Ariel Borysiuk: Nie ma hurraoptymizmu, jest pokora

- Daliśmy dziś z siebie maksa, wypruliśmy się wszyscy, chcieliśmy za te nieudane pół roku zrobić przynajmniej mały prezent naszym kibicom i to się udało - mówił po wygranym 3:1 meczu z Piastem Gliwice pomocnik Lechii Ariel Borysiuk.


Tym samym Lechia powtórzyła wynik z pierwszego spotkania z Piastem i przerwała serię sześciu meczów bez zwycięstwa. Choć wbrew temu, co wskazuje wynik łatwo nie było, szczególnie w drugiej połowie, którą biało-zieloni grali w osłabieniu (w ostatnich sekundach pierwszej części gry czerwoną kartkę zobaczył Mavroudis Bougaidis).

- Rzeczywiście, w drugiej połowie było ciężko - przyznał Borysiuk. - Piast miał ostatnio dobrą serię, ma zawodników, którzy indywidualnie potrafią dużo zrobić, jak Vassiljev, Badia czy Wilczek i było widać, że mamy z nimi problemy. Zbyt łatwo przedostawali się pod naszą bramkę. Myślę że daliśmy dziś z siebie maksa, wypruliśmy się wszyscy. Powiedzieliśmy sobie, że w tym ostatnim meczu w tym roku na PGE Arenie wypada w końcu zrobić przynajmniej mały prezent naszym kibicom za te nieudane pół roku i to się udało - podkreślił pomocnik Lechii. Jednak daleko mu do wielkiego zadowolenia po tym meczu.

- Nie ma co popadać w hurraoptymizm. Już tak było latem po sparingu z Panathinaikosem [wygranym przez Lechię 4:0] i wiemy, jak to potem wyglądało. Dalej jest pokora, jeszcze mamy jeden mecz i trzeba zrobić wszystko, żeby w nim zapunktować - podsumował Borysiuk.

W ostatnim tegorocznym meczu biało-zieloni zmierzą się na wyjeździe z Lechem Poznań (13 grudnia).

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO