Sport.pl

Piłkarz Schalke Oktawian Skrzecz: Mam do Lechii duży żal [ROZMOWA]

- Co mnie najbardziej uderzyło w Niemczech? Przede wszystkim niesamowite tempo gry. Tam często nie ma czasu na przyjęcie piłki, a co dopiero na poprawianie jej sobie dwa czy trzy razy. Jeden-dwa kontakty, oddanie i wyjście na pozycje. U nas gra się dużo wolniej - mówi w rozmowie z trojmiasto.sport.pl wychowanek Lechii Oktawian Skrzecz, obecnie piłkarz Schalke 04 Gelsenkirchen.


Tomasz Osowski: Z Lechii do Schalke przeszedłeś w czerwcu 2013 roku, miałeś wówczas 16 lat. Z pewnością była to dla ciebie trudna decyzja, w tak młodym wieku z dala od rodziny, znajomych...

Oktawian Skrzecz: Na samym początku byłem bardzo podekscytowany, w końcu nieczęsto się zdarza, żeby Polak mający zaledwie 16 lat znalazł się w tak dużym klubie. Kiedy jednak minęło trochę czasu, dopadła mnie szara rzeczywistość. Obok nie było znajomych, rodziny, dlatego całymi godzinami siedziałem na Skypie, co też nie było dobre...

Jak minęły te pierwsze miesiące?

- To była katastrofa. Mieszkałem w internacie, byłem sam w pokoju, nie znałem języka. Na początku nie byłem też zbyt otwarty w stosunku do Niemców, więc większość czasu spędzałem samotnie. Piłkarsko również ciężko było się wprowadzić, dużą rolę odgrywały kwestie fizyczne. Z biegiem czasu powoli wchodziłem w ten rytm, teraz jest mi już łatwiej. Coraz lepiej radzę sobie z językiem niemieckim, poznałem kilku fajnych znajomych, w zespole jest sympatyczna atmosfera. Zobaczyłem też, jak na Zachodzie ludzie podchodzą do piłki, jak to wszystko jest zorganizowane. Do tego też trzeba się przyzwyczaić, bo przeskok jest ogromny.

Dlaczego zdecydowałeś się na Schalke? Chciało cię sporo innych topowych klubów z Europy.

- Przede wszystkim przekonało mnie to, że wielu wychowanków Schalke dostaje szansę gry w pierwszym zespole, mają możliwość, aby się wykazać. Wcześniej byłem w tym klubie na testach i już trzy dni po powrocie dostałem odpowiedź, że są bardzo mną zainteresowani i że chcieliby mnie pozyskać. Wówczas się nie udało, ale cały czas mnie monitorowali, temat powrócił w ubiegłym roku. Ze wszystkich zagranicznych klubów tam mi się najbardziej podobało, szczególnie podejście do zawodników.

Jakie inne kierunki brałeś pod uwagę?

- Zarówno polski, jak i zagraniczny. Mogłem zostać w kraju, miałem kilka propozycji z ekstraklasy, poza tym kluby z Niemiec, Anglii, Francji, Rosji. Konkretnie? M.in. Borussia Dortmund, Zenit Sankt Petersburg... O innych nie chcę mówić, nie doszło do konkretów, było minęło.

Zakładałeś, że możesz zostać w Lechii?

- Do pewnego momentu jak najbardziej. To było moje marzenie, żeby zostać w Lechii, zagrać na PGE Arenie dla najlepszych kibiców w Polsce, nabrać tu trochę doświadczenia i dopiero potem spróbować sił poza granicami kraju. Nie udało się, o co mam duży żal do ówczesnego kierownictwa klubu. Nie potraktowali mnie poważnie, myśleli, że skoro mają mnie tutaj teraz, to będą mieć zawsze. I to bez względu na to, jak będą ze mną postępować. Odczułem z ich strony brak szacunku do mnie i do moich rodziców. Grałem 10 lat w tym klubie, a potraktowali nas w taki sposób... Już po pierwszym spotkaniu było praktycznie przesądzone, że w Lechii nie zostanę. Sam tak zdecydowałem, bo uznałem, że nie będę tu siedział za karę.

Kto był obecny na tym spotkaniu ze strony Lechii?

- Prezesi Sarnowski oraz Bartosiewicz [obecnie nie ma ich już w klubie - red.].

Ich propozycja była nie do przyjęcia?

- Ja tak naprawdę chciałem usłyszeć tylko kilku zdań: że wierzą w mój talent, że chcą na mnie postawić, że będę dostawał szansę gry w ekstraklasie. Chciałem poczuć, że naprawdę im na mnie zależy, że chcą mnie zatrzymać. Tak aby za jakiś czas na transferze zagranicznym zyskał i klub, i ja. Nic takiego nie usłyszałem. Pieniądze naprawdę nie grały aż takiej roli, ale w tej kwestii z ich strony to też była kompromitacja. Zwłaszcza że przez 10 lat gry w Lechii za wszystko płacili moi rodzice: obozy, turnieje, buty piłkarskie, składki. Dla mnie to, co zrobiła Lechia, było niepojęte. Odebrałem ich propozycję jako kompletny brak szacunku dla moich rodziców.

Sytuacja z zablokowaniem wyjazdu na rekonesans do Chelsea też mogła mieć wpływ na twoją decyzję?

- Do teraz nie mogę tego zapomnieć. Najpierw poleciałem z mamą z Gdańska do Warszawy, potem z Warszawy mieliśmy się udać do Londynu. Kiedy byliśmy na lotnisku w Warszawie, nagle dostaliśmy telefon od taty, że Lechia jednak nie wyraża zgody na mój wyjazd. To był dla mnie cios, nie mogłem zrozumieć dlaczego, gdy miałem 13 lat, o moich losach decydował klub, a nie rodzice. Wiadomo, że każdy chciałby spędzić w takim klubie jak Chelsea kilka dni, zobaczyć, jak trenują seniorzy, jak działa akademia. Według mnie najlepsza w Europie. Mają w niej do dyspozycji ponad trzydzieści boisk. Pamiętam, jak byłem tam za drugim razem i mieliśmy zaplanowany sparing z Tottenhamem. Zbiórkę wyznaczono na 16.40, a ja wyszedłem z budynku akademii o 16.35. Problem w tym, że graliśmy na boisku nr 35! Było ono tak daleko, że aby się nie spóźnić, musiałem biec sprintem.

Dlaczego zatem nie zdecydowałeś się na Chelsea?

- Po tym trzecim, niedoszłym wyjeździe, Chelsea wysłała pismo, że będzie mnie monitorować od 14. roku życia. Kiedy byłem już zdecydowany na Schalke, dostałem nawet od nich sygnał, żebym się jeszcze powstrzymał, ale ja już podjąłem decyzję. Nie miałem na co czekać. Żeby zostać w Lechii, musiałbym podpisać umowę, a po wspomnianym spotkaniu nie było już takiej opcji. Wybrałem Schalke i myślę, że w sumie to dla mnie lepszy kierunek. Wiadomo, jakim klubem jest Chelsea, jak trudno dostać się tam do pierwszego zespołu. Poza tym ściągają najlepszych młodych piłkarzy z całej Europy. Nie to, że się bałem, po prostu postawiłem na inną opcję.

Co cię najbardziej uderzyło przy pierwszym kontakcie z rówieśnikami z Niemiec? Jaka była największa różnica w porównaniu z tym, czego doświadczyłeś w Polsce?

- Przede wszystkim niesamowite tempo gry. Tam często nie ma czasu na przyjęcie piłki, a co dopiero na poprawianie jej sobie dwa czy trzy razy. Jeden-dwa kontakty, oddanie i wyjście na pozycje. No i to wszystko poparte oczywiście techniką, siłą fizyczną. No, ale przede wszystkim to tempo. Nawet jak gram teraz w reprezentacji Polski do lat 18, to jest ono dużo wolniejsze, widać różnicę. Jakiś czas temu z kolegą z Schalke oglądaliśmy skrót meczu Centralnej Ligi Juniorów, zdaje się Lechii z Zawiszą. Włączyłem i patrzymy, że jeden zawodnik przyjmuje piłkę i przez dobre 10 sekund nikt go nie atakuje, nikt do niego nie doskakuje. Myśleliśmy, że przez przypadek włączyła nam się pauza [śmiech]. Potem on spotkał innego kolegę i powiedział mu, że oglądaliśmy 9. ligę polską. Musiałem wyprowadzić go z błędu, powiedziałem, że to nasi rówieśnicy z Polski, odpowiednik A-Junioren Bundesligi, w której obecnie gramy. Nie mógł uwierzyć. No i potem, już na poziomie ekstraklasy, często mamy to samo i mecze toczą się w ślamazarnym tempie.

Z czego to wynika? Trenerzy tego nie wymagają, młodzi piłkarze nie mają wpojonego takiego stylu gry, brakuje im sił, żeby tak grać?

- Wszystko wynika z treningu. Skoro podczas treningu nie ma tego tempa, to potem w meczu jest tak samo. U nas w Schalke na początek zajęć jest gra na utrzymanie. Po pięciu minutach z każdego pot leci ciurkiem! Tam jest nieustanna walka, walka o chleb, o swoją przyszłość. Każdy zdaje sobie sprawę, jaką ma szanse i równocześnie jak mocna jest konkurencja. Jak z jednego rocznika dwie osoby wypłyną do Bundesligi, to już jest dobry wynik.

A jak cię potraktowali nowi koledzy, kiedy wchodziłeś do zespołu? Jako zagrożenie czy raczej kogoś, kto może im pomóc?

- Najpierw grałem w drużynie U-17, ale tam nie było atmosfery. Trzymałem się bliżej może z dwoma osobami. O tym, że grający ze mną Michael Olczyk ma polskie korzenie, dowiedziałem się dopiero wtedy, kiedy dostał powołanie do naszej reprezentacji! Wcześniej nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Ale w Niemczech już tak jest, że oni pierwsi nie wyciągną do ciebie ręki, ty musisz się o to starać.

Teraz będzie ci w Niemczech raźniej, bo od niedawna są z tobą mama i brat.

- Po tragedii rodzinnej [w lipcu nagle zmarł tata Oktawiana, Zbigniew] Schalke od razu wyciągnęło pomocną dłoń. Znaleźli mieszkanie dla mojej rodziny, pracę dla mamy, dzięki czemu w tych ciężkich chwilach będziemy razem i będzie nam łatwiej. Postąpili bardzo profesjonalnie, dziękuję im za to.

Jak często trenujecie?

- We wtorki i czwartki dwa razy dziennie, w pozostałe dni raz. Poza tym jest szkoła, a po popołudniowym treningu chodzę jeszcze na siłownię, gdzie staram się samemu troszeczkę popracować. Czasu wolnego nie ma dużo, bo w domu jestem koło 21, a staram się jak najszybciej iść spać, gdyż najlepszy sen jest między 22 a 2 w nocy. Poza tym dbam o dietę, bo to dla sportowca jeden z najważniejszych elementów.

A jak traktujesz szkołę?

- Normalnie. Mam jakieś tam problemy z przedmiotami typu biologia, tym bardziej że mój niemiecki nie jest jeszcze perfekcyjny, ale jakoś sobie radzę. Mam jeszcze trzy lata tej szkoły, kończy się ona niemiecką maturą.

Wróćmy jeszcze do spraw piłkarskich. Ilu członków liczy sztab trenerski zespołu do lat 19?

- Na obozie było z nami dziewięć osób: trzech trenerów głównych, trener bramkarzy, dwóch fizjoterapeutów, pani psycholog i dwie osoby odpowiedzialne za sprzęt. Pełny profesjonalizm, nie wiem, czy wszystkie zespoły naszej ekstraklasy mają tak rozbudowane sztaby.

Baza treningowa oczywiście na najwyższym poziomie.

- Jak najbardziej. Każdy zespół ma swoje pełnowymiarowe boisko, seniorzy dwa. Jest też plac ze sztuczną nawierzchnią, ale oczywiście nie taki jak na obiektach Lechii. Tak a propos - to sztuczne boisko stadionu przy Traugutta powinno zostać natychmiast zaorane albo powinien zostać wprowadzony zakaz wchodzenia na nie. I to nawet dla psów, bo mogą sobie tam łapy połamać. Do dziś mam kłopoty lędźwiowe związane z graniem i trenowaniem na tej nawierzchni.

Wracając do obiektów Schalke, to jest również nowoczesne centrum medyczne, gdzie co pół roku mamy kompleksowe badania, są sale do fitnessu, siłownie, sauny, baseny - ze wszystkich tych rzeczy możemy korzystać do woli. Nie ma potem wymówek, że czegoś nie było, że czegoś zabrakło. Jeśli tego nie wykorzystałeś, to jest tylko i wyłącznie twoja wina. Wszystko zależy od ciebie.

Twoim trenerem w zespole U-19 jest Norbert Elgert, uznawany za wybitnego fachowca.

- To najlepszy trener młodzieżowy w Niemczech, jeden z lepszych w Europie. Niedawno odrzucił ofertę z klubu 2. Bundesligi, gdzie miał zostać pierwszym szkoleniowcem. Wychował wielu świetnych zawodników, Mesut Oezil zaprasza go na spotkania Arsenalu, wcześniej bywał w Madrycie na meczach Realu. Spod jego ręki wyszli niemal wszyscy znani wychowankowie Schalke, jak Benedikt Hoewedes czy Joel Matip. Na pewno jestem w dobrych rękach.

Na co trener Elgert stawia największy nacisk?

- Szybka gra, podejmowanie błyskawicznych decyzji, orientacja, cały czas musisz wiedzieć, co się dzieje za twoimi plecami. Ogólnie wszystko wiąże się z tym, o czym już mówiłem - tempo, tempo i jeszcze raz tempo.

Póki co nie grasz w zespole U-19 zbyt wiele.

- Niestety, od początku sezonu w sumie zagrałem w czterech meczach po kilka, kilkanaście minut. A taki Michael Olczyk gra jeszcze mniej.

Dlaczego tak się dzieje, czujesz, że odstajesz?

- Ja mam jeszcze 3,5 roku kontraktu [Skrzecz podpisał w 2013 roku umowę 3+2], na razie w naszym zespole bardziej jest ogrywany ten starszy rocznik - 1996. Sprawdzają, kto się nadaje. Nie ma się co załamywać, trzeba pracować, ja mam jeszcze półtora roku w U-19. Kluczowy będzie przyszły sezon. To dla mnie trudny moment, były momenty zwątpienia. Kiedy zamiast grać, siedziałem na trybunach, pojawiła się myśl o odejściu na wypożyczenie, zgłaszały się różne kluby, ale zgody z Schalke nie dostałem. Jest to znak, że we mnie wierzą, patrzą na mnie perspektywicznie. Ale w tej chwili moja sytuacja jest tragiczna. Skoro się nie gra, tak trzeba to nazwać.

A masz jakiś kontakt z pierwszym zespołem?

- Na razie mogę tylko popatrzeć, jak trenują.

Zapytam jeszcze o mecze z Borussią Dortmund. Rzeczywiście są dla Schalke tak wyjątkowe?

- Są, na te mecze nawet w młodszych rocznikach przychodzi bardzo dużo ludzi. Ale mi bardziej podobały się derby Lechia - Arka, cały tydzień żyliśmy tymi meczami, już jako mali chłopcy bardzo je przeżywaliśmy. To było dla nas prawdziwe święto, mecze sezonu.

Od dłuższego czasu grasz w juniorskich reprezentacjach Polski, podczas niedawnego meczu z Anglią byłeś nawet kapitanem drużyny do lat 18. Jak ważne są dla ciebie występy w biało-czerwonych barwach?

- Tak naprawdę jestem drugim kapitanem, pierwszym jest Filip Jagiełło. Gra w reprezentacji Polski zawsze była moim marzeniem. To ogromne przeżycie grać z orzełkiem na piersi, śpiewać hymn i jeszcze być kapitanem. Czy może być coś piękniejszego?

KARUZELA TRENERSKA W LECHII - DZIEWIĘCIU SZKOLENIOWCÓW W 3 LATA, PIĘCIU W TYM ROKU!


Więcej o:
Komentarze (20)
Piłkarz Schalke Oktawian Skrzecz: Mam do Lechii duży żal [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • jobrave

    Oceniono 186 razy 176

    A jednak są profesjonalni dziennikarze sportowi w "GW". Brawo - wywiad bardzo treściwy ! PP Szdkowski, Pol i inne "GWiazdy" - na korepetycje do Pana Ttomasza Osowskiego!

  • ksiadztezczlowiek

    Oceniono 170 razy 142

    Zawodnik, ktory nie miesci sie w rezerwach zespolu Schalke do lat 19 i siedzi na trybunach, gra w reprezentacji Polski i jest jednym z najlepszych. Taki jest poziom trenerow i polskiej pilki!

  • ksenofontos

    Oceniono 88 razy 84

    Fajny wywiad! Dużo można się było z niego dowiedzieć. Ale kiepsko, że tak się młodych traktuję. Mój chrześniak teraz zaczął na poważnie kopać ale nie wiemy z bratem czy ryzykować bo póki jest dobrze to wszystko cacy ale jak pojawia się problemy to do widzenia Państwu...

  • bukaj22

    Oceniono 88 razy 78

    Fantastyczny wywiad. Z teko co mówi Oktawian ciesze się, że wyjechał z Gdańska, gdzie obeszli się z nim typowo po Polsku czyli pełne amatorstwo i myślenie " jakoś to będzie" Lepiej kupić szrotu z zagranicy niż postawić na wychowanka. Nasza piłka to straszny zaścianek. Życzę Oktawianowi powodzenia i trzymam za niego kciuki.

  • augenthaler

    Oceniono 73 razy 73

    Wypowiedzi dojrzałe, jak na 16-latka. W sumie wielu młodych Polaków w tym wieku może mu zazdrościć takiego życia. A my życzmy mu powodzenia.

  • Weronika Rak

    Oceniono 67 razy 59

    Bardzo dobry wywiad, bardzo potrzebny i też wiele mówiący, niestety u nas w Polsce mamy powszechne dziadostwo we wszystkim, kluby chciały by nie inwestować i nie interesować się problemami graczy ale chcą sprzedawać swoich graczy za grube miliony, już na starcie, na samym początku jesteśmy przegrani bo początkowa selekcja na niższych szczeblach, na samym początku wygląda tak że trener bierze do drużyny tylko wysokich, wybieganych silnych i to później widać nie ma u nas Modricw, Pirlów, Lammów nie ma wirtuozów i techniki, wszyscy mali zawodnicy dostali się do kardy tylimi drzwiami, gwarantuje wam ze maradonna i messi też by sie w PL nie wybili bo przepadli by już na samym początku, za mali, za słabi fizycznie takie sa polskie kryteria. Choc teraz i tak jest dużo lepiej niż za prezesa Lato ale jeszcze daleka droga, aby kluby w Polsce były profesjonalne. Trzymaj się Oktawianie, zachowaj pokorę i pracuj wytrwale a twoja nagroda przyjdzie będziesz nas nagradzał swoją grą dla Polski, mądry chłopak rokuje nadzieje ze go blichtr i celebrytoza nie zeżre

  • fedcba321

    Oceniono 58 razy 58

    Co polski piłkarz wyjedzie na Zachód (a ostatnio już nawet na Wschód) to podkreśla, że największymi różnicami jest tempo gry, gra bez kontaktu, ciężkie treningi, silna konkurencja. I rzeczywiście - to pewnie największe różnice. Ale na litość boską - od 15 lat gadka jest taka sama. Piłkarze nie słuchają wywiadów z innymi, którzy wyjechali? Nie rozmawiają z nimi? Agenci i menadżerowie nie wspominali o tym?

    To nie zarzut do tego chłopaka. Ale większość piłkarzy z Polski ma w sobie gen cwaniactwa. Sądzi, że ci piłkarze przesadzają z różnicami. Sądzi, że sobie poradzi, bo zawsze dawał radę. Że skoro tutaj jest gwiazdą to wszędzie się odnajdzie. A potem jest płacz Furmana, Klicha czy Stępińskiego..

    Niektórzy mówią, że właśnie wiek 17-18 lat jest najważniejszy w rozwoju piłkarza. Wg mnie tak, ale tylko pod jednym względem - mentalnym. Wtedy uczy się piłkarza wyrzeczeń, ciężkiego treningu, poświęcenia życia na piłkę. Bo nawet 20-, czy 22-latka można nadal nauczyć gry na jeden kontakt, dokładniejszych wrzutek czy nawet taktyki. Ale tylko jeśli ma w sobie olbrzymią chęć do pracy. Jak Lewandowski w Borussii. Wyjeżdżając z Polski miał duże braki, ale miał głowę. A co po 21-latku, który całą 'karierę' juniora przeszedł na opinii dryblera czy cwaniaka, co strzelił kilka ładnych bramek i za to na niego przymykano oko? On ma większy problem, bo naprawdę łatwiej i chętniej trenować kogoś surowego, ale z talentem i chęcią niż wiecznego bumelanta, który nagle przestaje być 'lokalną gwiazdą' i sobie z tym nie radzi zupełnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX