Walduś Kiepski, żołnierze wyklęci, tłusty czwartek... Rozrywany Sebastian Mila

Sebastian Mila nie tylko ma sprawić, aby zespół Lechii grał lepiej w piłkę. Momentalnie stał się on również potężną machiną marketingową, wykorzystywaną zresztą nie tylko przez gdański klub. Tylko w ostatnich kilku dniach piłkarz kręcił spot dla IPN, wcielił się w rolę aktora, rozdawał pączki i otwierał klubowy sklep w jednym z supermarketów. A w międzyczasie rozegrał dobry mecz z Wisłą Kraków. Jak on to robi?
Lechia natychmiast po podpisaniu kontraktu z Milą zrobiła z niego motor napędowy większości akcji marketingowych związanych z rozpoczętą niedawno rundą wiosenną, a także przypadającymi na ten rok obchodami 70-lecia istnienia klubu. Plakat z fotografią Mili i własnoręcznym podpisem piłkarza, zachęcającego do kupna karnetu na mecze Lechii w rundzie wiosennej; efektowny baner internetowy, na którym zawodnicy Lechii na czele z Milą zapraszają fanów na pierwsze ligowe spotkanie z Wisłą; gadżety przygotowane na 70-lecie, które oczywiście reklamuje nowy kapitan Lechii (np. spersonalizowane kubki, na których poza herbem Lechii są też nazwiska i numery piłkarzy gdańskiej drużyny) - to tylko niektóre działania klubu wykorzystujące popularność Mili.

To jednak nie wszystko. Piłkarz jest w ostatnim czasie wręcz rozrywany i bierze udział nie tylko w akcjach klubowych. Na przykład w ubiegłym tygodniu na zaproszenie gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej uczestniczył w nagrywaniu spotu promującego dzień Żołnierzy Wyklętych. W filmie pojawili się również inni piłkarze Lechii - Mateusz Bąk, Piotr Wiśniewski oraz Marcin Pietrowski.

- Wszyscy wzięli udział oczywiście na zasadzie wolontariatu. Ani piłkarze, ani inne osoby, które zgodziły się wystąpić w materiale, nie wzięły za to ani złotówki - mówi Jan Daniluk z IPN.

Z kolei na początku tygodnia Mila na jeden dzień został aktorem. Wcielił się on w postać Waldusia, jednego z bohaterów serialu komediowego "Świat według Kiepskich". I jak sam przyznał, było to dla niego trudniejsze niż strzelenie gola Niemcom. Emisję odcinka z udziałem Mili zaplanowano na 1 kwietnia.

Co jeszcze? Mila tylko w ostatnich dniach uczestniczył w przedsezonowej prezentacji zespołu Lechii, której był oczywiście pierwszoplanową postacią. Potem w tłusty czwartek wraz z Jakubem Wawrzyniakiem pojawił się z pączkami w siedzibie jednego ze sponsorów klubu - firmy Lotos - sprawiając zresztą jej pracownikom ogromną niespodziankę. A we wtorek również z Jakubem Wawrzyniakiem był główną gwiazdą uroczystego otwarcia nowego sklepu klubowego Lechii - w supermarkecie Tesco na Chełmie.

To wszystko w ciągu zaledwie siedmiu dni, a przecież w tym czasie Mila udzielił jeszcze wielu wywiadów dla najróżniejszych mediów. Efektem była m.in. bardzo szczera i długa rozmowa udzielona trojmiasto.sport.pl.

W środku tego całego zamieszania Mila rozegrał swój pierwszy po 14 latach mecz w barwach Lechii i w spotkaniu z Wisłą Kraków spisał się więcej niż przyzwoicie. A co najważniejsze poprowadził swój zespół do bardzo cennego zwycięstwa 1:0. Jak to możliwe, że te wszystkie poboczne zajęcia nie mają wpływu na jego postawę na boisku?

- Powiem szczerze, że po przyjeździe do Gdańska dostałem od ludzi bardzo dużo takiej pozytywnej energii. Czuję się tu naprawdę wspaniale i z przyjemnością uczestniczę we wszystkich akcjach, które mają na celu zbudowanie superatmosfery wokół zespołu, wokół klubu - tłumaczy Mila w rozmowie z trojmiasto.sport.pl. - Poza tym ja lubię spotykać się z kibicami, wówczas czuję tę więź, która nas łączy. To mnie napędza do pracy, więc tak naprawdę ma pozytywny wpływ na moją postawę na boisku. Poza tym są to sprawy nieodłącznie związane z życiem profesjonalnego piłkarza. Nie ukrywam, że trochę cierpi na tym życie rodzinne, mam ostatnio dla żony i córeczki trochę mniej czasu, ale są one dla mnie wyrozumiałe i rozumieją sytuację. Nie powiem, że to wszystko również mnie trochę nie męczy, nie mam tyle czasu na odpoczynek, ale w zamian otrzymuję masę fajnej energii - podkreśla kapitan Lechii. I dodaje:

- Poza tym dzięki temu, że miałem tyle na głowie, mogłem choć na chwilę oderwać się od tego całego przedmeczowego napięcia, stresu związanego z pierwszym po tylu latach występem w biało-zielonych barwach. To naprawdę nie było dla mnie łatwe, strasznie to wszystko przeżywałem. Bardzo się cieszę, że nam wszystkim - mam tu na myśli trenerów, piłkarzy, działaczy, a także kibiców, którzy też odegrali ogromną rolę - udało nam się pokonać Wisłę. I to samo chcemy powtórzyć w sobotnim meczu z Zawiszą (godz. 15.30, PGE Arena), na który naprawdę jesteśmy strasznie nakręceni - zaznacza pomocnik Lechii.

A na pytanie, czy teraz będzie miał trochę oddechu od spraw poza piłkarskich, Mila odpowiada z uśmiechem: - Na razie nie chcę nic zdradzać, ale szykuje się dla kibiców pewna niespodzianka.

WAWRZYNIAK, WOJTKOWIAK I MILA NIE SĄ PIERWSI. REPREZENTANCI POLSKI W LECHII