Adam Mandziara: Krawczyk prowadzi grę. Ale Lechia jest w dobrych rękach

O obecnej sytuacji w Lechii Gdańsk, m.in. strukturze właścicielskiej, podziale kompetencji, sytuacji finansowej klubu, nowym zarządzie, stosunkach z Grupą Lotos i akcjonariuszami mniejszościowymi, kulisach zatrudnienia trenera Machado i negocjacjach z Tomaszem Hajto - Trojmiasto.sport.pl rozmawia z prokurentem Adamem Mandziarą oraz przewodniczącym rady nadzorczej Maciejem Bałazińskim.


Jaka jest rola Adama Mandziary w Lechii, za co pan odpowiada? Z pewnością znane są panu opinie, że to de facto pan steruje losami gdańskiego klubu.

Adam Mandziara: Na początku sam, a obecnie razem z Rogerem Wittmannem reprezentujemy właściciela Franza Josefa Wernze. Naszym zadaniem jest, aby jego wizja, strategia rozwoju klubu były realizowane przez zarząd.

Ale za co konkretnie w takim razie obaj panowie odpowiadacie?

AM: Za wszystko, według mediów, prawda? Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że jak coś nie wyjdzie, to właśnie my dostaniemy po głowie.

Formalnie jest pan prokurentem.

AM: De facto prokurent nic nie znaczy, sam o niczym nie mogę decydować. Niczego sam nie mogę podpisywać. Jest w klubie reprezentacja łączna według KRS i prokurent jest osobą, która ma uprawnienia do podpisywania dokumentów wraz z drugim członkiem zarządu.

Jak wygląda struktura właścicielska Lechii? Kto rządzi w gdańskim klubie?

AM: Jedynym właścicielem w Lechii jest pan Wernze, który współpracuje z inwestorami, m.in. Rogerem Wittmannem, Thomasem von Heesenem czy panem Mosquito, z którym pan Wernze ma bardzo dobre relacje. To przekłada się także na współpracę Lechii z Benfiką.



Skoro jest pan przedłużeniem ręki właścicielskiej, to dlaczego nie zasiada pan w zarządzie?

AM: Obecnie przedstawicielem pana Wernze w zarządzie jest Dirk Willers. Formalnie i prawnie nie mam żadnego wpływu na działanie klubu. Najważniejszy jest zarząd.

Jaka jest rola Franza Josefa Wernze? Czy jest on tylko twarzą tego projektu, czy po prostu zebrał grupę inwestorów, a może to on sam wykłada własne środki na działalność klubu?

AM: Pan Wernze jest inwestorem w pełnym tego słowa znaczeniu. Kiedy w styczniu 2014 roku trzeba było ratować Lechię i spłacić dług wobec Wrocławskiego Centrum Finansowego, to środki na to poszły z kieszeni pana Wernze. Później dołożył do tego pół miliona euro na transfery w poprzednim sezonie oraz podobną sumę, aby utrzymać płynność finansową klubu. W tym sezonie również pan Wernze wykładał własne pieniądze, a teraz musi jeszcze reagować na obecną sytuację, która wynikła podczas pełnienia funkcji przez członków poprzedniego zarządu - panów Krawczyka, Juskowiaka oraz Waśkiewicza - i dofinansować Lechię kwotą 1,6 mln euro. Na pewno nie wykłada takich pieniędzy tak sobie, tylko ma wobec Lechii poważne plany.

Jak wyglądają finanse klubu? Były prezes Krawczyk mówi, że zapaliło się pomarańczowe światełko, jednak nieoficjalnie słyszy się, że sytuacja jest tragiczna. Jak jest naprawdę?

AM: Nie wiem, skąd pan Krawczyk może mieć takie informacje. Jest to na pewno jeden z punktów gry, która się właśnie odbywa. My jednak nie mamy zamiaru brać udziału w tej rozgrywce. My chcemy dalej finansować ten projekt.

Słychać głosy, że główny sponsor klubu, Grupa Lotos, nie jest zadowolony z obecnej sytuacji w Lechii.

Maciej Bałaziński: W wielu przypadkach liczymy się oczywiście ze zdaniem naszego sponsora głównego, jednak chcielibyśmy usłyszeć, jakie zarzuty wobec działalności klubu, jeśli takie są, ma Grupa Lotos. Wprost nikt nam ich nie zakomunikował. Często, mimo że nie musimy, pytamy się go o opinie w różnych tematach związanych z Lechią i te opinie szanujemy. Trzeba jednak zauważyć, że właścicielem jest Franz Josef Wernze, a Grupa Lotos nie ma żadnego wpływu na bieżące funkcjonowanie klubu. Jej przedstawiciel z pewnymi kompetencjami zasiada w radzie nadzorczej.

Dlaczego nie doszło do spotkania pana Wernze z prezesem Grupy Lotos Pawłem Olechnowiczem? Podobno stało się tak z winy właściciela.

MB: Znowu opieramy się na nieprawdziwych informacjach pojawiających się w niektórych mediach, które musimy prostować. Rzeczywiście w środę - w Warszawie, nie w Gdańsku - miało odbyć się spotkanie z panem Olechnowiczem. We wtorek wieczorem otrzymaliśmy prośbę, żeby z naszej strony na tym spotkaniu obecny był tylko pan Wernze - bez osób odpowiadających za projekt, bez tłumacza, bez pana Wittmanna, Mandziary, członków zarządu i mnie. A taki skład delegacji chciał pan Wernze, aby móc jak najdokładniej przedstawić wszystkie najważniejsze tematy związane z funkcjonowaniem klubu. Przecież pan Wernze nie jest tutaj aktywny na co dzień i nie ma możliwości przedstawienia wszystkich elementów projektu Lechia Gdańsk. Ma od tego "swoich ludzi". Franz Josef Wernze ma w Niemczech ponad 700 swoich kancelarii oraz kilka dodatkowych działalności i gdyby miał przedstawiać dokładnie, jak funkcjonuje każda z jego firm, to nie starczyłoby mu czasu na ich prowadzenie.

Żałujemy tylko, że o formie proponowanej przez Lotos dowiedzieliśmy się tak późno, właściciel Lechii zorganizował bowiem przylot do Polski wielu swoich partnerów. Traktujemy jednak całą tę sytuację w kategoriach nieporozumienia i mimo że zdajemy sobie sprawę, że prezes Grupy Lotos ma napięty grafik, wierzymy, że w najbliższym czasie uda się nam spotkać i wyjaśnić wszystkie sporne i niepokojące go kwestie. Zaproponowaliśmy od razu dwie kolejne daty, czekamy na odzew.

Warto również uściślić, bo pojawiają się wątpliwości, także wśród akcjonariuszy mniejszościowych, czy Wernze miał być obecny na spotkaniu z Olechnowiczem, czy tylko przysłał armię współpracowników?

MB: Pan Wernze miał być na tym spotkaniu razem z osobami odpowiedzialnymi za prowadzenie projektu Lechia Gdańsk.

Mówicie panowie o pewnego rodzaju grze. Jak w tym wszystkim prezentuje się współpraca właściciela z akcjonariuszami mniejszościowymi? W tej chwili największym problemem jest zażegnanie tlącego się konfliktu.

MB: Z naszej strony nie ma żadnego konfliktu. Znowu kłania się sposób działania pewnych osób i próba kontaktu poprzez media. Tak było w temacie powołania nowego trenera, tak też jest teraz. Pan Krawczyk znowu przez gazety domaga się dialogu. A przecież nie ma problemu, żeby skontaktować się z nami. Pan Krawczyk ma telefony do nas, ma maila, na którego ostatnio wysłał mi nawet wiadomość, więc nie musi nawoływać nas do dialogu, skoro na co dzień jesteśmy w klubie i nie ma żadnych problemów z kontaktem z nami. Jesteśmy gotowi i chętni do rozmów. Propozycje zmian w statucie niedawno po wielu miesiącach w końcu otrzymaliśmy i na nie od razu odpowiedzieliśmy. Dialog trwa, jednak nie może być on prowadzony poprzez prasę.

Wróćmy jednak do sprawy finansów w klubie, bo nie dowiedzieliśmy się, czy jest aż tak źle, jak się słyszy.

AM: Ostatnio sytuacja rzeczywiście stała się lekko niestabilna. Stary zarząd [Krawczyk, Juskowiak, Waśkiewicz - przyp. red.] nie reagował na niektóre sprawy tak jak należy w korporacyjnych realiach i zajmował się nie tymi sprawami, którymi powinien. Przez to doszło do sytuacji, kiedy pan Wernze musiał ponownie dofinansować spółkę. Obecnie sytuacja jest stabilna, sezon jest do końca zabezpieczony i na pewno nie zakończymy go na minusie.

Może te komentarze wynikają z tego, że akcjonariusze mniejszościowi obawiają się, że po dokapitalizowaniu spółki przez pana Werzne mogą stracić wpływ na Lechię?

MB: Oczywiście, że istnieje plan na zmniejszenie zadłużenia spółki wobec Lechia Investments [spółka, która posiada większościowy pakiet akcji Lechii Gdańsk SA - red.], pan Wernze jest gotowy podjąć taką decyzję. Złożyliśmy taką propozycję, jednak jednocześnie gwarantując, że wszystkie uprawnienia akcjonariuszy mniejszościowych, tj. ich wpływ na barwy, logo, tradycje Lechii, czyli to wszystko, co można ująć terminem "obrona pieczęci", obsadzenie stanowiska w radzie nadzorczej i zarządzie, nie zostaną uszczuplone. Co więcej, chcemy dokonać zmiany w statucie, aby ilość głosów potrzebnych do zmian tych wrażliwych kwestii jeszcze wzrosła. Taką deklarację złożyliśmy na samym początku i ją podtrzymujemy. Co za tym idzie: jeżeli podejmiemy decyzję o zwiększeniu kapitału, to tylko i wyłącznie przy wprowadzeniu wspomnianych zmian w statucie.

Ile wynosi w tym momencie dług Lechii Gdańsk SA wobec Lechia Investments Sp. z o.o.?

AM: Według bilansu jest to 13 mln zł. Ale żeby było jasne - dług od momentu przejęcia spółki nie wzrósł. Podejmujemy działania, aby ten dług nie tylko nie narastał, ale się zmniejszał. Takie mamy zadanie od właściciela. Są to różne działania zarówno długoterminowe, jak i krótkoterminowe, a jednocześnie mamy zadanie od właściciela, aby to zadłużenie się zmniejszało.

A czy Lechia ma jeszcze jakiekolwiek zobowiązania wobec Andrzeja Kuchara?

AM: Nie ma żadnych. Ani wobec Andrzeja Kuchara, ani jego żony.

Czy to prawda, że pan Kuchar w momencie sprzedaży Lechii zagwarantował sobie prawo do kart niektórych zawodników, z których mógłby czerpać korzyść przy kupnie danego piłkarza przez inny klub?

AM: Wielokrotnie już powtarzałem, że nie ma możliwości zagwarantowania sobie własności kart. Pan Andrzej Kuchar nie może mieć żadnego wpływu na transfery dokonywane przez Lechię. Nie ma żadnej umowy z klubem, dzięki której miałby zagwarantowany udział w zysku z tytułu sprzedaży zawodnika.

Prostym przykładem pokazującym, że pan Kuchar nie otrzymał żadnych pieniędzy za sprzedanych piłkarzy, są wpływy na konto Lechii. Wszystkie kwoty są na bieżąco wydawane przez Lechię, a nie przekazywane na zewnątrz. Pokazują to zresztą nasze sprawozdania finansowe.

Czy odwołani członkowie zarządu, Artur Waśkiewicz oraz Andrzej Juskowiak, wciąż są pracownikami Lechii, a pan nie zgadza się na podpisanie ich wypowiedzeń?

AM:To znów ciekawy "fakt" medialny. Nie jest on oczywiście prawdą. Pan Waśkiewicz w momencie odwołania zarządu złożył wypowiedzenie i zgodnie z treścią umowy obowiązuje ono trzy miesiące. To nie jest tak, że pan Waśkiewicz odejdzie z Lechii z dnia na dzień. Ma tutaj jeszcze kilka obowiązków do wypełnienia. Podobnie sytuacja wygląda z panem Andrzejem Juskowiakiem. Obaj panowie piastowali odpowiedzialne stanowiska. Ich odejście z nich jest pewnym procesem zajmującym trochę czasu. Po radzie nadzorczej 6 października przeprowadzono w klubie audyt. Sprawdzono stan dokumentacji i osoby ze starego zarządu były do naszej dyspozycji w tym procesie, jak i w przekazywaniu wszystkich spraw nowej ekipie. Raport z audytu będzie znany w przyszłym tygodniu.

W nowym zarządzie są na razie dwie osoby - Agata Kowalska i Dirk Willers. Czym będą się zajmowały i za co będą odpowiadać?

MB: Pani Agata Kowalska od wielu lat zajmuje się prawem korporacyjnym i zadanie, które zostało jej postawione, to wprowadzenie pewnych procedur i formuł obowiązujących w każdej dużej spółce. Do tej pory Lechia była małym organizmem, dlatego dwuosobowy zarząd robił w zasadzie wszystko, łącznie z tym, że były prezes Bartosz Sarnowski sam przygotowywał umowy. Teraz trzeba wprowadzić inne rozwiązania w systemie pracy w spółce. Takie były zresztą uwagi, jakie otrzymaliśmy od Grupy Lotos i od miasta. Tutaj musimy uderzyć się w pierś, że do tej pory Lechia działała jak mała spółeczka, a małą już nie jest. Będzie więc teraz wprowadzona nowa struktura organizacyjna i poukłada się sposób funkcjonowania wielu spraw w spółce. Jak znam panią Kowalską, to na pewno z tym zadaniem sobie świetnie poradzi. Natomiast Dirk Willers ma zapewnić dwie rzeczy. Dotychczas było tak, że współpraca między zarządem a właścicielem nie przebiegała płynnie. Teraz pan Willers ma poprawić kontakt pomiędzy klubem a właścicielem i jego współpracownikami. Po drugie: ma on olbrzymią wiedzę, jeśli chodzi o prawa telewizyjne i marketing na dużą skalę. Nie ukrywamy, że jest to dla nas istotna kwestia i z tego doświadczenia pana Willersa chcielibyśmy skorzystać.

Za pion sportowy z kolei odpowiadają w tej chwili Roger Wittmann oraz Adam Mandziara. Czyli to panowie szukacie nowego trenera i nowego dyrektora sportowego?

AM: Chcemy zatrudnić dyrektora sportowego, który będzie zajmował się tylko pionem sportowym, a nie będzie musiał zajmować się sprawami organizacyjnymi czy reprezentowaniem klubu na zewnątrz. On ma być bardzo blisko zespołu, bo to jest młoda drużyna, która potrzebuje wsparcia, porady, a może czasem twardszej ręki.

A czym powinien charakteryzować się idealny kandydat na dyrektora sportowego Lechii?

AM: Chcielibyśmy, żeby to był Polak, bo musi mieć rozeznanie na polskim rynku piłkarskim.

MB: Poza tym ważne, żeby miał doświadczenie w pracy z młodzieżą, ale nie w sensie bycia trenerem, tylko całej organizacji szkolenia piłkarzy młodego pokolenia. Chcemy dokonać weryfikacji zaplecza pierwszego zespołu Lechii, czyli tego, co dzieje się w grupach juniorskich. Możemy rozmawiać o talentach, o trzech tysiącach dzieci, które trenują w "Biało-zielonej przyszłości z Lotosem", ale na końcu one muszą trafić do dobrych trenerów.

Na pewno nie będziemy ingerować w program "Biało-zielonej przyszłości z Lotosem", ale chcemy go koordynować, wyłapywać talenty, doradzać, jak je odnaleźć, i na końcu sprowadzać do Lechii. Bo co z tego, że w młodych rocznikach trenuje 30 przyszłych reprezentantów Polski, skoro my nie wiemy, że oni tam są, a później wypłyną w innych klubach niż Lechia. Nie możemy sobie na to pozwolić. To zbyt ważny projekt, żeby to lekceważyć i nie mieć nad nim kontroli. Jeśli już mówimy o młodszych grupach, to oni muszą być profesjonalne prowadzeni, żeby mogli potem trafić do pierwszego zespołu. Nie chodzi o to, by zwolnić trenerów, którzy teraz pracują z młodymi zawodnikami, ale oni potrzebują wsparcia, doradztwa i musi być w klubie ktoś, kto będzie to robił. A że w Lechii są utalentowani piłkarze, pokazuje chociażby przykład Pawła Dawidowicza.

Jego sprzedaż do Benfiki to był dobry ruch?

AM: Zatrzymać Pawła w Gdańsku byłoby nam trudno. Ze względów finansowych, bo tam dostał zdecydowanie większą pensję, ale i sportowych, bo ma tam szansę na rozwój. A jeśli mu się nie uda, to chętnie przyjmiemy go w Lechii z powrotem.

Jak wygląda kwestia szkoleniowca? Czy Tomasz Unton i Maciej Kalkowski dalej będą prowadzić zespół?

AM: Rozmawialiśmy z Tomkiem i Maćkiem i powiedzieliśmy im jasno, że na obecną chwilę oni są pierwszymi trenerami. Jednocześnie nie ukrywamy przed nimi, że rozmawiamy również z innymi kandydatami. Obaj trenerzy usłyszeli od nas również, że jeśli będą mieli dobre wyniki, to oni są dla nas najlepszą opcją. Tomek i Maciek muszą jednak pamiętać, że pierwszy zespół musi być prowadzony w profesjonalny sposób, a w drużynie musi panować dyscyplina. Wtedy jesteśmy skłonni przychylić się do tego, by oni zostali na dłużej. W rozmowach z innymi trenerami również wyjaśniamy, że Unton i Kalkowski są dla nas na razie opcją numer jeden. Jeśli nic się nie wydarzy, to poczekamy do meczu ze Śląskiem, by pokazali, co umieją.

MB: Zaznaczę tu może, że pion sportowy będzie oceniał styl prowadzenia zespołu, jaki wpływ trenerzy mają na drużynę i poszczególnych piłkarzy, jak drużyna zagra całe 90 minut. Sam wynik meczu z Legią jest tutaj mniej istotny.

AM: Gdyby coś zależało od wyniku z Legią, to byłoby niepoważne. Tomek z Maćkiem zdobyli cztery punkty w dwóch meczach, jeśli w kolejnych dwóch będzie podobnie, to po co tutaj coś zmieniać? Zdajemy sobie sprawę, że stan tymczasowości nie może trwać wiecznie, najpóźniej po meczu ze Śląskiem podejmiemy ostateczną decyzję co do ich przyszłości. Jeśli chodzi o wynagrodzenie, to mimo zwiększenia kompetencji pozostaje ono póki co bez zmian, ale trenerzy mają zapewnione odpowiednie premie za zdobyte punkty.

Poprzednik Untona i Kalkowskiego, Joaquim Machado, w Lechii się nie sprawdził. Kto tak naprawdę ponosi odpowiedzialność za zatrudnienie go w Lechii? Andrzej Juskowiak twierdzi, że to nie była jego decyzja.

MB: Wychodzi na to, że pan Juskowiak za nic nie chce wziąć odpowiedzialności.

AM: Sytuacja przedstawiała się następująco. Dostaliśmy informację, że jest taki trener na rynku portugalskim. Ekspertem od tego kierunku był w Lechii Andrzej Juskowiak. Ja nie mam rozeznania, jeśli chodzi o tamtejszy rynek, nie mówię też po portugalsku, więc nie ja prowadziłem rozmowy. Pan Juskowiak poleciał do Portugalii i rozmawiał z trenerem Machado. Po powrocie był przekonany, że to będzie dobry wybór. Oprócz Machado mieliśmy jeszcze jednego kandydata. Trzeba też powiedzieć, że gonił nas czas i trzeba było szybko się decydować. Wtedy dostaliśmy informację od Andrzeja Juskowiaka, że jest on zwolennikiem Machado i prosi o akceptację decyzji, aby zatrudnić go jako trenera Lechii. Tę akceptację dostał i na tym sprawa się skończyła. Machado został szkoleniowcem Lechii. Pewnie panu Juskowiakowi chodziło, że skoro my zaakceptowaliśmy jego wybór, to on już nie ponosi za niego odpowiedzialności. Ale tak nie jest.

MB: Dodajmy wprost - nie było chemii między zespołem a dyrektorem Juskowiakiem.

AM: W pewnym momencie on się odwrócił od drużyny. Skoro tej chemii nie było, to jak on ma pracować jako dyrektor sportowy? I dlatego musiał odejść. Kiedy jeszcze był Ricardo Moniz, to on się zajmował wszystkimi sprawami dotyczącymi zespołu - dyscypliną, psychologią, fizjologią, techniką, treningiem indywidualnym itd. Kto z piłkarzy chciał, mógł z nim zostać po treningu i ćwiczyć indywidualnie. Jak przyszedł trener Machado, to został pozostawiony w próżni. Andrzej rzadko bywał na treningach, a jak był, to wchodził i wychodził. Trener i zawodnicy potrzebowali wsparcia, a tego nie było. Ale o tym dowiedzieliśmy się zbyt późno. Nasz błąd.

Był jakiś konflikt między panem a Juskowiakiem i Monizem?

AM: Z Monizem nie miałem żadnych problemów, bo wtedy na pewno by ze mną teraz nie rozmawiał. Nie mamy mu nic do zarzucenia. Miał w kontrakcie zapis z klauzulą odejścia i z niej skorzystał. Czy to był powód osobisty, który nam wtedy podał, związany ze zdrowiem mamy, czy chodziło jednak o propozycję z TSV 1860 Monachium - nie wnikamy w to i nie mamy żadnych pretensji do trenera Moniza.

Konfliktu nie ma też pomiędzy mną a panem Juskowiakiem. Tylko że ja widzę rozwój drużyny jako projekt, którego będę bronił. I nie powiem, że to nie ja ściągałem jakiegoś piłkarza, bo zrobił to inwestor lub ktoś inny. My ściągaliśmy ich razem i oni mają potencjał, aby grać lepiej niż do tej pory. To są młodzi zawodnicy i potrzebują czasu, ale wierzę, że będziemy mieli z nich pożytek. Po to zostali do Gdańska sprowadzeni.

Tych piłkarzy jest jednak w kadrze za dużo, wyglądało to pod koniec okienka transferowego dosyć kuriozalnie. Mówiło się o tym, że do Gdańska podstawiane są wagony z piłkarzami, których Lechia bierze hurtowo. Chodzi o zawodników, którzy teraz grają w rezerwach, jak Rudinilson czy Hoffman.

MB: Może były to i wagony, ale wśród tych piłkarzy byli tacy zawodnicy jak Tobias Weis z doświadczeniem z Bundesligi. Do tego transferu jednak ostatecznie nie doszło.

AM: Stawiliśmy na młodych piłkarzy, w których widzimy potencjał. Zaś co do piłkarzy, o których pan pyta i kilku innych. Rudinilson to 20-letni zawodnik, który zdobywał sukcesy z młodzieżową kadrą Portugalii. Od takiego zawodnika nikt nie oczekuje, że zagra 30 meczów, strzeli pięć goli i będzie najlepszym w zespole. Tego oczekujemy od bardziej doświadczonych zawodników. Z Henrique Mirandą stało się, jak się stało, niepotrzebnie zagrał tak szybko i złapał kontuzję. Bruno Nazario to duży talent, dajmy mu trochę czasu. Ostatnio był myślami gdzie indziej, jego partnerka była w ciąży, niedawno został szczęśliwym tatą. Teraz będzie mógł skupić się już tylko na grze w piłkę i z pewnością jeszcze się w Lechii pokaże. A Diego Hoffman walczy o miejsce w pierwszym składzie z Nikolą Lekoviciem. I wcale nie jest na straconej pozycji. Patrzymy na piłkarzy krytycznie i nie jesteśmy do końca ze wszystkich zadowoleni, ale po jednym czy dwóch miesiącach nie będziemy im mówić "do widzenia".

Czyli nie jest tak, że Lechia jest przechowalnią piłkarzy ze stajni pana Wittmanna?

AM: Życzyłbym sobie, żeby wszyscy przekazywali nam zawodników na takich zasadach jak pan Wittmann. Mamy opcję wykupu, która jest bardzo niska. Jeśli wypali nam jeden z tych pięciu zawodników, to mamy piłkarza, za którego można by kupić i i dwudziestu innych. Kluby, z których ci zawodnicy są wypożyczeni, partycypują w wypłatach pensji dla nich. Mamy też opcję pierwokupu zawodnika, więc ryzyko, jakie ponosi Lechia, jest minimalne.

A jak będzie w zimowym oknie transferowym? Czy kadra Lechii zostanie uszczuplona? Czy ktoś jeszcze dojdzie?

AM: Na pewno nie będzie tak dużych transferów jak te z lata. Zimą dokonamy może dwóch, trzech transferów do klubu, ale też zapewne pożegnamy się z niektórymi zawodnikami, którzy nie rokują na przyszłość. Będzie to znów może trzech lub czterech graczy, co do których nie skorzystamy z opcji zakupu. Wszyscy muszą ciężko pracować, żeby przedłużyć swój pobyt w Lechii, bo nie są tutaj na urlopie.

Jak wyglądała sprawa z ewentualnym zatrudnieniem Tomasza Hajty?

AM: Z panem Hajtą spotkaliśmy się w Niemczech dwukrotnie, najpierw w Ludwigshafen z panem Wittmannem, a potem w Kolonii z panem Wernze. Spotykaliśmy się z czwórką trenerów, wśród których był także Tomasz Hajto. Ja go znam od wielu lat i pan Wittmann również go zna z Schalke. Chcieliśmy posłuchać, jaki ma pomysł na zespół, jak on to wszystko widzi. Roger Wittman stwierdził, że to dobry pomysł, ale trzeba jeszcze porozmawiać z panem Wernze. Zanim dojechaliśmy do Kolonii, w Gdańsku już trwała burza medialna, która utrzymuje się do tej pory i ma na celu "uchronienie" Lechii oraz sponsora przed Hajto. Nikt jednak do końca nie powiedział, przed czym trzeba Lechii tutaj bronić. Ten cały szum jest bez sensu i bez podstaw. Zarząd oraz Grupa Lotos wiedziały, z kim rozmawiamy. I wiedziały, że nie tylko z Hajto.

Grupa Lotos nie była zachwycona kandydaturą Tomka - to fakt. Jednak powiedzmy tu, że uzasadnienie, dlaczego nie ma on być trenerem, było mętne. Gdyby sponsor przekazał nam, że Tomasz Hajto nie może być trenerem Lechii, bo to godzi w wizerunek firmy, to byśmy to zaakceptowali, tak jak miało to zresztą już miejsce raz w przypadku innego kandydata. Tymczasem informacja z Lotosu była taka, że Hajto jest niedoświadczony i nie ma autorytetu. No to raczej trudno ocenić komuś, kto nie zna z boiska pana Hajto, prawda?

Jak wyglądała sprawa rozwiązania kontraktów z trenerami Probierzem i Machado?

MB: Z trenerem Probierzem rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron z opcją odszkodowania, które dostał.

AM: Trener Machado miał natomiast już zapis w kontrakcie, że jeśli zostanie zwolniony w pierwszym sezonie, to dostanie na odejście sumę X, a jeśli w drugim, to sumę Y. Tu nie było więc już żadnych negocjacji przy rozwiązywaniu umowy.

Dlaczego Machado tak długo był trenerem Lechii?

AM: Broniły go wyniki. Nie były aż tak złe. Przed meczem z Pogonią nie mieliśmy podstaw, by go zwalniać. Gdyby nie miał takich pomysłów, jak ustawienie Friesenbichlera na prawej pomocy czy innych dziwnych ruchów, to myślę, że jeszcze mógłby dostać kolejne szanse. Ale w końcu ta nasza cierpliwość się skończyła.

MB: Zarząd też był przekonany, że trzeba się rozstać z trenerem Machado. Choć teraz Andrzej Juskowiak twierdzi, że był przeciwko zwolnieniu Portugalczyka.

Możemy sprecyzować rolę pana Wittmana w klubie?

AM: Pan Wernze zna się na finansach, organizowaniu grup kapitałowych i na swoim biznesie, jakim jest prowadzenie kilkuset kancelarii prawnych na świecie. Z kolei pan Wittman zna się na sporcie, czego przykładem jego działalność w Hoffenheim, i pomaga panu Wernze w prowadzeniu tego projektu. Po prostu.

A czy panowie von Heesen, Wittman i Mandziara mają z Lechią umowę o pracę?

Nie, nie mają.

A jaka jest rola Sławomira Wojciechowskiego?

AM: Sławomir Wojciechowski jest Team Managerem w Lechii, jego rolą między innymi jest być blisko zespołu, zajmować się sprawami organizacyjnymi, jak choćby pomoc piłkarzom w sprawach załatwianych w Gdańsku. Pamiętajmy, że są to zawodnicy spoza Trójmiasta, i do tego jest wśród nich wielu obcokrajowców.

Pytamy o te sprawy, gdyż w Lechii nie ma przejrzystości i jasności w kwestii, kto jest osobą decyzyjną i kto za co odpowiada.

MB: Wyjaśniliśmy już w tej rozmowie, jak wygląda struktura właścicielska. Co do struktury organizacyjnej w klubie, również tak jak wcześniej wspomniałem, będzie ona przemodelowana, żeby bardziej odpowiadać korporacyjnym wymogom, i to jest właśnie jedno z zadań pani Kowalskiej. Przejrzysta struktura organizacyjna, wyznaczone piony do realizacji konkretnych zadań i odpowiedzialność szefów tych pionów za osiąganie wytyczonych przez zarząd celów to norma w spółkach, a w Lechii coś, do czego dopiero dążymy, ale, w co wierzę, osiągniemy w końcu. Brak jasno wyznaczonych kompetencji i ich ram powoduje bałagan typu: ludzie, którzy powinni się zajmować administracją, zaczynają wchodzić w tematy transferowe, a członek zarządu od sportu kwestionuje decyzje finansowe. Teraz każdy będzie miał swoje zadania. Tak samo będzie z członkiem zarządu z ramienia akcjonariuszy mniejszościowych. Czym on się będzie zajmował, to jeszcze nie wiadomo, bo to zależy od jego kwalifikacji.

Niewykluczone, że będzie to Dariusz Krawczyk.

MB: Będę niezwykle zdziwiony, jeśli tak się stanie. Bo skoro teraz znów wejdzie do zarządu, to po co w ogóle rezygnował?

Pan Krawczyk mówił o tymczasowości swojego działania w zarządzie.

MB: Nawet kiedy wygasłaby jego delegacja z Rady Nadzorczej do pełnienia obowiązków w zarządzie, pan Krawczyk zawsze mógł złożyć rezygnację z bycia członkiem Rady Nadzorczej i przejść na stałe do zarządu. Wówczas zostałaby zachowana ciągłość. A skoro rezygnuje i po miesiącu miałby wrócić, to takie zachowanie byłoby dla mnie niezrozumiałe. Ale ja nie muszę wszystkiego w życiu rozumieć.

ZWOLNIONY Z LECHII MAREK SZUTOWICZ: ZA MACHADO ZOSTAŁO DUŻO SPIEPRZONE
{"mainEntityOfPage":{"url":"http://www.trojmiasto.sport.pl/sport-trojmiasto/1,111904,16821243,Adam_Mandziara__Krawczyk_prowadzi_gre__Ale_Lechia.html","@type":"WebPage"},"articleBody":null,"headline":"Adam Mandziara: Krawczyk prowadzi grę. Ale Lechia jest w dobrych rękach","datePublished":"2014-10-17T12:43:00Z","dateModified":"2014-10-18T10:51:27Z","articleSection":"sport-trojmiasto","description":"O obecnej sytuacji w Lechii Gdańsk, m.in. strukturze właścicielskiej, podziale kompetencji, sytuacji finansowej klubu, nowym zarządzie, stosunkach z Grupą Lotos i akcjonariuszami mniejszościowymi, kulisach zatrudnienia trenera Machado i negocjacjach z Tomaszem Hajto - Trojmiasto.sport.pl rozmawia z prokurentem Adamem Mandziarą oraz przewodniczącym rady nadzorczej Maciejem Bałazińskim.","publisher":{"@type":"Organization","name":"www.trojmiasto.sport.pl","logo":{"url":"http://www.trojmiasto.sport.pl/logos/509.png","name":null,"width":null,"height":null,"datePublished":null,"@type":"ImageObject"}},"author":{"url":null,"email":null,"name":"Rozmawiali: Kacper Suchecki, Konrad Marciński, Tomasz Osowski","@type":"Person"},"@context":"http://schema.org","@type":"NewsArticle","name":"Adam Mandziara: Krawczyk prowadzi grę. Ale Lechia jest w dobrych rękach","image":[{"url":"https://bi.im-g.pl/im/4f/0a/10/z16819535V,Adam-Mandziara.jpg","name":"Adam Mandziara","width":null,"height":null,"datePublished":null,"@type":"ImageObject"},{"url":"https://bi.im-g.pl/im/3b/0a/10/z16819515V,Adam-Mandziara-oraz-Maciej-Balazinski.jpg","name":"Adam Mandziara oraz Maciej Bałaziński","width":null,"height":null,"datePublished":null,"@type":"ImageObject"},{"url":"https://bi.im-g.pl/im/e8/b2/eb/z15446760V,Andrzej-Juskowiak---prezes-Akademii-Pilkarskiej-Le.jpg","name":"Andrzej Juskowiak - prezes Akademii Piłkarskiej Lechia Gdańsk","width":null,"height":null,"datePublished":null,"@type":"ImageObject"},{"url":"https://bi.im-g.pl/im/f1/02/10/z16786673V,Dariusz-Krawczyk.jpg","name":"Dariusz Krawczyk","width":null,"height":null,"datePublished":null,"@type":"ImageObject"},{"url":"https://bi.im-g.pl/im/3e/01/f7/z16187710V,Franz-Josef-Wernze.jpg","name":"Franz Josef Wernze","width":null,"height":null,"datePublished":null,"@type":"ImageObject"}]}