Marcin Pietrowski: Nie będziemy prowokować Sadajewa. Jeśli wygrać, to po piłkarsku

- Specjalnie nie będziemy chcieli prowokować Zaura Sadajewa. My chcemy wygrywać po piłkarsku, a nie dzięki cwaniactwu - mówi przed ostatnim meczem Lechii w tym roku obrońca gdańszczan Marcin Pietrowski. W sobotę biało-zieloni zagrają na wyjeździe z Lechem Poznań.
Do Poznania Lechia pojedzie po wygranej nad Piastem Gliwice. W zeszłej kolejce biało-zieloni wygrali z drużyną Angela Peraza Garcii 3:1 po hat tricku Piotra Wiśniewskiego. Było to pierwsze zwycięstwo gdańszczan od ponad dwóch miesięcy.

- Myślę, że ten mecz był dla nas takim przełomem, bo od dwóch miesięcy nie potrafiliśmy wygrać spotkania. Cieszymy się nawet z tej jednej wygranej, bo dzięki niej zrobiliśmy kroczek w kierunku pierwszej ósemki. Mecz w Poznaniu będzie dla nas egzaminem, który pokaże, czy nas na nią stać. Jednak nie wyobrażam sobie, by na koniec sezonu mogło nas tam zabraknąć - mówi Pietrowski w rozmowie z trojmiasto.sport.pl.

We wspomnianym meczu z Piastem Pietrowski zagrał po raz pierwszy w meczu ligowym, odkąd gdański zespół przejął trener Jerzy Brzęczek. "Jedi" pojawił się już na początku pierwszej połowy, kiedy zastąpił kontuzjowanego Rafała Janickiego.

- Gdy Rafał po zderzeniu z Kamilem Wilczkiem leżał na murawie i gdy wiadomo już było, że będzie potrzebna zmiana, trener krzyknął do mnie, że wchodzę. Mavroudis Bougaidis przesunął się do środka, a ja wszedłem na lewą obronę - tłumaczy Pietrowski. - To już chyba trzeci mój mecz w tym sezonie na pozycji lewego obrońcy. Dla mnie to nie jest problem, że trener wystawił mnie akurat tam. Cieszę się, że mogłem pomóc drużynie. Czekałem na szansę od trenera Brzęczka, który wcześniej stawiał na innych wykonawców jego założeń, i się doczekałem. Cały czas jednak podkreślam, że ja jestem defensywnym pomocnikiem, mam predyspozycję do gry na tej pozycji. Jeśli jednak taka jest potrzeba chwili, że boki obrony mamy słabiej obsadzone, to wychodzi tak, że muszę tam grać - dodaje piłkarz biało-zielonych.

Najbliższy rywal Lechii, Lech Poznań, to drużyna, na boisku której gdańszczanie od momentu powrotu do ekstraklasy nie zdobyli nawet punktu.

- Zdążyliśmy się już przekonać, że Lech jest u siebie megagroźny. Najbliżej korzystnego rezultatu byliśmy chyba w ubiegłym sezonie, kiedy w samej końcówce Patryk Tuszyński strzelił gola na 1:2, a potem mieliśmy jeszcze jedną dogodną okazję na zdobycie bramki. Jednak patrząc na przebieg całego meczu, to byliśmy dużo słabsi, w ogóle w dotychczasowych naszych spotkaniach w Poznaniu Lech był zdecydowanie lepszy - podkreśla Pietrowski.

W drużynie Lecha gra były piłkarz Lechii Zaur Sadajew, który sezon zaczynał jako gracz gdańskiego zespołu. W meczu obu drużyn w Gdańsku Sadajew jeszcze w barwach Lechii obejrzał czerwoną kartkę, po tym jak brutalnie sfaulował Łukasza Trałkę. W efekcie grająca w dziesiątkę Lechia przegrała z Lechem 1:2. Po spotkaniu ówczesny trener "Kolejorza" Mariusz Rumak stwierdził, że jednym z elementów taktyki było prowokowanie Rosjanina, by ten osłabił swój zespół.

- Ci, którzy mieli z nim styczność, wiedzą, że to jest bardzo impulsywny zawodnik, co często starają się wykorzystać. Dla obrońcy to trudne zadanie zatrzymać Sadajewa, który jest bardzo silny i mocno stoi na nogach. Kiedy jest w formie, to według mnie jest jednym z najlepszych piłkarzy w naszej ekstraklasie. My jednak na siłę nie będziemy starali się go prowokować. Chcemy wygrywać piłkarsko, a nie dzięki cwaniactwu - przekonuje Pietrowski.

BURKINA FASO, GABON, PERU I INNE. SPRAWDŹ JAK MULTIKULTUROWA JEST POLSKA LIGA


Więcej o: