Sport.pl

Maciej Makuszewski: Mam nadzieję, że Legia nie przyjedzie się bronić, liczę na otwarty mecz

- Przed Legią nigdy nie drżały nam łydki, zresztą Lechia już nieraz pokazywała w przeszłości, że potrafi wygrywać z tym zespołem zarówno w Gdańsku, jak i na wyjeździe. A my w tej rundzie udowadniamy, że na PGE Arenie nikomu nie jest łatwo o punkty - mówi przed sobotnim meczem Lechia - Legia pomocnik biało-zielonych Maciej Makuszewski.
W sobotę na PGE Arenie, przy rekordowej frekwencji, zmierzą się 8. zespół w tabeli (Lechia) z liderem (Legia), ale faworyta wskazać ciężko.

Powodów jest kilka: po pierwsze - na wiosnę więcej punktów zdobyła Lechia (14, wobec 11 Legii). Po drugie - od kiedy trenerem biało-zielonych jest Jerzy Brzęczek, PGE Arena w końcu stała się twierdzą. Biało-zieloni w sześciu meczach pod jego wodzą cztery razy zwyciężali i dwukrotnie remisowali. Wreszcie po trzecie - Lechia lubi grać z Legią, w ostatnich kilku latach wygrywała z nią aż pięć razy (w tym dwa razy w Warszawie), a jeśli przegrywała, to minimalnie i często pechowo. Tak było chociażby w jesiennym meczu obu zespołów w stolicy, kiedy biało-zieloni, szczególnie w drugiej połowie, kompletnie zdominowali rywala i powinni zdobyć kilka bramek. Brak skuteczności zemścił się w końcówce, a katem gości okazał się Orlando Sa.

- Te fakty pokazują, że nigdy przed Legią nie drżały nam łydki, choć akurat mi z tym rywalem wygrać się jeszcze nie udało [w barwach Lechii dwa razy przegrywał po 0:1, w Jagiellonii remisował - 1:1 i 0:0]. Czas przerwać tę złą passę - podkreśla Makuszewski. - Oczywiście dla nas, piłkarzy, a zwłaszcza dla kibiców to zawsze jest elektryzujące spotkanie, ale na pewno nie mamy przed rywalem żadnych obaw. Wręcz przeciwnie, to my na wiosnę pokazaliśmy rywalom, że powinni bać się przyjazdu na PGE Arenę, bo tutaj nikomu o punkty nie jest łatwo. Chcemy podtrzymać tę dobrą passę, tym bardziej że być może uda się pobić rekord frekwencji, co też jest dla nas bardzo motywujące. Poza tym mecz pokaże telewizja publiczna, więc cała Polska będzie mogła zobaczyć, jak potrafi bawić się Gdańsk - mówi pomocnik Lechii.

Ma on nadzieję, że na PGE Arenie wreszcie pojawi się zespół, który będzie chciał grać ofensywnie. Do tej pory wszystkie drużyny przyjeżdżające do Gdańska nastawione były niemal wyłącznie na defensywę.

- Wydaje mi się, że Legia nie przyjedzie do nas tylko się bronić, to drużyna ze zbyt dużym potencjałem, żeby ustawić się z tyłu i czekać na kontrę. Zapowiada się otwarty mecz, bo oba zespoły będą chciały grać do przodu, być przy piłce, kreować grę. Takie spotkania lubią zarówno piłkarze, jak i kibice, dlatego zapowiada się fajne widowisko - przewiduje Makuszewski.

On sam prezentuje się na wiosnę nieźle, ale w jego grze brakuje konkretów. - Czyli bramek, bramek i jeszcze raz bramek. A także asyst - wylicza skrzydłowy Lechii. - Często mam tę piłkę na nodze, ale brakuje zimnej krwi. Miałem ostatnio kilka rozmów motywacyjnych z różnymi ludźmi i wiem, że nie ma się co załamywać. W końcu przyjdzie jedna, druga bramka i ta pewność siebie, której ostatnio brakuje, znów przyjdzie. Moja gra nie wygląda najgorzej, ale wiadomo, że w przypadku piłkarza ofensywnego to właśnie bramki dodają wiary i otuchy - przyznaje "Maki".

FUTBOLOWE JAJA, CZYLI NAJDZIWNIEJSZE GOLE LECHII. ZOBACZ, JAK TO WPADŁO


Więcej o: