Dirk Willers: Pracuję z zakasanymi rękawami, Lechia to uśpiony olbrzym

RENATA DĄBROWSKA

- Mamy fantastyczny stadion, świetne miasto, z dobrym położeniem i jakością życia mieszkańców. Historia i tradycja związana z Solidarnością, związki z narodzinami demokracji. A przy tym wszystkim Lechia Gdańsk jest relatywnie małym klubem. Moje zadanie to uczynienie z niej rozpoznawalnej marki, niezależnie od tego, czy osiągnie sukces sportowy, czy nie - mówi członek zarządu Lechii Gdańsk Dirk Willers.


Został pan nowym członkiem zarządu Lechii Gdańsk. Pochodzi pan z Niemiec. Czym wcześniej się pan zajmował?

Dirk Willers: - Kibice Lechii mnie nie znają, ja też jeszcze ich nie znam i chcę, żeby ta sytuacja uległa zmianie. Jestem z wykształcenia ekonomistą i zawodowo zajmowałem się doradzaniem przedsiębiorstwom. Zajmowałem się tym dobrych kilka lat. Następnie przeszedłem na stanowisko kierownicze w firmie zajmującej się różnego typu technologiami telewizyjnymi, m.in. budową studiów telewizyjnych czy wozów transmisyjnych. W branży medialnej założyłem firmę producencką, która realizowała różnego rodzaju międzynarodowe formaty telewizyjne i obok tego zajmowałem się także branżą futbolową. Mieliśmy dobrą sieć powiązań z niemiecką piłką, dlatego też miałem możliwość poznania działania klubów Bundesligi od strony ekonomicznej i organizacyjnej, jak funkcjonują, jaka jest ich struktura itp.

Jakiś przykład?

- Jednym z takich klubów było FC Köln. Sam pochodzę z Kolonii, jestem także od wielu lat członkiem tego klubu i dzięki temu miałem możliwość bycia bardzo blisko - widziałem, co w funkcjonowaniu klubu jest dobrego i złego. Nie byłem jego pracownikiem, ale byłem bardzo blisko.

Czym dla pana jest klub piłkarski?

- Dla mnie klub to przedsiębiorstwo, które składa się z wielu ludzi. W moich firmach zajmowałem się zawsze tworzeniem struktur, rozwijaniem strategii i tworzeniem z danych firm uznanych marek. Moje działanie nie było rozłożone na krótkie terminy, tylko zastanawiałem się, co można zrobić w zakresie finansów, marketingu, organizacji, mediów - jak z dobrego pomysłu zrobić markę, która przetrwa.

A czy Lechia może zostać taką marką?

- Jeszcze nie jestem tu tak długo, żeby już teraz z miejsca stwierdzić, czy Lechia ma taki potencjał, by stać się uznaną marką. Mogę tylko powiedzieć, że jest tutaj kilka parametrów - przesłanek, które sprawiają, że Lechia to jest uśpiony olbrzym. Mamy fantastyczny stadion, świetne miasto, z dobrym położeniem i jakością życia mieszkańców. Historia i tradycja związana z Solidarnością, związki z narodzinami demokracji. A przy tym wszystkim klub jest relatywnie mały. Nie mamy tu do czynienia z potworem, który przeszedł upadki i wzloty, ale małym i fajnym klubem z twardą bazą kibiców, którzy są z nim na dobre i złe. Mamy strukturę sponsorską, sporą strefę wpływów - jesteśmy w regionie jedynym klubem, który ma zespół w piłkarskiej ekstraklasie. Ja pochodzę z regionu, gdzie w promieniu 100 km są takie drużyny jak FC Köln, Bayer Leverkusen, Borussia Dortmund, Schalke 04, Borussia Monchengladbach. Tam jest walka o udział w rynku regionalnym, bo tam nie można być kibicem Kolonii i Gladbach. Tutaj jest duże pole do działania. Lechia ma potencjał, żeby stać się dużym klubem. Dużym to nie oznacza, że ma dużo pracowników czy jeszcze większy stadion. Chodzi o bazę kibiców.

Jakie jest zatem pana zadanie?

