Seweryn Dmowski z Ekstraklasy SA: "Nie zamykać stadionu Lechii"

- Zamiar zamknięcia stadionu Lechii przez wojewodę pomorskiego jest absurdalny. Może wojewoda wierzy, że dzięki takim działaniom na stadionach będzie bezpieczniej i podniesie się frekwencja. Nie sądzę, by miało to cokolwiek wspólnego z rzeczywistością - mówi dr Seweryn Dmowski, doradca zarządu Ekstraklasy SA.
Konrad Marciński: Na antenie Radia Gdańsk pan Ryszard Stachurski, wojewoda pomorski, zapowiedział, że zamierza surowo ukarać Lechię Gdańsk za odpalenie przez jej kibiców rac na meczu z Piastem Gliwice. Jak przyznał, rozważa zamknięcie PGE Areny na jeden lub więcej spotkań.

Seweryn Dmowski: Nie jestem w stanie zrozumieć nawet zapowiedzi tej decyzji o zamknięciu stadionu Lechii. W moim odczuciu ten zamiar jest absurdalny i sprzeczny z przepisami ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.

Wojewoda swoją decyzję argumentuje tym, że kara nałożona na gdański klub przez Ekstraklasę SA nie jest dostatecznie dotkliwa. Podaje przy tym przykład Legii Warszawa, która za zachowanie jej kibiców na meczu Ligi Europy w Lokeren otrzymała od UEFA karę w wysokości ponad 100 tysięcy euro.

- Porównywanie przypadków Lechii i Legii jest absolutnym nieporozumieniem. Chciałbym podkreślić, że Legia została dotkliwie ukarana za rasizm. Według UEFA rasizm to jest największe zło, jakie występuje w futbolu, dlatego jego wszelkie przejawy na stadionach karze surowo i z całą stanowczością. Legia w ciągu ostatnich dwóch sezonów w rozgrywkach europejskich była karana za odpalanie rac przez kibiców, ale nałożone kary były zdecydowanie niższe niż ta, jaką klub otrzymał właśnie za rasistowskie zachowanie kibiców w Lokeren. Poza tym europejskie rozgrywki to jest zupełnie inna półka finansowa niż T-Mobile Ekstraklasa. Owszem, UEFA jedną ręką nakłada co prawda karę w wysokości 100 tys. euro, ale drugą podobną kwotą nagradza każdy punkt zdobyty w jej rozgrywkach. Te kary są więc proporcjonalne do profitu finansowego, jaki można wywalczyć, uczestnicząc w europejskich pucharach. Słowa pana wojewody pokazują zatem, że nie do końca orientuje się on w realiach europejskiej piłki.

Wojewoda w wywiadzie odwoływał się również do innych lig, w których problem pirotechniki podczas meczów jest marginalny.

- To bzdura. Pan wojewoda podał przykład ligi francuskiej, którą, jak twierdzi, oglądał w weekend. Widocznie nie oglądał jej zbyt dokładnie, bo ostatnie dwa weekendy to zadyma na trybunach w Montpellier, bijatyka przed i po meczu Nantes z Bordeaux i gigantyczny pokaz pirotechniczny z wykorzystaniem sektorówki, pod którą schowali się kibice na spotkaniu Saint Étienne. Ta otoczka, którą pan wojewoda przytacza, nie ma więc nic wspólnego z rzeczywistością. Jedyna rzecz, z którą można się zgodzić, to argument, że reakcja klubu na zachowanie kibiców była niewystarczająca, tzn. klub niewłaściwie przygotował się do spotkania jako jego organizator i dopuścił do wniesienia sektorówki, a potem nie był w stanie zidentyfikować kibiców, którzy odpalali race. W takich sytuacjach do akcji wkroczyła więc Komisja Ligi, która zajęła się przypadkiem Lechii i ukarała klub dotkliwie.

Kary nałożone przez Ekstraklasę SA są rzeczywiście surowe?

- 30 tysięcy zł to druga co do wysokości kara nałożona na klub ekstraklasy w tym sezonie, zakaz wyjazdowy na cztery mecze to faktyczna uciążliwość dla kibiców ultrasów, no i jest też trzeci element kary, czyli uniemożliwienie wejścia na wiosenny mecz z Wisłą Kraków tym kibicom, którzy byli na trybunie zielonej, czyli tym sektorze, gdzie były odpalane race. To oznacza, że te osoby, który były odpowiedzialne za pokaz pirotechniki na meczu z Piastem, nie wejdą na spotkanie z Wisłą.

Dlaczego zatem wojewoda chce jeszcze dodatkowo ukarać Lechię zamknięciem jej stadionu? I na jakiej podstawie chce to zrobić?

- Ja dobrze znam artykuł 34 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, który daje wojewodzie prawo do zakazania udziału publiczności w takiej imprezie, jeśli jest negatywna ocena stanu jej bezpieczeństwa. Jak rozumiem, wojewoda dokonał już oceny bezpieczeństwa meczu Lechia -

Wisła, który odbędzie się za blisko dwa miesiące i już teraz twierdzi, że będzie on niebezpieczny. Nie wiem tylko, na jakiej podstawie, skoro nie wejdą na ten mecz osoby, które odpalały race na spotkaniu z Piastem i doprowadziły do jego przerwania. Poza tym wojewoda zastanawia się, czy będzie to tylko jeden mecz, czy też więcej spotkań, co jest kompletnie niezrozumiałe. Deklaracje wojewody Stachurskiego stoją w sprzeczności ze stanowiskiem większości, doktryną oraz wszystkimi znanymi mi komentarzami do ustawy. Jest w nich wyraźnie wskazane, że kara zamknięcia stadionu przez wojewodę powinna być stosowana prewencyjnie, jeśli istnieje prawie stuprocentowe prawdopodobieństwo, że na meczu wydarzy się coś złego. Nie może to być natomiast kara za to, co już się wydarzyło. Wojewoda dziwi się, że ta kara jest zbyt niska, przytacza przykład Legii Warszawa i tego, ile ona straci finansowo, dlatego on również chce doprowadzić do tego, by Lechia poniosła taką stratę. To jest działanie poza kompetencją nadaną wojewodzie przez ustawę.

W ostatnim czasie wojewodowie odchodzą już od karania klubów i kibiców zamykaniem stadionów.

- Proszę zwrócić uwagę, że w ciągu ostatniego roku udało się odwrócić ten trend bezrefleksyjnego zamykania stadionów przez wojewodów. Wojewodowie zaczynają dostrzegać, że organa piłkarskie stosują adekwatne środki i kary, bo lepiej znają realia. W związku z tym wojewodowie nie musieli zamykać stadionów i nie widzę powodu, dla którego trzeba by było zamykać stadion Lechii. I to w dodatku cały i na więcej niż jeden mecz. To kompletna niedorzeczność.

Wojewoda Stachurski stwierdził również, że środowisko piłkarskie, kluby i federacja nie walczą wystarczająco ze zjawiskiem pirotechniki na stadionach.

- W tym poglądzie pan wojewoda jest odosobniony, bo większość wojewodów, z którymi jako Ekstraklasa SA współpracujemy, chwali nasze działania i dziękuje nam za pracę, jaką wykonujemy. Doceniają nas również w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji oraz w resorcie spraw wewnętrznych, a także w Komendzie Głównej Policji, mówiąc, że wreszcie sprawa troski o bezpieczeństwo na stadionach wygląda tak, jak powinna wyglądać. Dlatego ewentualna decyzja wojewody pomorskiego o zamknięciu stadionu Lechii może zburzyć wielomiesięczny wysiłek całej grupy osób, która mocno pracuje na to, by na polskich stadionach było bezpiecznie. Może wojewoda wierzy w to, że dzięki takim działaniom, jak zamykanie stadionów, będzie na nich bezpieczniej i podniesie się frekwencja. Ja jednak nie sądzę, by miało to cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.

RUSZYLI Z TRÓJMIASTA NA PODBÓJ ŚWIATA. BĘDZIE O NICH GŁOŚNO?


Więcej o: