Tylko u nas. Hajto przerywa milczenie: Muszę zacząć się bronić

Pewne już jest, że były szkoleniowiec Jagiellonii Białystok i wielokrotny reprezentant Polski w piłce nożnej Tomasz Hajto nie zostanie trenerem Lechii Gdańsk. - Jest mi przykro. Przez sześć tygodni nie mogłem się nawet bronić - mówi trojmiasto.sport.pl były piłkarz Schalke.


Sprzeciwy głównego sponsora Lechii Gdańsk Grupy Lotos oraz włodarzy miasta okazały się zbyt silne, aby Tomasz Hajto został szkoleniowcem Lechii. Choć popularny "Gianni" był już po słowie z niemieckimi właścicielami gdańskiego klubu, spotkał się nawet z Franzem Josefem Werzne w jego domu, został nawet poproszony o przygotowanie planu działania drużyny, ostatecznie jednak nie zasiądzie na ławce trenerskiej Lechii.

O tym, że Hajto zostanie trenerem biało-zielonych pisaliśmy jako pierwsi na początku września (TUTAJ). Gdy o planach właścicieli zrobiło się głośno, w Gdańsku pojawił się sprzeciw odnośnie do kandydatury byłego piłkarza m.in. Schalke. Hajto miał rozpoczynać już treningi z zespołem, gdy decyzji władz postawił się zarząd Lechii z Dariuszem Krawczykiem na czele (więcej czytaj TUTAJ). Od tego czasu nad morzem trwała prawdziwa próba sił, która ostatecznie zakończyła się zmianą zarządu, dymisją Dariusza Krawczyka (czytaj TUTAJ) oraz powierzeniem zespołu asystentom Tomaszowi Untonowi i Maciejowi Kalkowskiemu (więcej TUTAJ).

W Gdańsku wciąż jednak głośno mówiło się o zatrudnieniu Hajty. Samego trenera raz po raz zapewniano, że niedługo przejmie zespół. Ostatecznie okazało się, że sprzeciw dla tego szkoleniowca jest zbyt duży i w końcowym rozrachunku ta kandydatura upadła.

- Jest mi przykro w zaistniałej sytuacji. Dostałem ofertę pracy, pan Roger Wittmann podał mi rękę i życzył powodzenia. Ustaliliśmy nawet mikrocykl treningowy oraz personalia sztabu szkoleniowego. Miałem już spotkać się z zespołem, ale nagle wybuchła awantura o moją kandydaturę i o brak komunikacji między zarządem i właścicielami. Jest mi przykro, przez sześć tygodni nie mogłem się nawet bronić, bo szanowałem osoby, z którymi się umawiałem. Odmówiłem także dwóm klubom pracy, bo miałem zapewnienie, że będę trenerem Lechii - mówi specjalnie dla trojmiasto.sport.pl Tomasz Hajto. - Szanuję kibiców Lechii i historię tego klubu. Chciałem przyjść i pomóc w odniesieniu sukcesu, a nie przeszkodzić. Jako piłkarz wielokrotnie udowadniałem, że za klub, w którym gram, jestem w stanie umierać. Tak samo bym zrobił w Gdańsku jako trener. Mogę jednak iść tylko tam, gdzie mnie chcą i we mnie wierzą. Całe moje życie to piłka, z którą jestem związany od 25 lat. Być może jako trener nie mam dużego doświadczenia, ale bazuję na tym, co udało mi się wynieść z kariery zawodniczej. W jej trakcie miałem możliwość zetknięcia się i czerpania wiedzy od najlepszych na świecie piłkarzy i szkoleniowców. Oprócz tego skończyłem też wszystkie obowiązkowe kursy i posiadam licencję UEFA PRO.

- Życzę Lechii powodzenia w budowaniu wielkiego klubu i będę te losy uważnie śledził. Wierzę, że kolejne decyzje będą podejmowane trafnie. Nie mogę pozwolić sobie na dalsze trwanie takiego stanu. Te sześć tygodni kosztowało bardzo dużo zdrowia mnie i całą moją rodzinę. Byłem oceniany przez ludzi, którzy mnie nie znają i przez wielu wręcz dyskryminowany jako trener i jako Polak. Szanuję ludzi, którzy zbudowali Lechię, bo dla tego klubu z ogromną tradycją miejsce w polskiej piłce zawsze będzie. Szanuję też prezydenta miasta, który się martwi o los Lechii. Nie chcę być jednak marionetką w walce o władzę.

- Ja tylko dostałem propozycję pracy i podano mi rękę, jednak teraz muszę się bronić, a nie stać z boku i przysłuchiwać się niewybrednym komentarzom. Zapewniam, że będziemy mnie oceniać za 15 lat, czy byłem dobrym czy złym trenerem. Chciałem przyjść pomóc, a nie przeszkodzić. Apeluję także, aby nie oceniać kogoś z perspektywy tego, co się słyszało, bo inteligentni i mądrzy ludzie wydają sądy dopiero, jak kogoś poznają.

- Będę trzymał kciuki za Lechię w tym mieście, z tak pięknym stadionem zasługuje, aby być trzecią siłą w lidze. Nie wyobrażam sobie jednak póki co takiej współpracy, bo dziś przyjście do Lechii oznaczałoby wielką niewiadomą. Szkoda jednak piłkarzy w tej drużynie, bo drzemie w nich olbrzymi potencjał, a ich właściwe miejsce w tabeli przyciągnęłoby tłumy na trybuny, bo Gdańsk i cały region jest głodny piłki na wysokim poziomie. Trzymam kciuki i wierzę, że ta sytuacja szybko się zmieni i uspokoi. Życzę zarządowi oraz ludziom oddanym Lechii Gdańsk powodzenia.

TYLKO U NAS. Adam Mandziara: Krawczyk prowadzi grę. Ale Lechia jest w dobrych rękach