Krzysztof Brede: Chciałbym, żeby mecz Lechii z Jagiellonią decydował o mistrzostwie Polski

- Na pewno niedzielny mecz Jagiellonii w Gdańsku z Lechią będzie dla mnie pod względem emocjonalnym specjalnym wydarzeniem. Wracam przecież do swojego piłkarskiego i trenerskiego domu. Wychowałem się w Lechii jako piłkarz i tu zaczynałem pracę szkoleniową i gdańskiemu klubowi zawdzięczam bardzo dużo - mówi przed spotkaniem na PGE Arenie II trener Jagiellonii Krzysztof Brede.


Brede to wychowanek Lechii, w której spędził większość swojej piłkarskiej kariery i w której rozpoczynał swoją pracę jako szkoleniowiec. 33-latek w sezonie 2012/2013 był asystentem trenera Bogusława Kaczmarka, a w kolejnych rozgrywkach pełnił tę funkcję u boku Michała Probierza.

Po zdymisjonowaniu Probierza w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu Brede pod koniec marca również pożegnał się ze stanowiskiem. Do pracy w ekstraklasie wrócił w lipcu, kiedy do współpracy zaprosił go Probierz, który po rozstaniu z Lechią objął Jagiellonię. Podobnie jak w gdańskim zespole, także w białostockiej drużynie Brede jest II trenerem. Nie ukrywa jednak, że sentyment do Lechii wciąż odczuwa.

- Na pewno niedzielny mecz Jagiellonii w Gdańsku z Lechią będzie dla mnie pod względem emocjonalnym specjalnym wydarzeniem. Wracam przecież do swojego piłkarskiego i trenerskiego domu. Wychowałem się w Lechii jako piłkarz, tu zaczynałem pracę szkoleniową i gdańskiemu klubowi zawdzięczam bardzo dużo - mówi Brede w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

Jak sam przyznaje, przejście z Lechii do Jagiellonii nie odbiło się negatywnie na jego pracy.

- Czy musiałem się odnajdywać po przejściu z Gdańska do Białegostoku? Nie było takiej potrzeby. Jestem pomocnikiem trenera Probierza, podobnie jak było w Lechii. Staram się wykorzystywać tę wiedzę i doświadczenie, które mam, najlepiej, jak tylko potrafię. Niezbędne są też przy tym pasja i zaangażowanie, które mamy wszyscy w sztabie szkoleniowym Jagiellonii - przekonuje Brede.

Niedzielny mecz Lechii z Jagiellonią będzie okazją do przełamania się dla którejś z drużyn. Lechia po dwóch porażkach u siebie ze Śląskiem Wrocław i Koroną Kielce będzie chciała jeszcze przed przerwą zimową odrobić część strat do drużyn z pierwszej ósemki. Jagiellonia z kolei chce poprawić sobie humor po dwóch przegranych spotkaniach z rzędu - 0:1 z GKS Bełchatów i dotkliwym 2:5 z Ruchem Chorzów.

- Nie jedziemy do Gdańska z myślą, że chcemy powetować sobie te dwie porażki. Oba spotkania to już historia, a na nią, jak wiadomo, nie mamy wpływu. Wpływ mamy za to na to, co przed nami. Aktualnie jest to mecz z Lechią i na nim się koncentrujemy. Na PGE Arenę przyjeżdżamy, by zagrać dobry mecz, a na koniec mieć w garści korzystny rezultat - zaznacza Brede. - Faworyta w tym meczu nie ma. Od ustalania, kto jest faworytem, a kto nie, są dziennikarze. Żaden trener nie powie przed spotkaniem, że czuje się faworytem. Może to jest wyświechtany slogan, ale dla nas każdy mecz jest tak samo ważny - dodaje asystent Probierza.

Nie da się jednak ukryć, że obie drużyny przystąpią do tego meczu z różnego poziomu. Jagiellonia to obecnie trzeci zespół w ligowej stawce, a Lechia zakotwiczyła nad strefą spadkową. Brede ma jednak nadzieję, że biało-zieloni wydobędą się z kryzysu.

- Chciałbym, żeby po fazie zasadniczej sezonu obie drużyny znalazły się w górnej ósemce i by ich mecz decydował o mistrzostwie Polski - podkreśla Brede.

MIELI BYĆ GWIAZDAMI W EKSTRAKLASIE. I BŁYSZCZĄ. ALE W III LIDZE