Jerzy Brzęczek: "Kiełbasy w górę" nam niepotrzebne

- W meczu z Piastem Gliwice najważniejsze będą taktyka i odpowiednia motywacja. Nie zamierzam jednak odwoływać się do metod Janusza Wójcika. Słynne "kiełbasy w górę" nie będą nam potrzebne - mówi trener Lechii Gdańsk Jerzy Brzęczek.


Konrad Marciński: Piast Gliwice to chyba najbardziej lekceważona w tym sezonie drużyna w ekstraklasie. Powszechnie traktuje się go jak chłopca do bicia, a tymczasem to gliwiczanie zabierają punkty faworytom.

Jerzy Brzęczek: W polskiej ekstraklasie nie można lekceważyć żadnego zespołu. Piast po słabszym początku sezonu, który zaczął od porażek, w ostatnich czterech meczach nie przegrał ani razu, wygrywając z Podbeskidziem i Lechem czy remisując z Wisłą. Gliwiczanie mają bardzo dobry okres, są pewni siebie, grają dobrą piłkę. Ale to nie oznacza, że nie są do pokonania. Nasz cel na niedzielę to wygrana z Piastem, ale na pewno go nie zlekceważymy.

Co będzie ważniejsze w tym spotkaniu? Taktyka czy odpowiednia motywacja?

- Obie rzeczy są tak samo ważne. Na poziomie ekstraklasy taktyka jest bardzo pomocna, z drugiej strony bez motywacji, pewności siebie i wiary w umiejętności może ona nie wystarczyć. Z kolei samą wiarą też się meczu nie wygra, jeśli będzie popełniało się błędy w organizacji gry.

Może sięgnie pan po którąś z metod motywacyjnych Janusza Wójcika [trenera reprezentacji olimpijskiej, która w Barcelonie w 1992 roku zdobyła srebrny medal; Brzęczek był kapitanem tej drużyny]? On był w tym mistrzem.

- Motywacja jest bardzo ważna, ale trzeba też mieć wyczucie, w jakiej sytuacji co można powiedzieć. Oprócz tego w szatni mamy wielu obcokrajowców, którzy nie do końca te metody mogą zrozumieć. Poza tym minęło już trochę czasu i niektóre z tych chwytów motywacyjnych trochę się zdezaktualizowały. Myślę, że słynne "kiełbasy w górę" nie będą nam potrzebne. Najważniejsze będą takie rzeczy jak przyjęcie piłki, dokładne dośrodkowanie i trafienie piłką w ten duży prostokąt z siatką. Niby prosta rzecz, ale bardzo trudna.

W meczu z Podbeskidziem widać było wyraźnie, jak bardzo trudna, skoro Lechia nie potrafiła zdobyć gola, grając w przewadze.

- Po tym meczu na gorąco powiedziałem, że pierwsza połowa była bardzo słaba w naszym wykonaniu. Jednak po analizie taktycznej, patrząc na agresję w odbiorze piłki, wyjścia z akcjami muszę przyznać, że wyglądało to przyzwoicie. Błąd popełniliśmy natomiast w pierwszych 20 minutach drugiej połowy, kiedy mając jednego zawodnika więcej, nie kontrolowaliśmy gry, niepotrzebnie dośrodkowywaliśmy z półdystansu, co było wodą na młyn dla Pavola Stano i Darka Pietrasiaka. A każda akcja oskrzydlająca z dośrodkowaniem po ziemi sprawiała, że dochodziliśmy do sytuacji strzeleckich. Z Piastem takich błędów w ofensywie popełniać nie możemy. Zdajemy sobie sprawę, w jakiej jesteśmy sytuacji i jak bardzo potrzebne nam są punkty.

Sami zawodnicy podkreślają, jak bardzo wkurzeni są sytuacją, w jakiej się znaleźli.

- Dla wielu z nich to na pewno nowa sytuacja i niektórzy mogą czuć się trochę zagubieni. Myślą sobie: "Co się dzieje, mieliśmy być w pierwszej trójce, a jesteśmy na 13. miejscu". Dla mnie to również ważny okres. Wszyscy musimy stawić czoła tej trudnej sytuacji, wyciągnąć wnioski, byśmy na wiosnę byli silniejsi. A jeśli chodzi o to wkurzenie, to chciałbym, żeby ci chłopcy pokazali je na boisku i żeby przełożyło się ono na skuteczność, bo w meczach z Jagiellonią i Podbeskidziem mieliśmy sporo sytuacji, w których powinniśmy strzelić bramki.

Może potrzebne są do tego zmiany w składzie? Przewiduje pan roszady w wyjściowej jedenastce na Piasta?

- Mam swoje przemyślenia na ten temat i niewykluczone, że przeprowadzę zmiany. Niektóre z nich będą być może wymuszone kłopotami zdrowotnymi zawodników.

O kogo chodzi?

- Rafał Janicki po meczu z Podbeskidziem był wyłączony z treningów, a Adam Dźwigała narzekał na przywodziciela. Diagnozy co do nich są pozytywne i liczę, że w piątek będą mogli normalnie uczestniczyć w zajęciach. Na pewno nie zagra Kevin Friesenbichler, który ma naciągnięte wiązadło. Za szybko wrócił do treningów, bo w kolanie zaczął pojawiać się płyn, więc chcemy, by teraz skupił się na wyleczeniu kontuzji. Tak samo jak Darek Trela, który ma problemy z barkiem i w tym roku nie zagra. Na szczęście do zdrowia wrócił Nikola Leković, który normalnie trenuje i walczy o miejsce w składzie.

Kłopoty ma pan nie tylko w linii defensywnej. W ataku "zaciął się" Antonio Colak. Czy ma pan dla tego zawodnika jakąś alternatywę?

- W ostatnich dniach dobrze prezentuje się Adam Buksa, więc niewykluczone, że dostanie swoją szansę. Poza tym jest Paweł Czychowski, który na treningach pokazuje dużą wolę walki, jest agresywny i nie odpuszcza obrońcom. Chłopak aż pali się do gry. Mamy więc różne możliwości na zestawienie składu. W piątek będę chciał mieć już gotową kadrę meczową na niedzielny mecz.

Jak idzie z nauką języka polskiego u obcokrajowców? Wspominał pan, że zagraniczni piłkarze Lechii muszą mówić po polsku.

- Są już efekty, bo np. Stojan Vranjes zdecydował się nawet udzielać wywiadów po polsku. Dwa dni w tygodniu są poświęcone na lekcje polskiego, więc tę barierę językową szybko powinno udać się pokonać.

KARUZELA TRENERSKA W LECHII - DZIEWIĘCIU SZKOLENIOWCÓW W 3 LATA, PIĘCIU W TYM ROKU!