- Moje zadanie to zrozumienie całego klubu, jakim jest Lechia - ludzi, jego historii, kibiców. Chcę poznać, co jest ich motywacją, żeby co drugą sobotę przychodzić na stadion, co jest ich motywacją, żeby po dwóch czy trzech porażkach znowu przychodzić, czemu noszą barwy i są z nich dumni, co myślą nasi sponsorzy i partnerzy biznesowi. Każdy z nich ma jakiś interes związany z Lechią - dla jednych to jest biznes, dla innych namiętność i emocje. Media także są ważne, jak się do nas odnoszą i my do nich. Co jest już dobre - to, że ludzie interesują się Lechią. Chcemy, żeby po tych wszystkich zawirowaniach, jakie działy się wokół Lechii - zmiany właścicielskie, transfery, zmiany zawodników - uspokoiło się. Teraz trzeba stworzyć dobre struktury, które będą trwałe nie przez miesiąc czy rok, ale przez cztery czy pięć lat i będą funkcjonować niezależnie od tego, czy Lechia odniesie sukces sportowy, czy nie. Nie ma sensu budować takiej struktury, która po sukcesie Lechii za chwilę się załamie. Wszystkie elementy muszą dobrze ze sobą współgrać. Ludzie, którzy będą tu pracować, mają chcieć tu pracować i nie będzie to dla nich praca od 9 do 17. Oni muszą wierzyć, że tu powstaje historia i oni są jej częścią.

Bardzo pozytywne podejście, ale czy realne do wykonania?

- Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy w sferze marzeń, a gdy patrzymy na to, co dzieje się na boisku, to są tam rzeczy, których nie chcemy oglądać. Mam nadzieję, że to się zmieni. Stworzenie przejrzystej struktury przedsiębiorstwa to jest w tej chwili najważniejsze i tym się zajmuję i potrzebuję do tego informacji. Dużo rozmawiam z ludźmi, obojętnie, czy to jest kierowca w taksówce, czy prezes, czy szef marketingu. Mamy też spotkanie z kibicami. Pracuję z zakasanymi rękawami. Kiedy zbudujemy struktury, wtedy będzie tu spokojniej, właściwi ludzie znajdą się na właściwych stanowiskach, wtedy zaczniemy zajmować się zbudowaniem komunikacji. Ona może dobrze funkcjonować na zewnątrz, kiedy jest dobrze poukładana w środku. Potem trzeba wyjść do partnerów, którzy są dla nas ważni, tak jak i my dla nich. Wtedy dochodzimy do punktu, jak zrobić z Lechii markę. To zadanie jest i proste, i trudne zarazem. Trudne, kiedy nie wychodzi się ze swojego biura na PGE Arenie i patrzy na puste boisko. Powstawanie marki to żywy proces, w porozumieniu z ludźmi, którzy są blisko klubu. Zadaniem na najbliższe tygodnie i miesiące to dotarcie do ludzi, jak oni odbierają Lechię, czy klub i drużyna ma dobry image, czy zły, gdzie są problemy, gdzie jest dobrze.

Chce pan przenieść niemieckie wzorce na polski grunt? Niezwykle trudne zadanie.

- W Niemczech każdy klub coś sobą reprezentuje. I mimo że nie odnosi sukcesów sportowych, staje się marką, inne stają się marką tylko dlatego, że właśnie odniosły sukces. Sankt Pauli w Hamburgu występuje w II lidze, grają straszną padakę, ale image jest tak silny i stał się taką marką, że uwolnił się od sukcesu sportowego i żyje własnym życiem. Fani akceptują brakujące sukcesy, kiedy wartości podstawowe są cenione i wyznawane. Tak samo było przez wiele lat z Schalke - dla ich kibiców to, ile zarabiają piłkarze, jest całkowicie obojętne. Jedno jest ważne - po 90 minutach meczu jego koszulka musi być ubrudzona, bo to oznaka, że walczył i że dobrze pracował. Musisz jeździć na tyłku, bo to twoja praca i za to pobierasz pensję. My jesteśmy robotnikami i dajemy z siebie wszystko w pracy i - kiedy płacimy kilkadziesiąt euro za bilet - oczekujemy, że ty dla mnie w ciągu tych 90 minut wyrwiesz duszę z ciała, żeby wygrać. Jeśli się nie uda, trudno, ale dobrze wykonałeś swoją pracę.

Jaki przewidujecie czas na realizację tych zadań?

- To jest długi proces, trzeba być w permanentnym kontakcie, także z mediami. Chcemy, żeby media były przy klubie, były krytyczne, ale interesowały się. Na koniec wszyscy mamy wygrać, wszyscy będą z tego profitować - kibice, miasto, zawodnicy, media, klub pod względem ekonomicznym. Szybko można się odciąć od ludzi, wejść z nimi w konflikt, a dużo trudniej jest ich ze sobą połączyć. Na to potrzeba czasu.

Będzie pan budował struktury. Jak wyglądały pana początki w Lechii?

- Oprócz mojej medialnej działalności w Niemczech zdobyłem duże kontakty ze światem piłkarskim poprzez Rogera Wittmanna i ROGON z intencją, jak można z graczy stworzyć marki, wykorzystując do tego media. Podobnie jest z klubem. Wartość piłkarza tworzy się na boisku i tam też tworzy się wartość marki. To nie jest tożsame z wartością rynkową - np. że dany piłkarz ma wartość 2 miliony euro, bo to jest cena, którą inne kluby są gotowe, żeby zapłacić za tego piłkarza. Wartość marki to coś innego - to, co objawia się u piłkarza poza boiskiem. Przykładem jest tutaj David Beckham, który zbudował swoją markę na niewiarygodnym poziomie i zachwyca ludzi. To wcale nie był wielki piłkarz. Gdyby był Niemcem, być może w ogóle nie dostałby się do reprezentacji, ale wystarczyło to dla Anglii. Był dobrym zawodnikiem, ale nie na poziomie Cristiano Ronaldo czy Leo Messiego. Ale wygenerował taką markę, że dla wielu ludzi to jeden z najlepszych zawodników na świecie i jego marka funkcjonuje, chociaż on już przestał grać w piłkę. I pewnie zarabia teraz więcej, niż gdy był czynnym sportowcem. Od tego zaczęła się moja styczność z futbolem. Poprzez pana Wittmana poznałem pana Wernzego, który któregoś dnia zagadnął mnie, że został właścicielem klubu i chciałby w długoletniej perspektywie osiągnąć z nim sukces. Aby to zrobić, potrzebuje różnych składników, i chciałby mnie pozyskać. "Zobacz, czy ci się to podoba, sprawdź, a potem się zdecyduj, czy chcesz się w to zaangażować, czy nie" - powiedział. Po tym, jak zobaczyłem klub, nie ma gwarancji, że się uda, ale są warunki brzegowe i podstawy. Zapytałem, co u niego znaczy długoterminowo, bo dla niektórych to już 2 tygodnie, a dla innego 20 lat. Nasze pojęcie długoterminowości jest zbieżne, czyli 3, 4, 5 lat. To daje mi spokój. Organizacja klubu, strategia jest związana nie tylko z klubem, ale i drużyną. W niej chcę też zaszczepić pewną ideę, dla kogo to jest tylko przystanek, a kto jest zawodnikiem i prawdziwym lechistą. Chcemy znaleźć strategię, bo nie każdy zawodnik pasuje do Lechii, i chcemy takiego zadania się podjąć. W tym ma pomóc chociażby Jarosław Bieniuk. To świetny człowiek, widział trochę świata i ma doświadczenia nie tylko z Polski. Dobrze, że go pozyskaliśmy. Zbieramy te małe cząstki, żeby w przyszłości była z nich ścisła struktura.

Jak w ogóle trafił pan do tego klubu?

- Pan Wernze to mój szef, ale nie jestem w Lechii dlatego, że szukałem pracy i ktoś przyszedł i od razu się zgodziłem. Moja zawodowa sytuacja była stabilna i to mnie przekonało. Mam 47 lat i coś już osiągnąłem w życiu. Pan Wernze położył podstawy do tego, że możemy w ogóle rozmawiać o rozwoju Lechii.

Mówiliśmy o strukturach, budowaniu marki Lechii i piłkarzy. Jednak co z medialnością klubu, z tematami, na których opierała się pana droga zawodowa w Niemczech?

- Jeśli chodzi o media, to chcę również rozwijać media własne - mamy stronę, konto na Facebooku i telewizję klubową Lechia TV. One się rozwijają, musimy zastanowić się jednak, jak je wykorzystać. Na razie robimy to co inni, wszyscy mają Facebooka i telewizję i się nie odróżniamy. Musimy robić coś innego, żeby być rozpoznawalnymi.

W naszej telewizji chcemy pokazywać żywych ludzi, ich namacalne historie, a nie tylko ładne obrazki, które nadają się na plakat. Nieważne, czy to będzie nagrany w wysokiej jakości film, w jakiej technice, to są sprawy drugorzędne. I to wcale nie jest drogie. Od 15 lat się tym zajmuję i do niedawna uważałem, że dobre historie wymagają dużych pieniędzy. Ale przy tym rozwoju technologii wystarczy telefon komórkowy. Chodzi o to, żeby wychwycić wartości, jakie reprezentuje Lechia, bo to wpisuje się w naszą strategię działania.

Jaka jest sytuacja finansowa Lechii? Coraz głośniej mówi się, że nie jest wcale tak kolorowo, jak zapewniano. Martwi się też PZPN.

- W Niemczech takie praktyki, że związek sprawdza finanse klubu, są na porządku dziennym. To nie jest powód do niepokoju. Całe to zamieszanie zakończy się pozytywnie, jestem pewny. Mogę uspokoić kibiców, że właścicielem klubu jest człowiek, który zjadł zęby na finansach. Doradztwem finansowym i ekonomią zajmuje się od dziesięcioleci i odnosi na tym polu sukcesy. Jest z branży, w której liczą się powaga, dokładność i staranność. W tej branży jest się stale zobowiązanym przestrzegać różnych przepisów i regulaminów. Odnieść na tym polu sukces, tak jak w przypadku pana Wernzego, to dowód, że jest on poważnym człowiekiem i nie pozwala sobie na jakieś nieprawidłowości. A kiedy bierze swój własny kapitał i wkłada go w Lechię, to na pewno dokładnie wie, dlaczego wybrał akurat ten klub, a nie inny. To nie jest przypadek, ponieważ pan Wernze wie, że klub spełnia wszystkie wymagania, by móc w nim działać. To jest inwestycja na lata i pan Wernze zdaje sobie sprawę, co trzeba zrobić pod względem finansowym, żeby to wszystko działało. Choć jestem tu od niedawna, to mogę zapewnić, że Lechia na długie lata będzie stać na nogach. Co z tego zrobimy, to już zależne od nas. Pan Wernze stworzył nam warunki, a my mamy pole do popisu, żeby osiągnąć sukces. Pan Wernze nie działa na zasadzie: wejść do klubu - pół roku robić w nim podejrzane interesy, wyciągnąć, ile się da, a potem zostawić w ruinie. To nie jest Roman Abramowicz czy inni ludzie, którzy mają pieniądze i zajmują się piłką. Jestem pewny, że kiedy za trzy lata się spotkamy, będę mógł powiedzieć, że to, co mówię teraz, się potwierdziło.

Polacy cały czas żyją w przeświadczeniu, że w zarządzie klubu piłkarskiego muszą zasiadać osoby mocno związane z piłką, znające realia futbolu.

- Przykładem no to, że - żeby zarządzać dobrze klubem - nie trzeba aż tak bardzo znać się na piłce, jest Borussia Dortmund. Pan Watzke jest przede wszystkim sprawnym menedżerem, który zna się na prowadzeniu biznesu, a do spraw sportowych dobrał sobie właściwych ludzi. Otoczenie się właściwymi ludźmi jest kluczowe. My korzystamy z doświadczeń Sławomira Wojciechowskiego i Jarka Bieniuka. Członkowie zarządu mają odpowiednich doradców.

Jak wykorzystać potencjał PGE Areny, stadionu, który z pewnością zachwyca?

- Chciałbym, żeby wizyta na meczu Lechii była dla turystów jedną z 10 najważniejszych rzeczy, jakie trzeba robić w Gdańsku. Podobnie jest w Monachium. Tam turyści otrzymują darmowe zaproszenia na spotkania Bayernu na Allianz Arena i poziom wykorzystania tych wejściówek to 60 procent. Mamy dostęp do pięknego stadionu, który musi się stać naszą wizytówką. Razem z partnerami musimy sprawić, aby - będąc w Gdańsku od razu - każdy chciał odwiedzić stadion i zobaczyć mecz Lechii.

SUSHI, WOŁOWINKA I ZUPA Z KRWI. KUCHNIA PIŁKARZY LECHII GDAŃSK


LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia Kraków 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa