PGE Arenie, gdzie mamy fatalny bilans [zaledwie 14 zwycięstw w 52 meczach], to już na wyjazdach idzie nam lepiej - podkreśla Wiśniewski.

Zwolnienie Machado było dla piłkarzy zaskoczeniem.

- Były jakieś plotki, że jest to możliwe, ale trener cały czas powtarzał, że nigdzie się nie wybiera i zamierza wypełnić kontrakt. Tak też powiedział po ostatnim meczu, dlatego ta informacja była dla nas zaskoczeniem. Czy mu nie pomogliśmy? Przede wszystkim sami sobie nie pomogliśmy, bo to nie jest tak, że jak nie ma wyników, to po nas to wszystko spływa. Przynajmniej nie po mnie, nie mogę się wypowiadać za innych. Dla nas to na pewno ciężka sytuacja, nie jest miłe dostawanie po spotkaniu opieprzu od kibiców, zasłużonego zresztą. Po takim meczu [porażka na PGE Arenie z Pogonią 0:1] sam byłem wściekły, a co dopiero gdybym miał go oglądać. Wówczas z chęcią powiedziałbym kilka mocnych słów, co sądzę o aktorach tego "spektaklu". Jesteśmy bardzo rozczarowani swoją postawą - przyznaje Wiśniewski.

Rozstanie Machado z zespołem wyglądało dość dziwnie. Po raz ostatni piłkarze i trener widzieli się na niedzielnym porannym treningu. Kilka godzin później Portugalczyk przestał być szkoleniowcem Lechii, ale z zawodnikami już się nie zobaczył.

- Nawet się z nami nie pożegnał, to też o czymś świadczy. Nie wiem, może był na nas obrażony? - dziwi się pomocnik Lechii. - Ciężko powiedzieć, czy była między nami chemia, pracował tu przecież bardzo krótko. Z trenerem Polakiem łatwiej się porozumieć, w przypadku Machado były z tym problemy. My nie zawsze wiedzieliśmy, co chce nam przekazać. I odwrotnie, trener nie rozumiał, co my mówimy do siebie. Czasami były sytuacje, że dopytywał się, co ktoś powiedział. Wcześniej był trener Moniz i jakoś do nas dotarł. Trzeba jednak przyznać, że mieliśmy wtedy dużo szczęścia, którego tak brakuje nam w obecnym sezonie. Piłka potrafiła się odbić od dwóch słupków naszej bramki, a gdyby w Białymstoku Balaj trafił z metra, to nie byłoby nas w "ósemce". Wówczas trener Moniz byłby zły. W piłce trzeba mieć trochę farta - zaznacza Wiśniewski.

Czy przyjście nowego trenera może odmienić zespół?

- Wierzę w efekt "nowej miotły". Każdy trener ma swoją wizję i na pewno nie będzie tak samo jak za Machado. Zobaczymy, czy będzie to Polak, czy szkoleniowiec zagraniczny, najważniejsze, żeby wszystko poukładał - przyznaje "Wiśnia".

JAK ONI PIĘKNIE PODAJĄ! TOP 11 ASYST PIŁKARZY LECHII W EKSTRAKLASIE


Więcej o: