Marcin Pietrowski: Chciałbym znowu sprawdzić się na środku pomocy, na obronie nie idzie mi tak, jak bym chciał

Spore kłopoty kadrowe, zwłaszcza w defensywie, ma przed wyjazdowym meczem z Górnikiem Łęczna zespół Lechii. A jak trwoga to do... Marcina Pietrowskiego, czyli najwszechstronniejszego piłkarza biało-zielonych. Przed piątkowym spotkaniem wychowanek gdańskiego klubu przymierzany jest do gry nawet na trzech pozycjach.


W meczu z Górnikiem w zespole Lechii na pewno zabraknie środkowego obrońcy Rafała Janickiego (w ostatnim spotkaniu ze Śląskiem Wrocław został ukarany czwartą żółtą kartką w tym sezonie) oraz defensywnego pomocnika Ariela Borysiuka, który będzie pauzować za czerwoną kartkę, którą zobaczył za taktyczny faul na wychodzącym na czystą pozycję Sebastianie Mili. Pod dużym znakiem zapytania stoi też występ innego środkowego obrońcy Tiago Valente, który narzeka na uraz i w środę nie trenował.

Nieobecność Borysiuka to duża szansa dla Pietrowskiego, który nieco z konieczności gra w tym sezonie na prawej obronie, chociaż jego nominalna pozycja to właśnie defensywny pomocnik. W tej roli całkiem nieźle radził sobie przez niemal cały poprzedni sezon.

- Już rozmawiałem z trenerem na ten temat i jest taka opcja, żebym w Łęcznej znów zagrał jako defensywny pomocnik - podkreśla Pietrowski. - Nie ukrywam, że chciałbym się po dłuższej przerwie znowu sprawdzić na tej pozycji, bo na tej prawej obronie nie idzie mi tak, jak bym tego chciał, i nie jestem zadowolony ze swojej postawy. Myślę, że jestem w stanie dużo więcej dać zespołowi, grając w środku pola - uważa jedyny obecnie wychowanek Lechii w kadrze pierwszego zespołu.

- Trener Unton jasno mi zadeklarował, że wie, iż prawa obrona to nie jest moja pozycja i zaznaczył, że jest to tymczasowa sytuacja spowodowana taką, a nie inną sytuacją kadrową. Jest ona ciężka, bo w zespole nie ma klasycznego prawego obrońcy. Ja jestem przekwalifikowany, podobnie zresztą jak Mateusz Możdżeń, zresztą ostatnio pojawiły się głosy, że trener widzi go raczej w pomocy. Jest problem, dlatego byłem potrzebny na prawej obronie. Teraz zrobiła się dziura w środku pola i moja kandydatura też wchodzi w grę. Trener póki co chyba sam jeszcze nie wie, jak to wszystko poukłada. Zobaczy, kto jak wygląda w treningu i wówczas podejmie decyzje - zaznacza Pietrowski.

W przeszłości zaliczył on również epizod na środku obrony, jednak tu trener Unton prawdopodobnie postawi na duet Mavroudis Bougaidis - Adam Dźwigała. Chociaż Pietrowski też jest jedną z alternatyw.

- Było zapytanie trenera, czy ewentualnie mógłbym wystąpić na środku obrony, ale to była luźna rozmowa. Kadra obrońców jest bardzo uboga i już nawet nie chodzi, o to kto będzie grał, ale kto usiądzie na ławce rezerwowych lub załata dziurę w przypadku awaryjnej sytuacji. Trener rozmawiał z kilkoma zawodnikami, kto mógłby się przekwalifikować na ten jeden mecz, bo taka jest po prostu potrzeba chwili - tłumaczy Pietrowski i dodaje:

- Ja na środku obrony grałem w lidze 20 minut, w meczu z Pogonią w Szczecinie [w grupie mistrzowskiej w poprzednim sezonie]. Ale po kontuzji Krzysztofa Bąka, kiedy na boisko wszedł Jarek Bieniuk, ja się zamieniłem pozycjami z Pawłem Dawidowiczem i do końca meczu grałem na środku pomocy. Epizody na środku obrony miałem też w sparingach, to nie jest nic strasznego ani nowego, jednak ciężko tak z dnia na dzień się przestawić, żeby grać na odpowiednio wysokim poziomie. Każdy zawodnik ma na danej pozycji swoje przyzwyczajenia, porusza się w określonych schematach. Tak jak ja musiałem uczyć się gry na prawej obrony, mając nawyki i system zachowań ze środka pola. Zawsze powtarzałem, że jestem typem wytrzymałościowca, wydolnościowca, który może harować w środku pola. Na środku obrony jest trochę inna praca, bardziej dynamiczna, siłowa, trzeba się ścigać z napastnikiem, przepychać się. Na pewno jest też dużo przewidywania, gry bez piłki, przesuwania. Ogólnie nasza sytuacja jest ciężka, w tej chwili nawet nie chodzi o to, żeby zadeklarować, gdzie by się najchętniej zagrało, ale żeby to nowe ustawienie zaskoczyło na boisku. Teraz wszystko w rękach trenera, aby jak najlepiej załatać te dziury - podkreśla piłkarz Lechii.

Według niego w Łęcznej biało-zielonych czeka trudny mecz. - Widziałem mecz Górnika z Lechem, nie było widać jakiejś wielkiej różnicy między tymi zespołami. Ale my mamy w pamięci nasz mecz z Legią, gdzie graliśmy fajną piłkę, i do takiego stylu chcemy dążyć - podsumowuje Pietrowski.

TOP 7 PIŁKARZY, KTÓRZY PO ZAKOŃCZENIU KARIERY PRACOWALI W LECHII