Trener bramkarzy Lechii Rafał Skórski: W zespole musi być zdecydowany nr 1, na razie go nie ma [ROZMOWA]

Bramkarze Lechii Gdańsk - Dariusz Trela oraz Mateusz Bąk - nie popełnili w tym sezonie wielu rażących błędów, ale wydaje się, że spisują się poniżej swoich możliwości. - Grę bramkarza trzeba oceniać całościowo, nie na podstawie jednego meczu czy jednej sytuacji. Pracujemy długofalowo i to powinno przynieść spodziewane efekty - mówi trener bramkarzy Lechii Rafał Skórski.


Tomasz Osowski: Czy Lechia ma w tym sezonie problem z bramkarzami?

Rafał Skórski: Odpowiem w ten sposób. Odkąd do bramki wszedł Mateusz Bąk [w 10. kolejce], to poza dwoma błędami w Zabrzu, nie mamy do jego postawy żadnych zastrzeżeń. Wielokrotnie obejrzałem ostatni mecz ze Śląskiem [porażka 1:4] i po dokładnej analizie uważam, że Mateusz nie miał szans w żadnej bramkowej sytuacji i zachowywał się zgodnie z naszymi założeniami. W jakimś stopniu to na bramkarzach skupiają się czasami błędy całego zespołu, ale my podchodzimy do tego spokojnie. Jeśli dalej będziemy pracować tak jak do tej pory, konsekwentnie, to w pewnym momencie wszystko wskoczy w odpowiednie tryby, a i szczęścia będzie więcej niż ostatnio.

Jednak strata czterech goli na własnym stadionie zawsze bardzo boli. To dla każdego bramkarza fatalne przeżycie.

- Ten mecz ułożył się wyjątkowo niefartownie. Mateusz nie miał jeszcze piłki w rękach, a już przegrywaliśmy 0:2, za chwilę nawet 0:3. We wszystkich tych sytuacjach nie miał on nic do powiedzenia. Przy pierwszej bramce był rykoszet, a Mateusz zachował się dokładnie tak, jak trenujemy - chciał przeciąć dośrodkowanie. Mamy takie założenia, aby przecinać dośrodkowania po ziemi lub półgórne, bo bramki często padają po strzałach z 3-4 metra, a my chcemy tego unikać. Zachowanie bramkarza było więc prawidłowe, nie mógł on przewidzieć, że Tiago trąci piłkę. Druga sytuacja karny, trzecia też nie ma o czym mówić.

A czwarta bramka?

- Tu też nie było błędu Mateusza. Ja wręcz nakazuję swoim podopiecznym, aby w sytuacjach, kiedy nasza obrona stoi wysoko, bramkarz również podszedł wysoko. Kiedy długa piłka rzucona do napastnika przechodzi obrońców, jest wówczas szansa, aby wyprzedzić rywala. W tej sytuacji Mateusz nie mógł przewidzieć, że nasi zawodnicy się zderzą, a strzał Paixao był naprawdę super, błyskawiczna decyzja i precyzja. Klasa! Bramkarz był bez szans. Ja miałem do Mateusza tylko jedną, drobną uwagę, że przy tak długim podaniu stał wręcz za blisko swojej bramki, powinien wyjść poza pole karne. Ale w tej sytuacji to i tak nie miałoby wpływu na przebieg akcji.

Pana bramkarze mają więc naśladować Manuela Neuera?

- Broń boże! Każdy bramkarz ma inny styl i nie każdy czuje się w żywiole grając bardzo wysoko, tak jak Neuer. Swoim podopiecznym absolutnie nie nakazuję kopiowania zachowań innych bramkarzy, bo znam realia. Darek Trela czasami lubi zagrać wyżej, Mateusz woli być trochę bliżej bramki, natomiast jakieś zasady muszą obowiązywać. Bramkarze nie mogą grać zbyt nisko, w określonych sytuacjach muszą ruszyć poza pole karne.

A propos Mateusza, to w pierwszej połowie meczu z Legią wybiegł on na 35 metr, wybił piłkę i przerwał groźną akcję rywala. Tego nikt nie zauważył, nie pokazali tego w telewizyjnych skrótach. A właśnie takie sytuacje składają się na całościową ocenę bramkarza. Ja muszę być uczciwy i brać pod uwagę wszystkie aspekty.

Czyli bramkarze są według pana oceniani niesprawiedliwie?

- Po meczu każdy jest mądry. Po spotkaniu ze Śląskiem usłyszałem w telewizji opinię jednego dziennikarza, że bramkarz Lechii wyszedł za daleko, gdyby stał bliżej bramki to by obronił strzał Paixao. Ale gdyby nasi obrońcy się nie zderzyli, a Mateusz właśnie stałby bliżej swojej bramki i nie zdążyłby przeciąć podania, to wówczas uznałby, że jednak popełnił błąd, bo powinien stać wyżej. Bramkarz w takiej sytuacji musi zachować się zgodnie z założeniami, a nieszczęśliwych przypadków nie da się przewidzieć i wyeliminować. Jest taki fajny przykład z lat 90, bramkarz Atletico Madryt - Jose Francisco Molina. On grał bardzo wysoko i w sezonie zawsze dostawał ze dwa loby za "kołnierz". Ale ile razy uchronił zespół od straty gola? Trenerzy nie mieli z tym kłopotu, bo wiedzieli, że przecinał mnóstwo prostopadłych piłek do napastników i te dwa loby były wliczone w koszta. I właśnie na takiej zasadzie trzeba do tego podchodzić, patrzeć na sprawę w szerszym ujęciu.

Wielu ekspertów czy kibiców uważa, że słabszą stroną Mateusza Bąka jest gra na przedpolu. Mówił o tym ostatnio chociażby Czesław Michniewicz. Podziela pan to zdanie?

- Dużo takich komentarzy pojawiło się po meczu z Legią. Natomiast analiza wykazała, że ze wszystkich interwencji na przedpolu miał tylko jedną nieudaną. Poza tym wszystkie interwencje były skuteczne. Jedną z sytuacji - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego - eksperci i dziennikarze ocenili następująco: niepotrzebnie wyszedł i minął się z piłką. Tymczasem to była ocena nieprawdziwa. Bo Mateusz trącił tę piłkę, ona poszła w okolice linii bocznej, a my mogliśmy się ustawić w obronie. Tak więc dla mnie interwencja OK. Dlatego ja nie opieram się na głosach obserwatorów i doniesieniach prasowych.

Porozmawiajmy chwilę o Dariuszu Treli, który zaczął sezon jak nr 1, ale spisywał się przeciętnie. Przerosła go przeprowadzka ze spokojnych Gliwic do tak medialnego klubu, jakim jest ostatnio Lechia?

- Na pewno Lechia ma swoją specyfikę, zdaję sobie z tego sprawę i Darek na pewno też. Natomiast ja bym podszedł do tego spokojnie. Przyszedł zawodnik o uznanym nazwisku, do innego środowiska, do klubu gdzie są większe oczekiwania i dużo większa presja. Nie mówię, że grał źle, zamiana na Mateusza miała konkretny cel. Chcieliśmy żeby wniósł on trochę swojego ducha, takiej energii do zespołu, dał mu impuls. Zna tą drużynę, ten klub, jest tu od dawna. To było podyktowane głównie tymi właśnie względami. Natomiast uważam, że jeśli Darek wytrzyma ten moment, oswoi się, zaaklimatyzuje i w przyszłości dostanie kolejną szansę, to ją wykorzysta. Często tak bywa, że bramkarz zaczyna sezon, potem wędruje na ławkę, ale po jakimś czasie wraca i jest bardzo pewnym punktem zespołu. Ja podchodzę do swojej pracy długofalowo. W poprzednim klubie [Cracovia] dziennikarze też chcieli szybkich efektów i byli bardzo niecierpliwili po kilku niewygranych meczach. Jednak ta praca polega na tym, żeby robić swoje przez dłuższy okres i tylko to przynosi efekty.

Lechia od wielu lat nie ma bramkarza nr 1, pewniaka. Podobnie jest w tym sezonie. To dobrze czy źle?

- Ja wyznaję zasadę, że w zespole musi być bramkarz, który wie, że jest numerem 1. Oczywiście nie może on być zupełnie spokojny, nietykalny. Bramkarze często podejmują decyzje, które mogą być brzemienne w skutkach, wpływające na wynik. W związku z tym nie mogą mieć z tyłu głowy myśli typu: "a, nie zaryzykuje, nie wyjdę, bo popełnię błąd i zaraz zostanę zmieniony". Pewność siebie jest dla bramkarza bardzo ważna i zawsze dobrze jest, żeby ten nr 1 był, żeby była określona hierarchia.

Rozumiem, że w Lechii proces wyłaniania tego numeru 1 właśnie trwa.

- Myślę, że tak. Przed sezonem było ciężko go wyłonić, gdyż Mateusz nie trenował z powodu kontuzji, a kiedy już wydawało się, że wszystko jest dobrze, znów spotkał go nieszczęśliwy wypadek - złamany palec. Na razie Mateusz i Darek walczą, zobaczymy, jak to się rozwinie w najbliższych miesiącach.

Bramkarz, który zacznie w bramce rundę wiosenną, będzie tym zdecydowanym numerem 1?

- Może tak być, ale nie chcę tak daleko wybiegać w przyszłość. Obaj prezentują wysoki poziom, wierzą w tą pracę, którą wykonujemy, zobaczymy, co będzie.

Suwerennie podejmuje pan decyzję, kto broni w danym meczu?

- Pierwszym trenerem jest Tomek Unton i to on finalnie bierze odpowiedzialność. Jednak do tej pory jakoś tak się składało, że potrafiliśmy się dogadać i te decyzje były jednomyślne.

A poprzedni trener Joaquim Machado pytał się pana o zdanie?

- Na początku tak nie było, podejmował decyzje sam, ale nie chcę już do tego wracać. W moim poprzednim klubie to ja podejmowałem suwerennie decyzję i ze dwa-trzy razy zdarzyło się, że pierwszy trener mocno się z tym nie zgadzał, ale miał do mnie zaufanie i przyjmował moją decyzję do wiadomości. Nie było w związku z tym żadnych problemów.

Z tego co pan mówi wynika, że na razie kolejnej zmiany w bramce nie będzie [w piątek o godz. 18 Lechia zagra na wyjeździe z Górnikiem Łęczna].

- Decyduje pierwszy trener, ale w tej chwili nie ma ku temu podstaw.

ZWOLNIONY Z LECHII MAREK SZUTOWICZ: ZA MACHADO ZOSTAŁO DUŻO SPIEPRZONE
{"mainEntityOfPage":{"url":"http://www.trojmiasto.sport.pl/sport-trojmiasto/1,111904,16890119,Trener_bramkarzy_Lechii_Rafal_Skorski__W_zespole_musi.html","@type":"WebPage"},"headline":"Trener bramkarzy Lechii Rafał Skórski: W zespole musi być zdecydowany nr 1, na razie go nie ma [ROZMOWA]","datePublished":"2014-10-30T17:01:00Z","dateModified":"2014-10-30T17:13:20Z","articleSection":"sport-trojmiasto","description":"Bramkarze Lechii Gdańsk - Dariusz Trela oraz Mateusz Bąk - nie popełnili w tym sezonie wielu rażących błędów, ale wydaje się, że spisują się poniżej swoich możliwości. - Grę bramkarza trzeba oceniać całościowo, nie na podstawie jednego meczu czy jednej sytuacji. Pracujemy długofalowo i to powinno przynieść spodziewane efekty - mówi trener bramkarzy Lechii Rafał Skórski.","publisher":{"@type":"Organization","name":"www.trojmiasto.sport.pl","logo":{"url":"http://www.trojmiasto.sport.pl/logos/509.png","@type":"ImageObject"}},"author":[{"name":"rozmawiał Tomasz Osowski","@type":"Person"}],"@context":"http://schema.org","@type":"NewsArticle","name":"Trener bramkarzy Lechii Rafał Skórski: W zespole musi być zdecydowany nr 1, na razie go nie ma [ROZMOWA]","image":[{"url":"https://bi.im-g.pl/im/18/1c/10/z16893720V,Rafal-Skorski.jpg","name":"Rafał Skórski","@type":"ImageObject"},{"url":"https://bi.im-g.pl/im/44/15/10/z16865092V,Mateusz-Bak.jpg","name":"Mateusz Bąk","@type":"ImageObject"},{"url":"https://bi.im-g.pl/im/25/45/fc/z16532773V,Turniej-Euronadzieje-2014--Nagrode-wrecza-Dariusz-.jpg","name":"Turniej Euronadzieje 2014. Nagrodę wręcza Dariusz Trela","@type":"ImageObject"}]}