Sport.pl

Jerzy Brzęczek: Nie byliśmy dość agresywni w środku pola, zabrakło też skuteczności

- Mieliśmy w pierwszej połowie cztery dobre sytuacje do zdobycia gola, zabrakło jednak dokładności pod bramką rywala. Robiliśmy też jeden podstawowy błąd w środku pola: niepotrzebnie się cofaliśmy, nie byliśmy dość agresywni i zostawialiśmy zbyt dużo miejsca rywalowi na rozegranie piłki - mówił po zremisowanym 0:0 sparingu z Olimpią Grudziądz trener Lechii Jerzy Brzęczek.
Był to pierwszy tegoroczny sparing rozegrany przez Lechię przed własną publicznością (relacja TUTAJ). Na stadionie przy Traugutta zebrało się około 1000 kibiców, ale nie zobaczyli oni w akcji najnowszego nabytku gdańskiego zespołu Sebastiana Mili, który oglądał mecz z trybun.

- Sebastian narzeka jeszcze troszeczkę na uraz stawu skokowego, na dodatek przez ostatnie dwa dni nie trenował, był w podróżach. Na tak trudnym, grząskim terenie nie chcieliśmy ryzykować jego występu, a gdańscy kibice będą mieli jeszcze wiele okazji, aby zobaczyć go w akcji - tłumaczył trener Brzęczek. Póki co fani wykorzystali obecność Mili na trybunach, aby zrobić sobie z nim wspólne zdjęcia, były piłkarz Śląska rozdał też wiele autografów. Jak zawsze nie odmawiał nikomu.

Jak szkoleniowiec Lechii ocenił sparing z Olimpią?

- Przeciwnik był bardzo dobrze zorganizowany, ale my mieliśmy w pierwszej połowie cztery dobre sytuacje do zdobycia gola, zabrakło jednak dokładności pod bramką rywala. Robiliśmy też jeden podstawowy błąd w środku pola: niepotrzebnie się cofaliśmy, nie byliśmy dość agresywni i zostawialiśmy zbyt dużo miejsca rywalowi do rozegrania piłki. Dzięki temu przeciwnik z każdą minutą czuł się coraz pewniej. W pierwszej połowie byliśmy bardziej zdyscyplinowani pod względem taktycznym, ale również popełnialiśmy błędy przy pressingu. Kiedy robiliśmy go tak jak należy, odbieraliśmy piłki w środku pola i wyprowadzaliśmy groźne akcje. Zabrakło skuteczności, szczególnie okazja Kazlauskasa była wyśmienita [w sytuacji sam na sam Litwin nie potrafił pokonać Michała Wróbla], taka sytuacja wręcz musi zakończyć się bramką - podkreślił Brzęczek.

W niedzielę piłkarze Lechii udadzą się na drugie zimowe zgrupowanie do Hiszpanii. Potrwa ono do 3 lutego. Lechia rozegra w jego trakcie trzy mecze sparingowe: z ukraińskim Dnipro Dniepropietrowsk, niemieckim FC Magdeburg (IV liga) oraz koreańskim Suwon Samsung Bluewings.

- Jedziemy praktycznie w takim samym składzie, liczącym 27 zawodników, w tym trzech bramkarzy. Jest tylko jedna zmiana - za Pawła Czychowskiego wskoczył Sebastian Mila. Niewykluczone, że w trakcie zgrupowania dojedzie jeszcze jeden środkowy obrońca [chodzi o Brazylijczyka Gersona, jego transfer jest w trakcie realizacji] - mówi Brzęczek, który w Hiszpanii największy nacisk postawi na rozegranie piłki.

- Zwrócimy uwagę przede wszystkim na sposób poruszania się przy konstruowaniu akcji, na schematy rozegrania piłki. Ale będzie też sporo ciężkiej fizycznej pracy, do pierwszego meczu z Wisłą jest w końcu jeszcze sporo czasu [odbędzie się on 13 lutego].

W treningach będą też uczestniczyć narzekający ostatnio na kontuzje Piotr Wiśniewski oraz Maciej Makuszewski.

- "Wiśnia" ma pęknięte żebro, tego typu rzecz jest uciążliwa i leczenie trochę trwa. Piotrek będzie się musiał przyzwyczaić do bólu w trakcie treningów, a jeśli chodzi o sparingi, to póki co nie będzie brany pod uwagę. Nie możemy ryzykować, żeby wypadł na dłużej. Jeśli chodzi o "Makiego", to już zaczął normalnie trenować z całym zespołem, ale odczuwa jeszcze lekki ból w stawie skokowym, dlatego po konsultacji z lekarzem daliśmy mu w dzisiejszym sparingu wolne - podsumował trener Brzęczek.

LISTA PRZEBOJÓW POMECZOWYCH KONFERENCJI. ALE UBAW! [WIDEO]


Więcej o: