Bartłomiej Pawłowski: Nie spuszczamy głów, nasze wku******* jest motywujące

- Można powiedzieć, że mamy kryzys, ale z drugiej strony nie odczuwam tego kryzysu w szatni. Nie chodzi o to, że jest sielanka, ale o to, że nie spuszczamy głów, tylko cały czas jest parcie na to, żeby zespół szedł do przodu. Jesteśmy mocno wkur..., ale to jest wkur... motywujące i to wychodzi też od osoby trenera - mówi piłkarz Lechii Bartłomiej Pawłowski. W niedzielę jego zespół zmierzy się na PGE Arenie z Piastem Gliwice.


Lechia nie wygrała meczu w lidze od sześciu kolejek (w tym czasie cztery porażki i dwa remisy) i w tabeli ekstraklasy zajmuje dopiero 13. miejsce. Czy to już kryzys?

- Można to nazwać kryzysem, ale z drugiej strony ja nie odczuwam tego kryzysu w szatni - mówi Pawłowski w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Nie chodzi o to, że jest sielanka, ale o to, że nie spuszczamy głów. Wcześniej, kiedy graliśmy słabo, właśnie tak się działo, a na wyjazd jechaliśmy jak na skazanie. Teraz nawet jak przegrywamy spotkanie, które teoretycznie powinniśmy wygrać, nie załamujemy się, cały czas jest parcie na to, żeby zespół szedł do przodu. Jesteśmy mocno wkur..., ale to jest wkur... motywujące i to wychodzi też od osoby trenera. Robi on nam odprawy taktyczne, na których mamy pokazane nasze ewidentne błędy, możemy je zobaczyć na spokojnie i potem na treningu staramy się je eliminować - podkreśla były piłkarz Malagi i dodaje:

- Oczywiście to nie jest przyjemna sprawa, kiedy nie wygrywa się sześciu meczów z rzędu - chociaż kiedyś w Widzewie przeżyłem serię zdaje się 20 meczów bez wygranej na wyjeździe - i winy można szukać tylko i wyłącznie po naszej stronie. Widzę dużą zmianę w taktyce gry, którą mamy preferować, jednak nie ukrywam, że w meczu z Podbeskidziem się nie popisaliśmy, tam w ogóle nie było widać realizacji naszych założeń. Trudno zdiagnozować, czym to było spowodowane, każdy powinien się wypowiedzieć sam za siebie. Ale mimo wszystko jestem przekonany i spokojny o to, że ten zespół będzie szedł w górę, bo widzę postęp i na pewno bardzo duże rezerwy. Uważam, że potrzeba nam mocnego treningu, takiego dociśnięcia śruby w okresie przygotowawczym. Bo polska liga nie stoi na wysokim poziomie, jeśli chodzi o wyszkolenie techniczne, tutaj trzeba swoje metry wybiegać. Widzę na swoim przykładzie, że tego gazu mi brakowało i kiedy szedłem za jedną akcją, to w kolejnej musiałem odpuścić. I widziałem, że niektórzy zawodnicy też mieli podobny problem - zaznacza skrzydłowy Lechii.

Od momentu objęcia zespołu przez Jerzego Brzęczka Pawłowski w obu meczach wchodził na boisko z ławki rezerwowych, ale doszedł do większej ilości sytuacji strzeleckich niż we wszystkich poprzednich spotkaniach razem wziętych. Brakowało tylko skuteczności.

- Rzeczywiście z Podbeskidziem miałem trzy okazje, były też sytuacje w meczu z Jagiellonią. No niestety, widać tu ewidentne błędy techniczne po mojej stronie. Piłka po moich strzałach nie poleciała tam, gdzie powinna... Nie będę szukał wymówek, powinienem się lepiej zachować. Nie cieszę się, że dochodzę do sytuacji, tylko martwię, że ich nie wykorzystuję - przyznaje Pawłowski.

Według wielu ekspertów słaba gra Lechii wynika m.in. z małego doświadczenia wielu zawodników. Nie radzą sobie z trudną sytuacją, w jakiej się znaleźli.

- Nie chcę za bardzo wchodzić w ten temat, bo nie chcę szukać łatwego alibi. Zawsze jak nie idzie, to pojawia się multum pomysłów, dlaczego tak się dzieje. Słyszałem już najdziwniejsze wymówki. Czy brakuje doświadczenia? Są takie momenty, kiedy zawodnik popełnia błąd, i można się zastanawiać, czy gdyby był bardziej doświadczony i miał rozegranych więcej meczów, to może by tego błędu nie popełnił. Ale czy rzeczywiście tak by było, tego nie wiemy, więc to czyste teoretyzowanie - uważa piłkarz Lechii, który cały czas szuka swojego miejsca w zespole.

- Myślę, że jeszcze go nie odnalazłem, nie odnalazłem też takiej formy, w jakiej chciałbym być. Czekam na ten zimowy okres przygotowawczy i liczę, że będzie to dla mnie przełomowy moment.

Najpierw jednak Lechia musi jeszcze rozegrać w tym roku dwa mecze - z Piastem i wyjazdowy z Lechem Poznań (13 grudnia). Żeby na wiosnę marzyć o walce o pierwszą "8", musi wyszarpać w nich kilka punktów.

- Interesują nas tylko zwycięstwa, tym bardziej że te dwa mecze będą miały wpływ na to, w jakich nastrojach spędzimy święta. Nie wyobrażam sobie, żeby życie prywatne nie szło w parze z zawodowym, to się nawzajem przenika. Jeśli wygramy te dwa spotkania, będę mógł spokojnie usiąść przy stole, a jeśli zgubimy punkty, na pewno zostanie mi to w głowie. To taka świąteczna motywacja, ale każda motywacja jest dobra i zawsze można ją w sobie znaleźć - podsumowuje Pawłowski.

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO